Przed nami nawet dwa lata rekordów w budownictwie mieszkaniowym

Niedziela, 19 marca (06:00)

Liczba nowych pozwoleń na budowę wzrosła tak bardzo, jak liczba rozpoczynanych prac budowlanych. Można prognozować kolejne dwa lata rekordowych wzrostów liczby wybudowanych mieszkań.

Przed nami nawet dwa lata rekordów w budownictwie mieszkaniowym /©123RF/PICSEL

To konsekwencje wyjątkowo udanego dla rynku pierwotnego 2016 roku. Mówi o tym w rozmowie z MarketNews24 dr Jacek Furga, prezes AMRON.

marketnews24.pl

Podziel się

~FUTURE 2050R -

2017 rok, to może być rok dużych spadków, ale nie sądzę, aby to był ostateczny dołek. Optuje , że nie ujrzymy żadnych istotnych wzrostów cen mieszkań przed 2030 rokiem. mówię o średnich cenach. Argumenty przedstawionej poniżej, o których notabene nie mówi rząd, tylko jak mantrę powtarza o konieczności wprowadzania coraz to kolejnych programów zachęcających do inwestowania (czytaj: zadłużania się praktycznie na całe życie) w mieszkania i nieruchomości. Wszelki agencje rządowe wręcz zarzekają się że idą wzrosty na rynku nieruchomości i inwestycja w nieruchomości jest najlepsza formą lokowania kapitału . 1) wahania cen dość dobrze pokrywają się z liczebnością populacji 25-26-latków. W 2008 roku było ich najwięcej prawie 700 000. Żaden późniejszy rocznik nie jest tak liczny - co więcej, za 10 lat 25-latków będzie ok. 2x mniej niż w 2008 roku - to oznacza duuużo mniejszy popyt na "pierwsze mieszkanie" - i to nie tylko chodzi o kupno, ale również o najem. 2) wahania cen są odwrotnie proporcjonalne do liczebności populacji 75-latków, bo śmiertelność i związane z tym "zwalnianie mieszkań" wpływa na podaż. w tym wieku umiera najwięcej osób - a pokolenie obecnych 75-latków jest o 15% mniej liczne, niż być powinno (II wojna światowa) - dlatego to pokolenie dotychczas zostawiało po sobie nienaturalnie mało mieszkań, co nie było w stanie zaspokoić nawet połowy potrzeb rynku. Młodzi ludzie bez mieszkań w spadku "po pradziadkach" szli na rynek pierwotny... Tuż po zakończeniu IIWŚ nastąpił potężny wyż demograficzny, ze szczytem w 1955 roku. Obecni 60-latkowie, to bardzo liczna grupa, będąca właścicielami sporej części rynku nieruchomości. To są ludzie dla których mieszkania (2 miliony) budował Gierek, to są też właściciele setek tysięcy PRLowskich "klocków" i willi z początków transformacji ustrojowej. 1) 2) Co będzie za 15 lat? Co się stanie z milionami mieszkań i domów, gdy zacznie umierać 800 000 starszych osób rocznie, a równocześnie będzie tylko 300 000 25-latków wchodzących w danym roku w dorosłość? i tak będzie przez kilka lat, rok po roku - to musi wygenerować potężną nadpodaż, która będzie rosła i rosła - w najbardziej skrajnym scenariuszu, o 250 000 mieszkań rocznie. Czy w takich warunkach ceny będą rosły? Raczej będą spadać dalej... nie wiem, kto te mieszkania kupi - może samorządy, aby zasilić zasób lokali komunalnych, lub na preferecyjny wynajem? Możliwe hipotetyczne scenariusze, optymistyczne :) : Jeżeli przyjmiemy, że Polska jest naczyniem zamkniętym to powyższa sytuacja się po prostu sprawdzi. Pytanie czy Polska jest naczyniem zamkniętym. Faktem jest iż wraz ze starzeniem i bogaceniem się społeczeństwa wzrośnie zapotrzebowanie na pracowników niewykwalifikowanych, fizycznych i do opieki nad starszymi. Przybędą do polski imigranci, którzy będą musieli gdzieś mieszkać. Jaka ich będzie ilość i kiedy to nastąpi nikt nie wie. To należy traktować jako niewiadomą w szacunkach. Oczywiście - Polska nie jest odizolowana od reszty świata - ale jak dotąd saldo migracyjne jest wyłącznie ujemne - i nie widać szans na zauważalną zmiane, ani GUS tego nie widzi - co nam przyjdzie po np. 20 tysiącach imigrantów rocznie? Zdecydowanie można powiedzieć - 500 000 osób rocznie!!!. tyle musiałoby w okolicy 2025 roku przybywać do Polski co roku przez kilka lat, żeby zatrzymać ten proces. Pół miliona rocznie, żeby wypełnić lukę wśród 25-30 latków... Osoby (wyż powojenny), ktore będą wtedy umierać, wchodzą już w wiek poprodukcyjny - co najmniej połowa, to już emeryci - więc jeśli ktoś miał się pojawić na ich miejsce (pracownicy fizyczni), lub do opieki nad nimi, powinniśmy już widzieć te pierwsze tysiące Ukraińców, czy Hindusów..... nie można powiedzieć , że połowę z docelowej liczby imigrantów potrzebnej do zasypania dziury (jakies 3-4 miliony) - ale chociaż 5%... Myślę że pewnie wnioski można wyciągną J

