Inflacja, stopy procentowe i kurs złotego

Wtorek, 12 września (06:00)

W ciągu najbliższych kilku miesięcy może pojawić się potrzeba obniżki stóp procentowych o 50 pb - uważa Eryk Łon, członek Rady Polityki Pieniężnej. Wśród przyczyn wymienił m.in.: umocnienie się złotego, słabą dynamikę inwestycji, niskie stopy proc. w otoczeniu oraz możliwe spadki cen surowców. Nie można inflacji w poszczególnych okresach rozpatrywać w oderwaniu od realiów politycznych, gospodarczych i rozwoju społecznego - zapowiedział Tomasz Mironczuk, ekspert Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Inflacja hamuje /©123RF/PICSEL

"Być może w najbliższych kilku miesiącach pojawi się potrzeba złagodzenia polskiej polityki pieniężnej. Coraz bardziej intensywnie myślę o perspektywie obniżki stóp procentowych NBP o 50 pkt. bazowych. Nie będę ukrywał, że przekonuje mnie do tego kilka argumentów" - napisał w komentarzu przesłanym PAP Biznes Łon.

- Pragnę zdecydowanie podkreślić, że złagodzenie polskiej polityki pieniężnej, jeśli będzie konieczne powinno być dokonane w sposób bezwzględny, porównywalny do cięcia drzewa za pomocą dobrze naostrzonej siekiery. Nie należy się wahać przed użyciem owej siekiery - dodał.

Członek RPP wśród argumentów za obniżką stóp procentowych wymienił umocnienie się polskiej waluty.

- Po pierwsze warto zauważyć, że z uwagi na silne umocnienie kursu złotego w okresie od połowy grudnia poprzedniego roku uwarunkowania monetarne w naszym kraju uległy zaostrzeniu - napisał.

- Wychodzę bowiem z założenia, że charakter owych uwarunkowań związany jest nie tylko z poziomem stóp procentowych, lecz także z wahaniami kursu waluty krajowej. Osobiście bardzo dużą wagę przywiązuję do analizy granicznego kursu opłacalności eksportu zarówno w odniesieniu do kursu EUR/PLN, jak również USD/PLN. Ma to bardzo ważne znaczenie z punktu widzenia realizacji strategii proeksportowej w naszym kraju - dodał.

Zdaniem Łona, obecny poziom stóp procentowych niewystarczająco wspiera inwestycje.

"Po drugie dynamika nakładów inwestycyjnych w naszym kraju wciąż jest jeszcze nieznaczna. Świadczą o tym opublikowane niedawno dane GUS o PKB oraz jego składowych za II kwartał 2017 roku. Relacja nakładów inwestycyjnych do PKB w Polsce na tle wielu innych krajów jest stosunkowo niska. Co więcej stosunek wspomnianych nakładów do PKB jest w naszym kraju stosunkowo niski na tle danych z poprzednich lat" - napisał.

- Tymczasem u źródeł sukcesu gospodarczego leżeć powinny przede wszystkim: inwestycje oraz eksport. Warto czynić wszystko, co możliwe, aby polityka pieniężna przyczyniała się do poprawy dynamiki nakładów inwestycyjnych oraz eksportu - dodał.

Zwrócił również uwagę na to, że w najbliższym otoczeniu Polski niższe są zarówno stopy procentowe, jak i bezrobocie.

"Po trzecie warto zauważyć, że podstawowe stopy procentowe w Czechach (0,25 proc.) i na Węgrzech (0,90 proc.) są istotnie niższe niż w Polsce (1,5 proc.). Czeskie i węgierskie stopy procentowe są niższe niż polskie także w ujęciu realnym, czyli po skorygowaniu ich o inflację konsumpcyjną" - napisał.

Członek RPP jest zdania, że spadać mogą ceny surowców i może to zmniejszać presję inflacyjną w Polsce.

"Po czwarte, trzeba bardzo uważnie obserwować zachowanie cen surowców przemysłowych, w szczególności ropy naftowej oraz miedzi. Jest dość prawdopodobne moim zdaniem, że po silnych wzrostach ceny miedzi zaczną spadać. Ta sama tendencja może dotyczyć ropy naftowej. Powyższe wnioski wysuwam na podstawie przeprowadzonej przeze mnie analizy technicznej uwzględniającej także technikę świec japońskich w kontekście układu średnich ruchomych oraz wskaźników wyprzedania i wykupienia. Realna perspektywa zniżek cen ropy naftowej może zmniejszać presję inflacyjną w naszym kraju" - napisał.

