Co druga mała firma bez szans na kredyt

Piątek, 25 października 2013 (11:56) Aktualizacja: Piątek, 25 października 2013 (12:34)

Polska jest europejskim liderem pod względem liczby firm wykluczonych z sektora bankowego z powodu złej historii kredytowej - wynika z danych Eurostatu. Można szacować, że z tego powodu co drugi polski przedsiębiorca nie ma szans na kredyt w banku.

/Tax Care S.A.

Polska jest europejskim liderem pod względem liczby firm niemających dostępu do finansowania bankowego z powodu złej historii kredytowej. Według danych Eurostatu, ponad 40% małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce nie otrzymuje kredytu (lub otrzymuje go w kwocie mniejszej od wnioskowanej) z powodu zbyt niskiego ratingu kredytowego lub braku historii kredytowej.

Odsetek MŚP, którym odmówiono kredytu bankowego z powodu złej historii kredytowej

Według Jarosława Augustyniaka, prezesa Idea Banku, w mikroprzedsiębiorstwach, czyli firmach zatrudniających co najwyżej kilka osób, odsetek ten jest jeszcze większy. - Mikrofirmy prowadzą działalność gospodarczą w specyficznych warunkach i są traktowane przez banki jako szczególnie ryzykowna grupa, co negatywnie odbija się na dostępności kredytu - ocenia. Idea Bank szacuje, że co drugi mikroprzedsiębiorca w Polsce odchodzi z tego powodu z banków z kwitkiem, tracąc tym samym szanse na finansowanie swojego biznesu kredytem.

Błędy z przeszłości nie zawsze zawinione

Problematyczna przeszłość kredytowa nie musi być jednak przez przedsiębiorcę zawiniona. Może ona bowiem wynikać z niedopasowania bankowych modeli oceny ryzyka do specyfiki mikrofirm, które zachowują się inaczej niż duże przedsiębiorstwa, ale też inaczej niż klient detaliczny. W ocenie Dariusza Makosza, członka zarządu Idea Banku, wiele mikrofirm jest trochę na wyrost zaliczanych do grupy niesolidnych dłużników. Ocena scoringowa może być np. zaniżona przez fakt prowadzenia działalności w branży powszechnie uważanej za ryzykowną czy w regionie uważanym za relatywnie ubogi. Bankowe modele oceny ryzyka kredytowego często nie uwzględniają przy tym, że mikroprzedsiębiocy, inaczej niż pracownicy, korzystają z wielu różnych produktów kredytowych (limit w rachunku, kredyt obrotowy, kredyt inwestycyjny, kredyt samochodowy, leasing, itp.) i robią to w sposób ciągły. - Z tego powodu są nieporównywalnie bardziej niż pracownicy narażeni na niebezpieczeństwo niedotrzymania terminu spłaty - ocenia Marcin Syciński, członek zarządu Idea Banku odpowiedzialny za kontrolę ryzyka. Problem jest tym większy, że na konieczność obsługi wielu różnych rodzajów zadłużenia nakładają się ciągłe problemy z zachowaniem płynności, co jest największą bolączką polskich firm, nawet tych, które mają stabilne dochody i wielu kontrahentów.

Zdrowe biznesy powinny mieć dostęp do finansowania

Najbardziej niepokojące jest jednak to, że problem wykluczenia z sektora bankowego często dotyka firmy osiągające stabilne dochody. Według Jarosława Augustyniaka, co najmniej dwie trzecie "wykluczonych" można do sektora bankowego przywrócić poprzez stworzenie nowego system oceny wiarygodności kredytowej tej grupy. - Przedsiębiorcy z problematyczną historią kredytową powinni mieć możliwość udowodnienia, że prowadzą zdrowe biznesy i są w stanie terminowo regulować swoje zobowiązania - twierdzi prezes Idea Banku.

