Lasy Państwowe podliczają straty po nawałnicach

Poniedziałek, 14 sierpnia (12:35) Aktualizacja: Poniedziałek, 14 sierpnia (13:55)

30 tys. hektarów lasów nadaje się do całkowitego odnowienia - zapowiedziała PAP rzecznik prasowa Lasów Państwowych Anna Malinowska. Dodała, że straty w drewnie to ok. 7 mln m sześc., ale straty mogą być wyższe, bo ciągle spływają meldunki z nadleśnictw.

Nasz przemysł kupi drewno z wiatrołomów Fot. Suszek /Dominik Kulaszewicz /PAP /PAP

- W tej chwili wiemy, że na 30 tys. hektarów lasów trzeba zacząć sprzątanie, bo ten teren nadaje się do całkowitego odnowienia - zapowiedziała Malinowska. To oznacza, że na początku trzeba teren uprzątnąć z połamanych drzew, a następnie posadzić nowe drzewa. Malinowska zaznaczyła, że "to wstępne szacunki, meldunki ciągle spływają, a lasy monitorowane są lotniczo".

Straty w drewnie na razie wyliczono na ok. 7 mln m sześc. Największe szkody zanotowano w nadleśnictwach Rytel, Czersk, Runowo, Zamrzenica, Woziwoda, Szubin, Przymuszewo i Gołąbki.

Malinowska dodała, że "ogromne są także straty w zwierzynie, większość nie zdołała uciec z terenów, które nawiedziły wichury". Zniszczone zostały także cenne gatunki roślin.

Rzecznik dodała, że wichury nigdy dotąd tak wielkich szkód w polskich lasach nie wyrządziły. "W Puszczy Piskiej zniszczonych zostało ok. 2,5 mln m sześc. drzew" - dodała. Wichura w Puszczy Piskiej przeszła w 2002 roku.

Jak podano, w regionalnych dyrekcjach LP dotkniętych klęską powołano sztaby kryzysowe. W poniedziałek odbyła się narada zwołana przez dyrektora generalnego Lasów Państwowych, podczas której dyrektorzy regionalni przedstawili plany dalszych działań na tych terenach. Dyrektor generalny wydał też decyzję o wprowadzeniu stanu siły wyższej na terenach dotkniętych klęską.

Ze względów bezpieczeństwa na wyżej wymienionych obszarach obowiązuje zakaz wstępu do lasu. Połamane drzewa, zwisające konary i gałęzie stwarzają niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia.

Późnym wieczorem 11 sierpnia w wielu regionach Polski przeszły nawałnice. Na terenie Nadleśnictwa Rytel (RDLP w Toruniu) śmierć poniosły dwie nastolatki, przebywające na obozie harcerskim w Suszku, część uczestników jest rannych. Około 20 dzieci zostało przewiezionych do szpitala w Chojnicach. Cały obóz, na którym przebywali harcerze z łódzkich okręgów ZHR, już został ewakuowany".

Jesteśmy w stanie przerobić każdy metr sześcienny drewna, który pojawi się na rynku - mówią przedstawiciele branży drzewnej. Lasy Państwowe szacują straty po ostatnich nawałnicach na ok. 7 mln m sześc.

Połamane w wyniku wichury drzewa trafią na rynek w niższej niż standardowa cenie - zapowiedziała PAP rzecznik prasowa Lasów Państwowych Anna Malinowska. To ok. 7 mln m sześc., ale wiatrołomów może być więcej. Liczenie strat w nadleśnictwach trwa.

Późnym wieczorem 11 sierpnia przez wiele regionów Polski przeszły nawałnice. Straty w drewnie wyliczono na ok. 7 mln m sześc. Największe szkody zanotowano w nadleśnictwach Rytel, Czersk, Runowo, Zamrzenica, Woziwoda, Szubin, Przymuszewo i Gołąbki. Lasy Państwowe zaznaczają, że nadal trwa szacowanie strat.

- Jesteśmy w stanie przerobić każdy metr sześcienny drewna, który pojawi się na rynku, bo zawsze jest za mało surowca - mówił PAP w poniedziałek Wojciech Nitka ze Stowarzyszenia Dom Drewniany.

Dodał, że drewno po nawałnicach z tzw. wiatrołomów nadaje się do obróbki w tartakach, a następnie może trafić do przemysłu. "Możemy nawet nie zauważyć, że to drewno pochodzi z wiatrołomów" - zauważył Nitka. Jego zdaniem "takie drewno nadaje się bardziej dla przemysłu płyt wiórowych czy przemysłu papierniczego".

