Wycinka drzew z prywatnych nieruchomości: Szyszko wie o kłopotach gmin, ale nie pomoże

Środa, 13 września (17:40)

Samorządy mają problemy z nowymi zasadami usuwania drzew z prywatnych nieruchomości. Ministerstwo Środowiska nie zamierza ich rozwiązać.

Samorządy mają problemy z nowymi zasadami usuwania drzew z prywatnych nieruchomości /©Glowimages

Gminy skarżą się na nowelizację ustawy o ochronie przyrody (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 2134 ze zm.), która weszła w życie 17 czerwca br. i wprowadziła wymóg zgłoszenia w gminie zamiaru wycinki drzew. Taki obowiązek spoczywa na właścicielach nieruchomości, którzy chcą usunąć rośliny na cele niezwiązane z działalnością gospodarczą.

Krótka lista przyczyn

Po pierwsze, samorządy wskazują, że wymóg zgłoszenia wyrębu tylko iluzorycznie chroni drzewa. Co prawda, ustawa przewiduje, że gmina ma prawo wnieść sprzeciw do planowanej wycinki, jednak lista przyczyn, na podstawie których może zakazać wycinki, jest bardzo krótka. Sprzeciwić się ma obowiązek jedynie wtedy, gdy na usunięcie rośliny konieczne jest uzyskanie zezwolenia albo gdy wnioskodawca nie uzupełnił zgłoszenia. Natomiast może (ale nie musi) zakazać wyrębu, gdy drzewo znajduje się: na nieruchomości wpisanej do rejestru zabytków, na obszarach objętych niektórymi formami ochrony przyrody oraz na terenie, gdzie w planach zagospodarowania przestrzennego przewidziano zieleń. Ma takie prawo również wtedy, gdy drzewo spełnia kryteria do uznania za pomnik przyrody, o których mowa w rozporządzeniu. Szkopuł w tym, że tego rozporządzenia minister środowiska jeszcze nie wydał. Ta przesłanka jest więc na razie martwa.

- Nowelizacja ustawy daje ministrowi środowiska sześć miesięcy na przygotowanie rozporządzenia w tej sprawie. Do czasu jego wejścia w życie nie mamy podstawy prawnej do wniesienia sprzeciwu do zgłoszenia usunięcia drzewa wykazującego walory pomnika przyrody - wyjaśnia Anna Kowalska z Urzędu Miejskiego w Białymstoku. Termin na wydanie rozporządzenia upłynie 17 grudnia 2017 r.

Po drugie, samorządy skarżą się na niejasne przepisy, pracochłonną procedurę i krótkie terminy. Od momentu otrzymania zgłoszenia gmina ma jedynie 21 dni na przeprowadzenie oględzin drzew, a następnie 14 dni na ewentualne wniesienie sprzeciwu. Zdaniem wielu urzędników terminy te są nierealne.

Gmina ma bowiem obowiązek na co najmniej siedem dni przed oględzinami powiadomić zgłaszającego (pisemnie i za pokwitowaniem) o dacie ich przeprowadzenia. Jeżeli list zostanie odebrany dopiero po 14 dniach, gminie nie uda się dochować wymaganego terminu zawiadomienia (aby zdążyć, musiałaby wysłać list natychmiast po otrzymaniu zgłoszenia).

Będą zmiany, ale inne

O problemach gmin zawiadomili Ministerstwo Środowiska posłowie opozycji. List w tej sprawie skierował do resortu Leszek Korzeniowski z PO. - Czy ministerstwo przewiduje uproszczenie procedur badania zgłoszeń zamiaru wycinki? Czy planuje się takie doprecyzowanie przepisów, aby ich interpretacja była jednoznaczna? Czy rozważane jest przedłużenie terminu rozpatrzenia danego zgłoszenia przez urząd gminy? - pytał Korzeniowski.

Resort odpowiedział, że problemy dostrzega.

- Przypominam, że nowelizacja ustawy o ochronie przyrody, która obowiązuje od 17 czerwca, procedowana była z inicjatywy poselskiej. Minister środowiska negatywnie odnosił się do przedmiotowych regulacji, zarówno podając w wątpliwość słuszność wprowadzanych zmian, jak i wskazując na trudności interpretacyjne, które będą im towarzyszyć. Okazuje się, iż krytyczny stosunek ministra środowiska do nowelizacji był w pełni uzasadniony - wskazał Andrzej Szweda-Lewandowski, wiceminister środowiska, w odpowiedzi na pytanie posła.

Dodaje, że MŚ już pracuje nad nowelizacją ustawy o ochronie przyrody. - Jednak nie zmierza ona w kierunkach, które sygnalizuje poseł w pytaniach skierowanych do resortu - informuje Szweda-Lewandowski.

Co zatem się w niej znajdzie? O tym MŚ nie chce mówić. Odsyła jedynie do projektu nowelizacji ustawy o ochronie przyrody, który już ponad rok temu trafił do konsultacji i na tym etapie utknął. Do tej pory nie zajęła się nim Rada Ministrów.

Projekt ministra Jana Szyszki zgłoszony w ubiegłym roku miał na celu wyeliminowanie problemów zidentyfikowanych w trakcie stosowania przepisów, a w szczególności: niedostosowania regulacji dotyczących ochrony zadrzewień do warunków lokalnych, niekompletności przepisów dotyczących szkód wyrządzanych przez żubry, wilki, rysie, niedźwiedzie i bobry czy wadliwego mechanizmu powoływania członków organów wojewódzkich funduszy ochrony środowiska i gospodarki wodnej.

Problem w tym, że wiele zawartych w nim rozwiązań wydaje się nieaktualnych z uwagi chociażby na to, że przez ostatni rok przepisy były kilka razy zmieniane.

Urszula Mirowska-Łoskot

13.09.2017

Dziennik Gazeta Prawna

Podziel się

~Sławek -

Polacy muszą się nauczyć niepodległości. Prywatna rzecz jest święta, nie państwowa. Nie jesteśmy już pod okupacją sowiecką czy niemiecką. Już nie jesteśmy niewolnikami, sami odpowiadamy za siebie, nie Pan Urzędnik okupacyjny.

~vddf -

już się cieszyłem z normalnej ustawy, chciałem posadzić mnóstwo drzew na swoim terenie, niestety dzięki wprowadzeniu z powrotem debilnych obostrzeń drzew nie będzie. Brawo ekoterroryści

ekolog

ekolog -

było rozsądnie, moja ziemia moje drzewo, a ekoterroryści wymusili debilne ograniczenia, niech kupią ziemię i sadzą co zechcą, ale za własne.

Piszesz jako Gość