~Gutek z Bródna -

W WARSZAWIE SPRZEDAZ NA RYNEKU WTÓRNYM PADŁA - ;-(. Głownym powodem jest MDM dla młodych ale MIESZKANIE DLA MODYCH MOŻNA DOSTAC TYLKO NA nówki sztuki w TO SPOWODOWAŁO ZASTÓJ NA RYNKU. Ceny mieszkań na rynku wtórnym są porównywalne z rynkiem pierwotnym lub wyższe. Można oczywiście argumentować to faktem, że kupuje się mieszkanie gotowe do zamieszkania, ale bardzo często są to mieszkania w 40-50 letnich blokach, bez garaży, z ciągłą walką o każdy skrawek miejsca do zaparkowania samochodu, a same wnętrza nadają się tak naprawdę do remontu. Takich mieszkań będzie przybywało na rynku wtórnym ponieważ umierać będą ich obecni właściciele (często emeryci), których rodziny sobie już dawno mieszkania kupiły. Mając do wyboru starą wielką płytę, bez miejsca na samochód, często nawet bez windy, do remontu, za ok. 8000 zł/m2, większość ludzi jednak woli iść do dewelopera i w podobnej cenie kupić nowe mieszkanie.Moj szwagier Rysio mieszka na warszawskim Bródnie .Sprzedaje mieszkanie w bloku do remontu ze zniszczonymi klatkami z wielkiej płyty. Sąsiedzi patologia ,prze blokiem szemrane towarzystwo dilujace narkotyki .po zmroku lepiej z domu nie wychodziĆ ,bo dostaniesz w głowę basebolem...CENA SZWAGRA 6200 PLN. ZA M2 . SPRZEDAJE JUZ 6 LAT.....ZERO ZAINTERESOWANIA ...MOWI ,ŻE CZEKA NA LESZCZA Z KASĄ..Oczywiście efekt tego jest taki, że ogłoszenia o sprzedaży wiszą co najmniej po kilka miesięcy, zazwyczaj aż właściciel nie spuści z tonu NA ALLEGRO JEST WYSTAWIONYCH NA SPRZEDAŻ 76 TYŚ MIESZKAŃ..W STOLICY...JUZ NIEDŁUGO DOJDZIE DO WIELKIEGO ZAŁAMANIA SPRZEDAŻY NIERUCHOŚCI W WARSZAWIE. CZY WIECIE KTO BĘDZIE PIERWSZY SPUSZCZAŁ Z TONU..??? WSZYSCY CI KTÓRZY WYKUPILI ZA 10 % WARTOŚCI OD SPÓŁDZIELNI.KWATERUNKU. NAJBARDZIEJ BĘDĄ PŁAKAĆ FrANKOWICZE...FRANKOWIEC KUPIŁ W 2007 R MIESZANIE ZA 300 TYŚ ,MUSI ODDAĆ BANKOWI 800 TYŚ PLN W CIĄGU 30 LAT A TERAZ DAJĄ SŁOIKI 190 TYŚ PLN. DRAMAT BO KOMORNIK SIEDZI JEMU NA PLECHACH

~dorota moniuszko -

My też obserwujemy rynek warszawski od co najmniej 5 lat (głównie Wola i Bemowo) i na szczęście nie kupiliśmy mieszkania kilka lat temu - mamy dokładnie te same obserwacje, co Ty. Te puste gadki o tym, żeby już kupować, bo zaraz mieszkania zdrożeją są wyssane z palca. Na jakiej podstawie ktoś tak może twierdzić? Na rynku pojawia się coraz więcej mieszkań na rynku wtórnym (Ochota i Wola, choć nie tylko, to "stare" dzielnice, mieszka tam mnóstwo starszych osób, których mieszkania dziedziczą ich rodziny, które często są już "umoczone" w kredycie po uszy, nieważne, czy sprzedadzą takie mieszkanie, czy pójdzie na wynajem - rosnąca ilość takich mieszkań wpływa to na spadek cen), wymagany coraz wyższy wkład własny (i bardzo dobrze) nie będzie ułatwiał wzięcia kredytu, więc sprzedający w końcu będą musieli obniżyć ceny, żeby w końcu sprzedaż mieszkanie. Dodatkowo za kilka lat w końcu rozbuja się Fundusz Mieszkań na Wynajem i inne podobne programy, więc ogólnie rynek zmierza do obniżek przez najbliższe lata. Najbardziej bawią mnie wypowiedzi moich znajomych z kredytami na 100 lub 110% wartości nieruchomości, którzy mówią, że mieszkania niebawem zdrożeją - biedni, sami się łudzą... Ich mieszkania jeszcze dłuuugo nie będą tyle warte, co kilka lat temu, gdy kupowali je w czasie boomu mieszkaniowego

~Otodom.pl -

Ludzie trzymają mieszkania bo myślą że jeszcze przyjdzie na nie koniunktura ale ona już nigdy nie przyjdzie bo Polska się wyludnia. Niedługo nastąpi masowe pozbywanie się mieszkań żeby jak najmniej na nich stracić bo ceny spadają z roku na rok .Oczywiście mieszkania będą drogie w paru atrakcyjnych punktach w Polsce . Ale gdzie indziej dojdzie do tego że będą je niebawem wyburzać

Piszesz jako Gość