"Analiza techniczna ma dla mnie wielkie znaczenie. Najwybitniejsi traderzy tacy jak np. Larry Wiliams oraz Ed Seykota stosowali z powodzeniem tę metodę inwestowania. Jestem zdecydowanie przekonany, że dobrze wykorzystywana analiza techniczna może być bardzo pomocna w prowadzeniu polityki pieniężnej. Analiza ta może być szczególnie przydatna przy prowadzeniu pewnych działań wyprzedzających w polskiej polityce pieniężnej" - dodał.

Zdaniem Łona, sytuacja budżetowa sprzyja decyzji o obniżce stóp procentowych.

"Po piąte, uważam, że sytuacja budżetowa Polski jest bardzo dobra, także z punktu widzenia rozważania decyzji o obniżeniu stóp procentowych. Krajowa polityka fiskalna ma bowiem charakter umiarkowanie konserwatywny. Deficyt budżetowy znajduje się pod kontrolą, co jest bardzo ważne w sytuacji realizacji bardzo ważnego i potrzebnego programu polityki prorodzinnej 500+" - napisał.

Łon zaznaczył, że w przyszłości uzasadniona mogłaby być interwencja na rynku walutowym, która miałaby na celu osłabienie kursu złotego.

"Należy podkreślić, że interwencje walutowe znajdują się w arsenale działań naszego banku centralnego. Warto z tego instrumentu korzystać. Dobrze pamiętam kwiecień 2010 roku, kiedy to za kadencji śp. Sławomira Skrzypka, prezesa NBP doszło do interwencji walutowej mającej na celu osłabienie kursu złotego. Było to moim zdaniem działanie słuszne, służyło polskiej gospodarce. Uważam, że należy przygotować się na różne warianty - także te trudniejsze" - napisał.

Łon uważa, że zasadne mogłoby być również poszerzenie przedziału odchyleń od celu inflacyjnego NBP.

"Warto o polskiej polityce pieniężnej myśleć w sposób otwarty, odważny, elastyczny. Przyznam, że zastanawiam się w tym kontekście poważnie nad pomysłem poszerzenia przedziału odchyleń od celu inflacyjnego. Obecnie w "Założeniach polityki pieniężnej" przyjmuje się, że NBP realizuje "średniookresowy cel inflacyjny na poziomie 2,5 proc. z symetrycznym przedziałem odchyleń o szerokości ±1 punkt procentowy". Być może należałoby zastąpić ten zapis w przyszłości zapisem mówiącym o symetrycznym przedziale odchyleń "o szerokości ±2 punkty procentowe"" - napisał.

Jego zdaniem, w przyszłości NBP może być aktywniejszy na rynku akcji oraz obligacji korporacyjnych.

"Warto korzystać z doświadczeń krajów azjatyckich. Ostatni kryzys pokazał, że banki centralne podejmowały działania dość niestandardowe. Przejawiały one swoją aktywność na rynku obligacji korporacyjnych a także na rynku akcji. Nie wykluczam, że w przyszłości działania uważane dziś za niestandardowe mogą być uważane za całkiem standardowe. Warto się do tych czasów przygotować zarówno w zakresie wiedzy, jak i mentalnie" - napisał.

W ocenie członka RPP, państwowa własność w bankowości może pozytywnie oddziaływać na dynamikę gospodarki.

"Jednym z najważniejszych osiągnięć gospodarczych ostatnich dwudziestu kilku lat było odzyskanie w 2016 roku polskiej kontroli nad bankiem Pekao. Jest to nawiązanie do poprzedniego dużego sukcesu, jakim była repolonizacja Banku Ochrony Środowiska. Udało się utrzymać złotego jako walutę narodową. Giełda warszawska znajduje się nadal w polskich rękach. Na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy obserwowaliśmy silne zwyżki kursów akcji spółek Skarbu Państwa. Te przykłady wyraźnie pokazują, że to co polskie może być dobre, że kapitał ma narodowość, że warto wierzyć w polskie siły. Przykłady krajów Europy Zachodniej pokazują, że doświadczyły one dynamicznego wzrostu w okresie, gdy sektor bankowy znajdował się i znajduje się nadal u nich pod kontrolą kapitału rodzimego" - napisał.

"Należy przypomnieć, że w Nowej Zelandii utworzono niegdyś państwowy Kiwibank, którego celem jest wpływanie na poziom opłat i prowizji w systemie bankowym. Ten przykład pokazuje, że państwowa własność w bankowości ma swoje plusy. Uważam, że w pewnym sensie jesteśmy świadkami wydarzeń dziejowych. Oto na naszych oczach dokonuje się od kilku lat rewolucja w myśleniu o gospodarce w naszym kraju. Jest to prawdziwa rewolucja w myśleniu. O ile kiedyś uczono nas, że "kapitał nie ma narodowości" to teraz sytuacja się zmienia. Okazuje się, że "kapitał ma narodowość"" - dodał.

