Bogaci mają niższą inflację. Jak to możliwe?

Piątek, 17 lutego (10:01)

Złe wiadomości dla osób zarabiających poniżej średniej. W styczniu inflacja w Polsce była najwyższa od czterech lat - podaje GUS. Bardziej niż ogólny wzrost cen niepokoją ceny żywności, które w porównaniu do ub. roku zwiększyły się aż o 3.3 proc. To najmocniej odczują gorzej sytuowani konsumenci - pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Złe wiadomości dla osób zarabiających poniżej średniej /PAP

Reguła mówi, że im bogatszy kraj, tym mniejszą część wydatków jego obywatele przeznaczają na żywność. Według badań Departamentu Rolnictwa USA (USDA), Amerykanie średnio wydają na jedzenie spożywane w domu 6.6 proc., Niemcy - 10.2 proc., a Nigeryjczycy - 56.6 proc. domowego budżetu.

W koszyku statystycznego Polaka udział żywności i napojów przez ostatnie lata wynosił według GUS ok. 24 proc. I choć dane nieco się różnią od publikacji USDA (17.2 proc.) czy Eurostatu (lekko poniżej 20 proc), to jednak potwierdzają, że zamożność ma kluczowy wpływ na strukturę wydatków gospodarstwa domowego.

Znacznie ciekawszą kwestią są jednak nie tyle różnice pomiędzy poszczególnymi krajami, ale rozkład wydatków wewnątrz państwa. On wpływa na to, jak odbieramy zmiany cen oraz jaki jest nasz faktyczny poziom inflacji, gdyż przeciętne czy statystyczne gospodarstwo domowe praktycznie nie istnieje.

Wyższe zarobki to niższa inflacja

Odmienny od przeciętnego odbiór zmian cen przez gospodarstwa domowe często wynika faktu, że wyższe koszty zakupu towarów nabywanych kilka razy w miesiącu (np. żywność) zapamiętujemy lepiej niż różnice w cenach dóbr trwałych (np. telewizor, meble). Czasami jednak przekonanie części społeczeństwa o szybszej od oficjalnie publikowanej inflacji ma przełożenie w faktach.

Bardzo dobrym raportem, potwierdzającym intuicję, są dane brytyjskiego Biura Statystyki Narodowej (ONS). W dokumencie "Zróżnicowane doświadczenia inflacyjne brytyjskich gospodarstw domowych" czytamy, że w latach 2003-2013 średni wzrost cen na Wyspach wynosił 2.6 proc. rocznie.

Jeżeli jednak spojrzymy na średnią inflację dla 10 proc. osób najwięcej wydających, to przeciętnie wynosiła ona 2.3 proc. w badanej dekadzie. Natomiast dla 10 proc. najmniej zamożnych Brytyjczyków miała ona wartość 3.7 proc., czyli o połowę więcej. Z tego w latach 2003-2013 koszt dóbr i usług wzrósł dla najbogatszych o 29 proc., a dla najbiedniejszych o 44 proc. Skąd biorą się takie olbrzymie różnice?

Przy niższych dochodach stosunkowo dużo wydajemy na żywność i utrzymanie mieszkania, a względnie mało na spożywanie posiłków poza domem czy hotele. W badanej dekadzie silne rosły ceny żywności i usług komunalnych, co spowodowało tak dramatyczne różnice.

W Polsce niestety podobnie jak na Wyspach

Mimo że Wielka Brytania jest gospodarką rozwiniętą, a Polska rozwijającą się, to jednak procesy inflacyjne są dość podobne. Średnioroczny poziom inflacji w latach 2004-2016 wyniósł w naszym kraju 2.1 proc. W tym czasie jednak ceny z kategorii "żywność i napoje bezalkoholowe" rosły każdego roku przeciętnie o 2.9 proc., a koszty "użytkowania mieszkania i nośniki energii" o 4.1 proc.

