Rynek mocy i nowe normy CO2

Czwartek, 14 września (06:00)

Polscy producenci energii elektrycznej obawiają się unijnych norm, dotyczących emisji dwutlenku węgla. Nakładanie limitów emisji CO2 na elektrownie, które miałyby działać w ramach rynków mocy, grozi utratą niezależności energetycznej Polski i wyższymi kosztami dla odbiorców - ostrzegają zrzeszenie polskich firm energetycznych. Komisja Europejska chce, żeby nowe elektrownie, które będą czerpały z publicznych pieniędzy (Rząd PiS planuje specjalną dopłatę, która będzie dodawana do rachunków za energię elektryczną), były bardziej ekologiczne.

Polska energetyka ostrzega przed wprowadzeniem standardu emisyjnego /©123RF/PICSEL

Analiza przygotowana na zlecenie Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej wskazuje, że wymóg emisji do 550 g CO2 na kilowatogodzinę zaszkodzi polskiej gospodarce, ale także odbiorcom energii.

Maciej Burny z Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej, że nowe normy oznaczałyby nieopłacalność i likwidację energetyki węglowej w Polsce. Najnowocześniejsze elektrownie zasilane węglem emitują około 700 g CO2 na kilowatogodzinę.

W miejsce odstawionych elektrowni węglowych musiałyby powstać elektrownie na gaz, co zdaniem autorów opracowania zwiększyłoby popyt na błękitne paliwo o 70 procent. Poprzez zwiększony import takie rozwiązanie, mogłoby ograniczyć niezależność energetyczną Polski.

Taka zmiana oznaczałaby także podniesienie rachunków za prąd. Jak wyjaśnia rozmówca Informacyjnej Agencji Radiowej, zwiększone nakłady inwestycyjne podniosłyby rachunki o około miliard złotych do 2040 roku.

Komisja Europejska chce zaostrzenia norm emisji dwutlenku węgla od 2019 roku, z okresem przejściowym dla niektórych instalacji wytwarzających energię do 2024 roku. Jej stanowisko popierają duże, zachodnioeuropejskie koncerny energetyczne.

Polska administracja stara się wywalczyć okres przejściowy dla rodzimych producentów energii. Raport przygotował ośrodek analityczny Compass Lexecon. Autorzy pracowania w poprzednich latach doradzali rządom Wielkiej Brytanii i Francji, które wprowadzały wówczas w swoich krajach tak zwany rynek mocy.

IAR

.........................

Energetycy straszą wyższymi kosztami dla odbiorców - ostrzega zrzeszenie polskich firm energetycznych.

To wnioski, jakie płyną z opublikowanej w tym tygodniu analizy firmy doradczej Compass Lexecon, przygotowanej dla Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej (PKEE). Raport odnosi się do zaproponowanego w ubiegłym roku limitu emisji CO2 dla elektrowni mających działać w ramach rynku mocy.

Rynek ten ma zapewnić ciągłość dostaw energii elektrycznej, m.in. dzięki dopłatom czy gwarancjom ze strony państwa. KE chce, by wszelkie nowe elektrownie, które miałyby korzystać ze wsparcia, spełniały wyśrubowane normy środowiskowe. Proponowany limit emisji CO2 na jedną kilowatogodzinę (kWh) wynosi 550 g (tzw. EPS 550), co na obecnym poziomie rozwoju techniki wyklucza elektrownie węglowe.

Nad rozporządzeniem w sprawie wewnętrznego rynku energii elektrycznej pracują obecnie Parlament Europejski i państwa członkowskie. Polskie władze, a także opierająca się głównie na węglu energetyka przekonują, że wprowadzenie limitu emisji dwutlenku węgla dla elektrowni mających korzystać ze wsparcia to złe rozwiązanie.

Według analizy, na którą powołuje się PKEE, limit 550 wyeliminuje z polskiego rynku mocy wszystkie jednostki wytwórcze oparte na węglu, co doprowadzi do drastycznego zwiększenia zależności od importowanego gazu.

