Hipermarkety przeżywają załamanie. Skala i asortyment już nie robią na Polakach wrażenia

Poniedziałek, 17 lipca (09:47)

Polscy konsumenci stają się mniej łaskawi dla wielkopowierzchniowych sklepów spożywczych.

Hipermarkety w Polsce przeżywają załamanie... /©Glowimages

Widać to po ruchach brytyjskiego Tesco, które na początku czerwca poinformowało o likwidacji dziewięciu placówek. Z naszych informacji wynika, że na tym się nie skończy. - Zmniejszana jest też powierzchnia hipermarketów - mówi Michał Sikora z Tesco Polska.

Wygospodarowane w ten sposób lokale są wynajmowane m.in. sieciom H&M i TK Maxx. Eksperci z branży handlowej potwierdzają, że trudności przeżywają wszyscy ci, którzy postawili na duże miasta.

Tłok w wielkich miastach

Najgorsza sytuacja jest w miejscach, w których blisko siebie działają więcej niż trzy duże sklepy różnych marek, a liczba mieszkańców na kilometr kwadratowy nie przekracza 10 tys.

Sklepy likwiduje więc też Biedronka - w 2016 r. 28 sklepów, czy Carrefour - 6. Z tej grupy Tesco jest jednak najbliżej powtórzenia scenariusza, jaki przeżyły kilka lat temu francuski Géant czy niemiecki Real. Ich właściciele wyszli z polskiego rynku, sprzedając sklepy konkurencji.

- Tesco słynie z wolnostojących hipermarketów. A te radzą sobie teraz najgorzej. Z podobnym problemem musi zmierzyć się Auchan, który po tym jak przejął Real, stał się posiadaczem właśnie takich sklepów - komentuje Bartosz Bolecki z firmy analitycznej PMR.

Badania PMR potwierdzają, że duże sklepy, typu super- i hipermarket przeżywają załamanie. Ubiegły rok był pierwszym, w którym liczba supermarketów spadła do 4905 z 4960 w roku 2015. Przyczyniło się do tego m.in. bankructwo Almy i MarcPolu. Wiele wskazuje na to, że jeśli nie w tym roku, to w kolejnym mogą do nich dołączyć hipermarkety. Ich rozwój znacząco wyhamował. W 2016 r. powstały zaledwie cztery takie sklepy - w latach poprzednich ich sieć rosła pięć razy szybciej.

Kres rozwoju hipermarketów w Polsce

- Kres w rozwoju hipermarketów w Polsce to naturalna kolej rzeczy. Ten format już nie przyciąga konsumentów. Szczyt ich popularności przypadał na lata 90., kiedy nie było dla nich konkurencji, a ich skala i asortyment towarów robiły na Polakach duże wrażenie. Jednak urosła im zróżnicowana konkurencja - mówi Tomasz Sokołowski, analityk DM BZ WBK.

O ile konkurencja nie jest na rękę sieciom, które mają ograniczone pole do podwyższania cen, to na pewno sprzyja konsumentom. Stałym elementem polityki cenowej sieci są promocje. Maleją też różnice w poziomach cen między różnymi formatami sklepów. To spowodowało powrót konsumentów do mniejszych placówek blisko domu czy pracy. I to właśnie ten segment handlu spożywczego rozwija się teraz najmocniej. Małych, osiedlowych placówek przybyło w 2016 r. ponad 1 tys. O tym, że warto postawić na małe sklepy, przekonał się m.in. Carrefour, który jeszcze w 2010 r. był wymieniany wśród sieci, które znikną z rynku. Ratunek firma znalazła we franczyzowych marketach osiedlowych. Podobny kierunek obierają kolejne sieci. Przykładem jest E.Leclerc, kojarzony raczej z dużymi, liczącymi kilka tysięcy mkw. marketami. Dziś otwiera też takie o wielkości 1 tys. mkw.

Handlowcy idą na zakupy

To nie uchroni branży przed dalszą konsolidacją. Eksperci wskazują, że rentowność sieci spożywczych nie jest na tyle wysoka, aby przy takim poziomie konkurencji wszyscy byli w stanie utrzymać się na rynku. Dla przykładu rentowność netto segmentu detalicznego w grupie Emperia, który obejmuje sieć Stokrotka, w 2016 r. wyniosła 0,35 proc. W Dino - ok. 4,5 proc.

- Będziemy zmierzać w kierunku modelu, w którym kilka podmiotów będzie kontrolować kilka modeli handlowych pod różnymi markami - ocenia analityk DM BZ WBK. Zaznacza, że przejmowanie rynku przez kilka dużych wielkoformatowych podmiotów jeszcze potrwa, bo wciąż 40-50 proc. detalicznego handlu spożywczego opiera się na małych tradycyjnych sklepach.

Eksperci oczekują jednocześnie, że rodzime sieci będą nie tylko celem przejęć, lecz także będą aktywne jako przejmujący.

- Mamy już takie, których przychody sięgają od 1 do 3,5 mld zł. Mowa m.in. o Piotrze i Pawle, Stokrotce, Milo, czy Polomarkecie. To sprawia, że coraz chętniej mówią one o rozwoju przez akwizycje, co ma im pomóc przetrwać w starciu z coraz bardziej agresywnymi dyskontami - tłumaczy Bartosz Bolecki.

Patrycja Otto, Małgorzata Kwiatkowska, 17.7.2017

Dziennik Gazeta Prawna

Podziel się

~dobre bo polskie -

Bo nas okradaja i oszukuja bo sprowadzaja towar poza sortem i jako odpad a ceny za I gatunek ja juz od roku niuc nie kupuje w super marketach i zyje wole zjesc mniej ale swoje z Polski z ryneczku

Piszesz jako Gość