Lepsze nastroje, potrzebny kapitał na rozwój

Temat jest o tyle gorący, że najnowsze badania nastrojów mikroprzedsiębiorców wskazują, że spodziewają się oni poprawy warunków do prowadzenia biznesu. Świadczą o tym zarówno oceny dotyczące kondycji polskiej gospodarki, jak i perspektywy realizacji obrotów w swojej firmie. Z sondażu przeprowadzonego przez Grupę Idea Banku pod koniec września na próbie 1000 osób prowadzących własną działalność gospodarczą wynika, że prawie połowa z nich, dokładnie 47,5%, spodziewa się, że w tym roku obroty będą większe niż w ubiegłym. Tylko 17,5% oczekuje spadku w tej kategorii. W stosunku do wyników pochodzących z początku roku diametralnie zmieniły się też plany przedsiębiorców dotyczące inwestycji w środki trwałe. O ile jeszcze na wiosnę dwie trzecie przedsiębiorców deklarowało, że nie ma żadnych planów inwestycyjnych, to obecnie takich firm jest "tylko" jedna trzecia. - Wiele małych firm dokonuje inwestycji wyłącznie w oparciu o posiadaną gotówkę. To z jednej strony znacznie ogranicza pole manewru, a z drugiej stwarza pewne ryzyko, że gdy przedsiębiorca otrzyma niespodziewanie ofertę zrealizowania ciekawego kontraktu, będzie musiał z niej zrezygnować, nie mając dostępu do finansowania w banku - zauważa Dariusz Makosz.

Katarzyna Siwek

Tax Care S.A.

Podziel się

~ArseneLupin -

Większość "polskich" banków jest zagraniczna i mają w głębokiej odbytnicy polskie małe i średnie firmy. Tyle w temacie.

~B...icz -

bo w bankach tzw. analitycy to są gówniarze nie mający zielonego pojęcia o prowadzeniu biznesu - i patrzą tylko przez pryzmat swoich wskaźników i cyferek , a boją sie d..py umoczyć dając zgodę na kredyt - proste

~Lichwa-PRECZ -

Artykuł sponsorowany przez LC GruppenFirer - patrz Idea Getin TaxCare - w tyłek sobie wsadźcie te złodziejskie kredyty ze swoimi złodziejskimi ubezpieczeniami. Firma w UE ma kredyt na poziomie 4-6% przy stopach 0,5% my przy 2,5 many po 16-18% plus wspomniane produkty dodatkowe. Nic dziwnego że wszystkie kontrakty wygrywają firmy zagraniczne bo nawet uwzględniając potrzebę kredytowania się podczas inwestycji na zakup maszyn i urządzeń na starcie są już do przodu. U nasz ŁUPASZKI pokroju LC nie dadzą rozwinąć skrzydeł. Tylko dawny SBek mógł wymyślić produkt typu "damy ci kredyt a ty u nas musisz się księgować - co byśmy wiedzieli więcej o tobie niż ty sam" - patrz usługa TaxCare - dzięki postoję wolę emerytowaną księgową

~2 2=4 -

Pozbawiona zysków, należnych zagranicznym właścicielom, gospodarka zostaje tylko z dochodem z pracy - czyli płacami. Innymi słowy, już kapitalistyczna, ale z obcym kapitałem i lokalną pracą, Polska staje się krajem, który niejako żyć musi z "gołej" pensji. Możliwości zakumulowania własnego kapitału wyłącznie w oparciu o zarobki pracownicze są nikłe, tak że szansa na wyrwanie się z tej sytuacji, gdzie praca jest własna, a kapitał nie, są równie małe. To jest szczególny przypadek, który, sięgając do starej retoryki, można by określić mianem "robotniczego" kapitalizmu, bez szansy na inną, "nierobotniczą" przyszłość. W robotniczym kapitalizmie - a nie komunizmie - siła robocza staje się odpowiednikiem migrantów, którzy udają się za chlebem za granicę. W tym przypadku jednak jest to migracja za chlebem we własnym kraju, gdyż jego fabryki i banki są zagraniczne. Nie są więc gośćmi w obcym kraju, ale - paradoksalnie - u samych siebie. Jest oczywiście jedna wielka różnica między tymi dwoma rodzajami migracji zawodowej. Przy tej zewnętrznej, gdy jedzie się do zamożnego kraju - jak np. Niemcy - oferowane są wysokie płace. Przy tej wewnętrznej migracji trzeba zadowolić się niższymi, polskimi płacami, i to być może nawet na zawsze. Transformacja ustrojowa ruszyła szybko, tyle że równie szybko doszło do katastrofy, najpierw w formie gwałtownej recesji, a potem wyprzedaży majątku na rzecz obcych inwestorów. Przejmowanie fabryk czy banków przez zagranicznych właścicieli jest dzisiaj w świecie normą, ale nie jest normą przejmowanie całej gospodarki jakiegoś kraju. Jeszcze bardziej odległe od norm jest przyzwolenie, żeby gospodarka danego kraju została przechwycona za półdarmo. Tak się niestety stało w Polsce, gdzie zamiast uratować to, co zostało z komunizmu, dla przyszłych pokoleń - zmarnowano ten spadek. W zamian za skromne prowizje, właściwie napiwki, decydenci upłynnili kapitał za ułamek jego wartości. (sic!).

Piszesz jako Gość