"Do 2040 r. EPS 550 doprowadzi do zwiększenia zużycia gazu ziemnego w Polsce o blisko 70 proc. w porównaniu do wprowadzenia rynku mocy bez EPS 550. Dodatkowo budowa nowych niezbędnych jednostek gazowych w miejsce odstawianych węglowych może napotkać na opóźnienia, wprowadzając dodatkowe ryzyko zapewnienia bezpieczeństwa dostaw" - ostrzega PKEE.

Analiza wskazuje też na wyższe koszty ponoszone przez odbiorców końcowych z związku z restrykcjami. W porównaniu ze scenariuszem wprowadzenia rynku mocy bez limitu 550, proponowany standard emisyjności doprowadzi do zwiększenia kosztów ponoszonych przez odbiorców końcowych o ok. 1 mld zł na przestrzeni lat 2017-2040 - wyliczyła firma Compass Lexecon.

Koszty te wynikają z konieczności budowy nowych mocy gazowych (budowy nowych elektrowni lub rozbudowy istniejących). PKEE nie podaje, jakie koszty będą związane z rozbudową lub modernizacją elektrowni węglowych, która jest również konieczna w celu zapewnienia dostaw.

Zgodnie z raportem, limit 550 ma też podnieść ceny pozwoleń emisji CO2 w naszym kraju o 5 euro za tonę. To dwa razy więcej niż obecnie. Pozwolenia na emisje są w założeniu KE narzędziem, które mają skłaniać firmy, aby inwestowały w technologie mogące poprawić standardy środowiskowe. Propozycje legislacyjne, jakie powstają na poziomie UE, mają służyć podniesieniu cen pozwoleń na emisję i tym samym ich redukcji.

- Analiza Compass Lexecon wyraźnie pokazuje zagrożenia, jakie spowoduje wprowadzenie standardu emisyjności w rynku mocy w Polsce. EPS 550 w skrócie oznacza utratę niezależności energetycznej oraz wyższe koszty energii dla obywateli. Wzrosną również koszty redukcji emisji CO2, a wpływ EPS 550 na spadek emisji w Polsce będzie marginalny. Pojawia się też poważne ryzyko związane z możliwością szybkiego zastąpienia odstawianych wcześniej bloków węglowych nowymi mocami gazowymi - oświadczył prezes PKEE Henryk Baranowski.

Zrzeszenie zwraca uwagę, że bez ekonomicznego impulsu do budowy nowych elektrowni Polska będzie się zmagała z problemem niedoboru mocy wytwórczych. Rząd pracuje nad wdrożeniem rynku mocy, który będzie odpowiadał na ten problem.

Komisja chce jednak, żeby nowe elektrownie, w związku z tym, że będą czerpały z publicznych pieniędzy (w Polsce planuje się specjalną dopłatę, która będzie dodawana do rachunków za energię elektryczną), były bardziej ekologiczne. Ograniczenie emisji 550 g CO2/kWh nie będzie dotyczyło elektrowni, które nie będą dostawały dopłat w ramach rynku mocy. Limitu dla elektrowni domagały się organizacje ekologiczne, wskazując m.in. na koszty zdrowotne związane ze spalaniem węgla oraz zanieczyszczeniem, które to powoduje.

Rynek mocy

Z analizy firmy doradczej Compass Lexecon zleconej przez Polski Komitet Energii Elektrycznej wynika, że bez wprowadzenia rynku mocy, od 2020 r. w Polsce nie będzie można zapewnić bezpiecznych i niezawodnych dostaw prądu. Pod koniec tygodnia w polskim parlamencie rozpoczną się prace nad rządowym projektem ustawy o tzw. rynku mocy. Proponowane rozwiązania wprowadzą w Polsce dwutowarowy rynek energii elektrycznej - towarami będą energia i moc. Teraz towarem jest tylko energia. Uzasadniając projekt rząd przekonuje, że funkcjonujący w Polsce jednotowarowy rynek energii "nie zapewnia odpowiednich sygnałów cenowych do utrzymania w systemie energetycznym wymaganych zdolności wytwórczych".