.............................

Nie można inflacji w poszczególnych okresach rozpatrywać w oderwaniu od realiów politycznych, gospodarczych i rozwoju społecznego - powiedział Tomasz Mironczuk, ekspert Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Jedną z poruszanych kwestii była inflacja. Jak wyjaśnił ekspert, zmiana ogólnego poziomu cen w gospodarce jest określana jako inflacja lub deflacja. W przypadku ogólnego wzrostu cen pieniądz, którym dysponują nabywcy, traci siłę nabywczą i w takim przypadku stać ich na mniej dóbr - jest to inflacja. Proces przeciwny, spadek cen towarów i usług w gospodarce określany jest jako deflacja.

"Mierzymy ogólny poziom cen i jeżeli one rosną, czyli za tę samą ilość jednostek pieniężnych możemy kupić coraz mniej, to jest inflacja, jeśli możemy kupić coraz więcej, to jest deflacja" - wyjaśniał podczas warsztatu Mironczuk. Zjawiska inflacyjne zaczęto systematycznie mierzyć po I wojnie światowej. To proces dość skomplikowany, a najbardziej typowymi miernikami inflacji są wskaźniki CPI i PPI.

CPI (ang. Consumer Price Index) to poziom cen odczuwanych przez konsumentów, PPI (ang. Producer Price Index) to ceny, które są w obiegu pomiędzy producentami albo instytucjami zajmującymi się hurtowym obrotem towarów lub usług, jak sieci handlowe czy centra logistyczne. Oba te indeksy są ze sobą bardzo blisko skorelowane, a pomiędzy nimi jest marża.

Według autora wykładu, obserwacje krótkoterminowe zjawisk inflacyjnych są pozornie proste, bo dokonuje się ich przez porównanie cen tych samych produktów na przykład w interwałach miesięcznych. Jednak w perspektywie dłuższych obserwacji mierniki inflacji stają się trudniejsze, ponieważ w dłuższej przestrzeni czasowej wiele produktów zmienia swoje cechy jakościowe, zmienia się ich użyteczność, koszyk i model konsumpcji itp.

Przy wysokiej inflacji (wynoszącej kilkanaście procent) zaciąganie kredytu długoterminowego jest ryzykowne nie tylko dla kredytobiorcy, ale też dla kredytodawcy. Nie wiadomo bowiem, czy w momencie, kiedy inflacja się "rozpędza", rząd będzie w stanie ją wyhamować.

"W związku z tym obrót gospodarczy w momentach wzrastającej inflacji ogranicza się, rynek finansowy się kurczy, a my jako uczestnicy życia gospodarczego, doświadczamy czegoś, co nazywa się redystrybucją kapitału" - podkreślił Mironczuk.

Podstawowym narzędziem hamowania inflacji jest stopa procentowa. "Jeśli będzie ona poniżej stopy inflacji, to doprowadzi do sytuacji, w której wynagrodzenie za oszczędności zostanie 'zjedzone' przez inflację" - wyjaśnił Mironczuk.

Jak ograniczać wysoką inflację? Zdaniem Mironczuka, za każdym razem trzeba wnikliwie analizować, co jest podstawą wzrostu inflacji, ponieważ wysoka inflacja może generować koszty dla gospodarki - niepewność przedsiębiorców co do przyszłych kosztów produkcji i cen zbytu.

Duża inflacja zniechęca do podejmowania inwestycji, również finansowych. Może też spowodować zmniejszenie się skłonności do oszczędzania i wzrost konsumpcji. W określonych warunkach dodatkową konsekwencją wysokiej inflacji może być ucieczka od waluty lokalnej na rzecz waluty cieszącej się większym zaufaniem i stabilnością. Doprowadza też do tego, że pojawiają się efekty redystrybucyjne - realna wartość długu maleje, przez co dłużnicy bogacą się kosztem wierzycieli.

"Inflacja jest w naszych głowach i na koniec dnia najważniejsze jest, czy my oczekujemy stabilności i niskiej inflacji, czy też nie" - powiedział Mironczuk.

Jak dodał, nie można inflacji w poszczególnych okresach rozpatrywać w oderwaniu od realiów politycznych, gospodarczych i rozwoju społecznego. Jego zdaniem wpływ na zjawiska inflacyjne ma m.in. to, jak funkcjonuje społeczeństwo, jak ma zaprojektowane instytucje - ochronę wartości pieniądza, wymiany, jaka jest technologia związana z wymianą towarów, pieniądza, przesyłu i ochrony bezpieczeństwa pieniądza.