Szef Stowarzyszenia Producentów Płyt Drewnopochodnych (SPPD) Marek Kasprzak podkreślił w rozmowie z PAP, że drewno po tak dużej nawałnicy nie nadaje się do wykorzystania we wszystkich branżach. - Może być problem z zastosowaniem drewna po wiatrołomach tam, gdzie jest wymagana odpowiednia wytrzymałość, czyli na przykład do celów konstrukcyjnych - powiedział. Zaznaczył, że naprężenia w drewnie, mikropęknięcia powstałe w trakcie wichury mogą się odbić na wytrzymałości.

Kasprzak zaznaczył jednak, że tam, gdzie produkuje się sklejkę, płyty pilśniowe czy wiórowe nie będzie to problemem. - Nasz przemysł kupi drewno z wiatrołomów - zapewnił.

- Przemysł kupi, bo ciągle brakuje surowca, nadal popyt przewyższa podaż - zauważył Kasprzak. Dodał, że problemem może być tylko to, że przedsiębiorstwa "już zaopatrzyły się w drewno już w znacznym stopniu".

Przypomniał, że Lasy Państwowe przeznaczyły do sprzedaży w tym roku niewiele ponad 40 mln m sześc. surowca. Według Kasprzaka dodatkowe kilkanaście procent drewna, które wkrótce trafi na rynek, to sporo, ale popyt jest większy.

Stowarzyszenie Dom Drewniany powstało w 2003 roku, zrzesza 38 firm wykonawczych i 19 producentów materiałów budowlanych z całej Polski. Do Stowarzyszenia Producentów Płyt Drewnopochodnych należy 18 firm z branży.

Minimum półtora roku może trwać uporządkowanie lasu po nawałnicy, która w weekend przeszła przez północną część Polski - zapowiedział PAP Tomasz Liśkiewicz z Nadleśnictwa Trzebież (Zachodniopomorskie). Jego zdaniem nowy las wyrośnie na zniszczonym terenie za kilkadziesiąt lat.

- Na terenie, przez który przeszła nawałnica powalonych jest kilka milionów metrów sześciennych drewna na tysiącach hektarów. Przy optymistycznym wariancie, miejscowi leśnicy uporają się ze szkodami do końca 2018 r. - powiedział w poniedziałek PAP Tomasz Liśkiewicz. Jak zaznaczył, "takiej klęski w polskich lasach państwowych jeszcze nie było".

Leśniczy powiedział, że do uporządkowania terenu zniszczonego przez huragan zostaną skierowani najbardziej doświadczeni pilarze i operatorzy sprzętu. - Najpierw trzeba będzie doprowadzić do przejezdności dróg, później dokonana zostanie inwentaryzacja, aby móc ustalić, jakie dokładnie fragmenty lasu zostały uszkodzone. Następnie przystępuje się do likwidacji szkód i pozyskania surowca. Prace rozpoczną się tam, gdzie drewno jest najcenniejsze i najbardziej wartościowe - wyjaśnił Liśkiewicz.

Zaznaczył, że praca przy uporządkowaniu terenu "będzie benedyktyńska i bardzo niebezpieczna". "Występuje tam mnóstwo naprężeń, jest wiele zwisających gałęzi i konarów. Setki osób przed przystąpieniem do pracy zostaną dodatkowo przeszkolone, gdyż zachowane muszą być normy bezpieczeństwa" - podkreślił. Przypomniał, że cały teren jest objęty zakazem wstępu dla osób postronnych.

- Drewno po nawałnicy jest powyginane, występują w nim mikropęknięcia, na skutek czego osoby pracujące w tartakach nie mogą tego surowca wykorzystać do produkcji tarcicy, czyli desek, bali czy listw. W większości drewno to przeznaczone będzie do produkcji celulozy, wiór, płyt wiórowych czy pilśniowych. Takie drewno jest bardzo przydatne dla gospodarki - powiedział Liśkiewicz.

Pytany przez PAP, czy taka nagła podaż drewna może wpłynąć na rynek, odpowiedział, że niekoniecznie, gdyż prawdopodobnie zostanie wstrzymane pozyskiwanie drewna z planowanych wcześniej terenów. - Generalna Dyrekcja Lasów Państwowych posiada instrumenty sprawnej organizacji terenów zniszczonych. W takich sytuacjach wstrzymuje się pozyskanie na pozycjach planowych, a zagospodarowuje się teren, który uległ uszkodzeniu - wyjaśnił leśniczy z Trzebieży.