Czyli nie zapewnia przesłanek ekonomicznych do kontynuowania udziału w rynku lub podejmowania decyzji o wejściu na ten rynek z nowymi inwestycjami. Sytuacja taka występuje w szeregu krajów, w tym i w Polsce.

Do podobnych konkluzji dochodzą analitycy Compass Lexecon, którzy przekonują ponadto, że po wprowadzeniu mechanizmu rynku mocy, koszt energii dla polskich odbiorców będzie - w perspektywie 2040 r. - o ponad 30 mld zł niższy niż w scenariuszu gdyby go nie było.

"Dodatkowy koszt dla odbiorców końcowych związany z wprowadzeniem rynku mocy będzie z nadwyżką kompensowany niższym kosztem niedostarczenia energii oraz niższymi cenami hurtowymi. Analiza wskazuje, że ceny energii elektrycznej na rynku hurtowym przy wprowadzeniu rynku mocy będą w okresie do 2040 r. średnio o ponad 20 zł/MWh niższe niż bez rynku mocy.

Będzie to efektem mniejszej fluktuacji cen energii i powiązanych z tym niższych kosztów kapitału dla nowych inwestycji, zwłaszcza dla źródeł szczytowych" - czytamy w opublikowanej analizie przedstawionej przez Polski Komitet Energii Elektrycznej, organizacji skupiającej największe firmy branży.

Jak zauważył cytowany w komunikacie prezes PKEE, jednocześnie szef Polskiej Grupy Energetycznej Henryk Baranowski, wyniki tej analizy "jednoznacznie wskazują, że w długim terminie jednotowarowy rynek energii elektrycznej nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa dostaw energii w Polsce".

"Konieczne jest utworzenie rynku dwutowarowego, na którym przedmiotem obrotu będzie nie tylko energia elektryczna, ale też gotowość jej wprowadzenia do systemu, czyli moc. Żadne alternatywne rozwiązanie nie będzie systemowo rozwiązywało tego problemu w sposób korzystny dla odbiorców" - podkreślił Baranowski.

Komentarz ekspercki dla Interi.pl: prof. Konrad Świrski, Politechnika Warszawa, Prezes Zarządu Transition Technologies S.A

Jak przyjęcie ustawy o rynku mocy wpłynie na rynek energii w odniesieniu do cen i końcowych odbiorców?

Obecnie wpływ na ceny energii dla końcowych odbiorców można dokładnie ustalić wg informacji Rządowego Centrum Legislacyjnego (RCL). "Z Oceny Skutków Regulacji wynika, że łączne koszty rynku mocy w ciągu 10 lat od wejścia w życie zmian wyniosą prawie 26,9 mld zł, z czego dla odbiorców przemysłowych 2,1 mld zł, dla sektora mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw oraz dużych przedsiębiorstw niebędących odbiorcami przemysłowymi prawie 15 mld zł, a dla gospodarstw domowych prawie 7 mld zł"). Dla gospodarstw indywidulanych te 7 mld PLN to wartość specjalnej opłaty za rynek mocy, która finalnie pojawi się na rachunkach odbiorcy końcowego.

Obecnie jest około 14,5 miliona odbiorców indywidualnych, którzy płacą za energię około 15 mld złotych rocznie.

Wynik działania rynku mocy - dodatkowe 7 mld w ciągu 10 lat - to kilkadziesiąt złotych dodatkowo rocznie. Kwoty te, będą dodawane do rachunków za energię elektryczną w podobny sposób jak naliczana jest tzw. opłata przejściowa (rekompensaty za rozwiązanie zawartych w latach 90-tych Kontrakty Długoterminowe, uwzględniając różne stawki dla odbiorców zużywających mniej lub więcej energii w ciągu danego miesiąca.