Z opracowania GUS "Budżety Gospodarstw Domowych w 2015 r.", opublikowanego we wrześniu 2016 r., wynika, że 20 proc. osób najgorzej sytuowanych przeznacza na żywność oraz opłaty mieszkaniowe 53.6 proc. wszystkich swoich wydatków. Z kolei dla 20 proc. najzamożniejszych Polaków powyższe kategorie stanowią jedynie 36.3 proc. koszyka inflacyjnego.

Od 2004 r. koszyk wydatków dla wspomnianej, pierwszej grupy tylko ze względu na wzrost cen mieszkania i żywności jest droższy o 26 proc. Natomiast dla najbardziej zamożnych zdrożał on z powyższych powodów jedynie o 18 proc. To dobrze pokazuje, że odbiór zmian cen przez poszczególne grupy społeczne nie jest tylko kwestią psychologiczną, ale również ma potwierdzenia w faktach.

W rezultacie najszybszy od kilku lat wzrost cen żywności oraz rosnące koszty utrzymania mieszkania znowu zaczną wyraźnie obniżać siłę nabywczą osób z dochodami poniżej średniej. Natomiast ci, którzy zarabiają najwięcej, w niewielkim stopniu odczują powyższe zmiany, ponieważ ich udział w ogólnych wydatkach jest względnie ograniczony.

Spółka Cinkciarz.pl to jedna z najszybciej rozwijających się firm w Europie. Z usług lidera internetowego rynku wymiany walut korzystają m.in. przedsiębiorstwa i instytucje oraz klienci indywidualni.

(PAP)

Sprawdź: PROGRAM PIT 2016

PAP

Podziel się

~fx -

Jakoś tak bez sensu ten kapitalizm jest wymyślony, że bogaci się bogacą, a biedni biednieją... Jesteś na eksponowanym stanowisku i/lub masz pieniądze - zapraszają Cię na szkolenia, bankiety - na których najesz się do syta za darmo. Jeden telefon i masz parasolkę, pendrivea, rękawiczki od sponsora, u którego wcześniej kupiłeś Jaguara, czy zamówiłeś papier dla biura. Jesteś biedny - nie masz nic za darmo. Jeszcze Cię kijem i policją pogonią. A i tak najbardziej narzekają Ci bogaci - że muszą płacić podatki na 500 dla "patologii" i że koszty utrzymania pracowników są wysokie.

~PolakRP -

Inżynier w Polsce powinien zarabiać 6000zł netto, a zwykły pracownik fizyczny 4000zł netto, oczywiście za 8 godzin pracy dziennie, nie za 12 godzin soboty tak jak to teraz ma miejsce. Do puki nie osiągniemy tego poziomu to będzie ciągle źle!!!

~ZBIGU -

CO TO ZA BREDNIE !!! Płacę wyższe podatki bo za dużo zarabiam !!! Nie będę miał kwoty wolnej od podatku bo za dużo zarabiam !!! Nie biorę zasiłków itp bo za dużo zarabiam !!! NIC OD PAŃSTWA NIE DOSTAJĘ BO ZA DUŻO ZARABIAM !!! Płacę za lekarza prywatnie za siebie i całą rodzinę by móc zarabiać !!! Mieszkanie kupiłem bez żadnego MDM itp. bo za dużo zarabiam !!! Państwo drenuje mnie jak może a ci wypisują takie głupoty !!! Kto w tym PAŃSTWIE bardziej zyskuje LEPIEJ ZARABIAJĄCY czy GORZEJ ZARABIAJĄCY ???

~erg -

Jakim trzeba być idiotom aby wierzyć w te propagandowe artykuły ? To się dzieje w Polsce od 89, a najdłużej od PO. To oni odpowiadają w dużym stopniu durnie za taki stan rzeczy. Dobra zmiana, to by wam się przydała w zmanipulowanych mózgach ciemne lemingi od oglądania TVN i czytania prasy od szkopów. Taki stan rzeczy w gospodarce naprawia się latami niedouczone internetowe cymbały.Jak sobie PIS poradzi z biedota w kraju najwcześniej będzie widać pod koniec ich kadencji ,najwcześniej.

Piszesz jako Gość