- Kiedy zniszczone drzewa zostaną usunięte, gleba powinna zostać przygotowana pod nowe zasadzenia, czyli zaorana. Należy wyhodować sadzonki, posadzić las, a później przez kilkanaście lat go pielęgnować. Aby doprowadzić drzewostan do stanu przed katastrofą należy czekać kilkadziesiąt, a nawet 100 lat - dodał.

Późnym wieczorem 11 sierpnia w wielu regionach Polski przeszły nawałnice. "30 tys. hektarów lasów nadaje się do całkowitego odnowienia" - poinformowała PAP w poniedziałek rzecznik prasowa Lasów Państwowych Anna Malinowska. Dodała, że straty w drewnie to ok. 7 mln m sześc., ale straty mogą być wyższe, bo ciągle spływają meldunki z nadleśnictw. Największe szkody zanotowano w nadleśnictwach Rytel, Czersk, Runowo, Zamrzenica, Woziwoda, Szubin, Przymuszewo i Gołąbki.

...........................

Energa Operator trzecią dobę walczy z efektami nawałnicy

Tragiczna w skutkach nawałnica, która w piątkowy późny wieczór nawiedziła środkową i północną Polskę, spowodowała ogromne zniszczenia w sieci elektroenergetycznej Energi Operatora. Dzisiaj, w trzeciej dobie intensywnej pracy setek osób, pozostało bez zasilania jeszcze ok. 22,5 tys. gospodarstw domowych, z czego 19 tys. w powiecie kartuskim.

Nadzwyczaj silny wiatr i opady deszczu spowodowały zerwanie kilometrów sieci, a także połamały, a miejscami wyrwały z fundamentami dziesiątki słupów, także wysokiego napięcia (WN). Po tragedii bez prądu było 150 tys. odbiorców w oddziałach Energi Operator w Gdańsku, Kaliszu i Olsztynie.

W pierwszej dobie udało się przywrócić dopływ energii elektrycznej w dwóch ostatnich oddziałach i częściowo w gdańskim. Bez zasilania pozostawało 1163 stacji transformatorowych (SN/nN) i ok. 32 tys. odbiorców w powiatach gdańskim, starogardzkim, tczewskim, wejherowskim, kościerskim i kartuskim (tu zdecydowana większość).

Rozpoczynając Dzień Energetyka, obchodzony w Polsce 14 sierpnia, w teren i do pracy w sztabach kryzysowych i operacyjnych udało się kilkuset pracowników spółek Grupy Energa. Według danych z godz. 9.30 dostępu do energii elektrycznej wciąż nie ma 22421 naszych odbiorców i 744 stacji transformatorowych (SN/nN) w powiatach: kościerskim, starogardzkim, tczewskim, wejherowskim i kartuskim - większość, bo aż 19 tys. to poszkodowani z okolic Kartuz.

- Nasi pracownicy już trzecią dobę walczą ze skutkami nieokiełznanego żywiołu, który przemknął przez Polskę, siejąc spustoszenie. Poleciłem podjęcie tych prac, jak tylko pozwoliły na to warunki atmosferyczne. Dzisiaj jest ich święto, Dzień Energetyka, w którym pełnią służbę, zamiast wypoczywać. Chcę im za to, w imieniu wszystkich naszych klientów, serdecznie podziękować. Osobne serdeczne podziękowania należą się także strażakom, bez których pomocy nie udałoby nam się sprawnie usuwać skutków piątkowej tragedii.

Wspólnie robimy wszystko, co w naszej mocy, aby jak najszybciej przywrócić wszystkim dostęp do energii elektrycznej - mówi Daniel Obajtek, prezes zarządu Energi SA. - Składam kondolencje i wyrazy współczucia rodzinom ofiar, które zginęły podczas nawałnicy.

PAP/INTERIA.PL

Podziel się

~S. Holmes -

Czemu przemalowani czerwoni, czyli zieloni nie wleźli na drzewa, nie przypięli się łańcuchami i nie protestowali, gdy szła wichura? To na co zezwalała ustawa o wycince drzew z własnej działki, to przecież tylko ułamek z tych 30 tysięcy hektarów. Typowi bolszewicy rządzący się cudzą własnością i tyle.

~Rozumiecie -

To co widać na zdjęciach to nie jest las. To jest zwykła uprawa drzew. Wszystkie drzewa w jednym wieku, wysokie, chude, proste bo zostały posadzone i pielęgnowane przez człowieka. Wszystkie grube drzewa które mogły by stawić opór wiatrowi i jednocześnie zapewnić schronienie innym drzewom dawno zostały wywiezione do tartaku. Prawdziwy las oparłby się temu kataklizmowi. Z puszczy Białowieskiej zrobią to samo.

Piszesz jako Gość