Prognozuje się, że dla małych odbiorców (zużywających poniżej 1200 kW rocznie) nastąpi wzrost kosztów o klika złotych miesięcznie. Z kolei dla mieszkańców domu jednorodzinnych wzrost ten będzie się plasować na poziomie 5-8 złotych miesięcznie.

W istocie odbiorca końcowy nie zobaczy raptownego wzrostu cen (tak jak dziś nie widzi opłaty przejściowej i kolejnych obciążeń).

Warto jednak zauważyć niepokojącą zmianę całego systemu rachunków końcowych za energię elektryczną. W efekcie czego, coraz większy udział stanowią podatki oraz opłaty specjalne, np. dodatki wspomagające energetykę odnawialną, rynki mocy, czy inne obciążenia.

W krajach zachodniej Europy (Niemcy, Dania) zaczynają one powoli przewyższać same wartości składnika za zużytą energię. Cały model rynku zaczyna być niejasny i prowadzi do zaciemnienia obrazu rzeczywistych kosztów (wzmiankowane Niemcy to kraj o bardzo niskiej cenie energii na rynku hurtowym - co jest pośrednim efektem Energiewede i sponsorowania energii odnawialnej ale jednocześnie ponad dwa razy większym koszcie energii dla odbiorców indywidualnych (porównując do Polski), bo klient indywidualny otrzymuje dodatkowy zestaw specjalnych opłat).

Prognozując ironicznie można spodziewać się że w kolejnych latach możemy właściwie nie płacić za samą energię (w opłacie na rachunku), ale niestety nie będzie to równoważne odkładaniu pieniędzy w naszych kieszeniach - wręcz przeciwnie - zapłacimy nawet znacznie więcej ale w specjalnym modelu konstrukcji naszych rachunków (podatki, parapodatki, opłaty i opłaty specjalne). Zawsze będzie bowiem prawdziwe stwierdzenie, że za wszystko zawsze zapłacą zwykli obywatele.

Według informacji dzisiejszej "Rzeczpospolitej" w Brukseli rozważana jest możliwość wprowadzenia dłuższego okresu przejściowego, co pozwoliłoby Polsce o zabieganie o jego wydłużenie nawet o 15 lat, zamiast proponowanych dziś pięciu lat.

Jednocześnie dziennik zwraca uwagę, że wątpliwości KE budzą proponowane w projekcie ustawy koszyki aukcyjne, która dają rządowi kontrolę nad podziałem pieniędzy w ramach wsparcia. Jak pisze "Rz", być może Komisja zgodzi się na to rozwiązanie, ale warunkiem będzie dopuszczenie do aukcji także więcej mocy niskoemisyjnych.

IAR/PAP/INTERIA

Podziel się

~darek -

przeciez od dawna wiadomo ze niemcy maja nadwyzki energi,ale zeby ja wcisna komus musza pozamykac ich elektrownie w krajach takich jak polska,wiec wymyslaja jakies wysrubowane normy,tu nie chodzi o zadsna ekologie tylko o pieniadze i zaleznosc od nich,mam juz powoli dosyc tego kolchozu unijnego,wychodzmy z niego i robmy swoje po swojemu

~Kwa kwa -

A slaborozumni z PiS dalej swoje dotowac węgiel i kopalnie zamiast stawiać na czystą energię + atomowke. Swoją drogą juz wszystko wszystkim obiecali. Nikt Ci tyle nie da ile przed każdymi wyborami obieca Ci PiS.

~standardy -

Sprawdźcie ! Niemcy i Francja razem, wypuszczają do atmosfery ok 86 % dwutlenku węgla i innych szkodliwych substancji, w Europie, i żadnych kar a nawet cisza jak makiem zasiał. Pozostałech kilkadziesiąt krajów kraje w tym Polska tylko 14 %. Tak działa propaganda

~Tesciu -

Jest proste rozwiązanie. Likwidacja 500+ a zaoszczędzone środki przeznaczyć na rozwój ekologicznych źródeł energii np dopłaty do solarow i rozwój farm słonecznych.

Piszesz jako Gość