Warsztat odbył się 24 czerwca 2017 r. w ramach projektu Prasowa Akademia Pieniądza XXI (PAP21), który Polska Agencja Prasowa realizuje przy współpracy z Narodowym Bankiem Polskim.

Źródło informacji: Kurier PAP

.....................

Finalne dane o inflacji zgodne ze wstępnym szacunkiem GUS

Zgodnie z finalnymi danymi GUS inflacja CPI w sierpniu zwiększyła się do 1,8% r/r wobec 1,7% w lipcu, kształtując się zgodnie ze wstępnym szacunkiem GUS równym konsensusowi rynkowemu i poniżej naszej prognozy (1,9%).

Rosnące ceny paliw zwiększyły inflację

Zwiększenie inflacji (o 0,2 pp.) wynikało z wyższej dynamiki cen paliw (3,5% r/r w sierpniu wobec -0,1% w lipcu) związanej ze wzrostem ich cen w ujęciu miesięcznym w sierpniu (o 2,2%). Był on konsekwencją utrzymującego się w ostatnich miesiącach wzrostu cen ropy naftowej na światowym rynku. Przeciwny efekt miała niższa inflacja bazowa, która zgodnie z naszymi szacunkami zmniejszyła się w sierpniu do 0,7% r/r wobec 0,8% w lipcu, obniżając inflację o 0,1 pp.

W kierunku jej spadku oddziaływały m.in. niższe dynamiki cen w kategoriach "łączność" (1,2% r/r w sierpniu wobec 1,7% w lipcu), rekreacja i kultura (1,8% r/r wobec 2,3%) oraz "inne towary i usługi" (1,7% r/r wobec 2,2%). Nieznaczny spadek inflacji bazowej świadczy o utrzymującym się braku presji inflacyjnej w gospodarce.

Nieznacznie obniżyła się również dynamika cen w kategorii "żywność i napoje bezalkoholowe" (4,3% r/r w sierpniu wobec 4,4% w lipcu). Na podstawie komunikatu GUS szacujemy, że zmniejszenie dynamiki cen w tej kategorii wynikało przede wszystkim z niższego rocznego tempa wzrostu cen mięsa, cukru, napojów bezalkoholowych oraz owoców. Przeciwny efekt miało wyższe tempo wzrostu cen olejów i tłuszczów oraz pieczywa i produktów zbożowych.

W IV kw. oczekujemy nieznacznego spadku inflacji

Uważamy, że w IV kw. dynamika cen żywności osiągnie swoje maksimum lokalne, a w kierunku jej wzrostu oddziaływać będą wyższe ceny owoców (por. AGROpuls z 28.07.2017). W IV kw. oczekujemy również wzrostu inflacji bazowej do 0,9% r/r, związanej ze stopniowym narastaniem presji płacowej. W grudniu br. w kierunku obniżenia inflacji oddziaływać będą natomiast efekty wysokiej bazy dla dynamiki cen paliw. Ze względu na oddziaływanie efektów wysokiej bazy dla dynamiki cen paliw, tempo wzrostu cen ogółem silnie obniży się do 1,5% na koniec br., a w całym 2017 r. wyniesie 1,9% wobec -0,6% w 2016 r. W 2018 r. oczekujemy spadku inflacji do 1,6% r/r, co jest spójne z naszym scenariuszem, zgodnie z którym RPP utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie do listopada 2018 r. (por. MAKROmapa z 11.09.2017).

Dzisiejsze finalne dane o inflacji są neutralne dla złotego oraz cen polskich obligacji.

Jakub Olipra ekonomista

Credit Agricole Bank Polska S.A.

PAP/INTERIA.PL

Podziel się

~polak -

A skąd będą inwestycje jak pieniądze na nie rozdano na 500 i nie ma nawet rząd na wkład własny żeby dostać środki UE proszę pokazać choć jedną nową inwestycję teraz pan Premier się obudził że pieniądze idą na przejedzenie i szuka inwestorów to poco kupił bank od Włochów i wyprowadził pieniądze z kraju żeby dać pracę kolegom

~Maciek -

Dawno takich bredni nie czytałem. I temu młotowi jeszcze płacą kiladziesiąt tysięcy/mc za takie itiotyzmy.

~MM -

I oto jak, jak dzięki polskiej złotówce rząd chce zmniejszać dochody przeciętnego Kowalskiego. Zbyt duża zarabiamy w euro; więc dowalmy niższe stopy, niech złoty się osłabia... i tak niezależnie kto rządzi.

Piszesz jako Gość