Rynek wtórny w Białymstoku - wróciły ceny sprzed prawie dekady

Sobota, 11 listopada (05:50)

Po wzrostach trwających od 2014 roku ceny na rynku wtórnym w Białymstoku znów zaczęły spadać - wynika z danych Narodowego Banku Polskiego przeanalizowanych przez serwis Homla.pl. Koszt zakupu mieszkania z rynku wtórnego wrócił do poziomu z roku 2009 i wynosi nieco ponad 4000 zł/m2. Wszystko wskazuje jednak na to, że o powrocie do rekordowo niskich cen sprzed 2006 roku białostoczanie mogą tylko pomarzyć.

(zdj. ilustracyjne) /©123RF/PICSEL

Rynek wtórny w Białymstoku - jak zmieniały się ceny?

Na wykresie oraz w tabeli poniżej przedstawiono średnie ceny transakcyjne mieszkań z rynku pierwotnego w Białymstoku (według NBP). Dla lat 2006-2016 wykorzystano dane z ostatniego kwartału danego roku, a dla roku bieżącego - najbardziej aktualne dostępne dane (z II kwartału).

Jak widać, po gwałtownym wzroście z lat 2006-2007 średnie ceny na białostockim rynku wtórnym utrzymywały się na stosunkowo stabilnym poziomie. Do większych wahań zaliczyć należy spadek o 551 zł/m2 w latach 2007-2009, będący przede wszystkim skutkiem globalnego kryzysu ekonomicznego. Podobne spadki zaobserwowano wówczas także na rynku pierwotnym. Sytuację kupujących mieszkania poprawiały w tym okresie dopłaty do rat kredytu w ramach programu "Rodzina na swoim" (2007-2013).

Zaostrzenie warunków uzyskania dopłat w roku 2011 było główną przyczyną kolejnego większego spadku średnich cen w latach 2011-2013. Wprowadzono wtedy m.in. ograniczenie wiekowe dla korzystających z "Rodziny na swoim" oraz nowe limity cen mieszkań, co spowodowało, że większość lokali dostępnych na rynku wtórnym przestała spełniać warunki programu. W okresie tym wydłużył się też znacznie średni czas potrzebny na sprzedaż mieszkania - z ok. 60 do prawie 200 dni.

W okresie podwyżek cen w latach 2014-2016 największy wpływ na koszta zakupu mieszkania wywierał program "Mieszkanie dla Młodych". W 2015 roku otwarto bowiem możliwość uzyskiwania dopłat do kredytu także w przypadku zakupu na rynku wtórnym, co zwiększyło zainteresowanie tym rynkiem. Negatywną rolę odegrał z kolei w tym okresie narastający kryzys kredytów we frankach szwajcarskich. Wzrost cen należy też wiązać ze stale rosnącym w Polsce popytem na wszelkiego typu mieszkania.

Dziś stabilizacja, jutro spadki cen?

Obecnie średnie ceny zaczęły się stabilizować na poziomie nieco ponad 4000 zł/m2. Na przestrzeni pierwszego półrocza 2017 roku używane mieszkania nawet nieznacznie potaniały (o ok. 38 zł/m2). Od kilku lat stabilny pozostaje też średni czas potrzebny na sprzedanie mieszkania - na poziomie tuż poniżej 150 dni. Nie zmienia się także typ mieszkania, jakiego białostoczanie najczęściej poszukują na rynku wtórnym. Przeciętnie jest to lokal dwupokojowy, o powierzchni do 60 m2 i w dobrym standardzie. Najpopularniejsze dzielnice to Mickiewicza, Tysiąclecia i Bojary, dużym zainteresowaniem cieszą się także dzielnice Sybiraków i Nowe Miasto I.

Czy można się spodziewać kolejnych spadków cen na rynku wtórnym? Póki co dane wydają się zapowiadać raczej dalszą stabilizację. Białostoczanie nadal chętniej kupują mieszkania z rynku pierwotnego, oferujące wyższy komfort życia i z reguły lepiej położone. Popyt na nowe mieszkania napędza także wzrost średnich wynagrodzeń (o 4,6 proc. w latach 2015-2016) oraz duża dostępność kredytów hipotecznych (od 2012 r. łączna wartość umów kredytowych zawartych w Białymstoku wzrosła o prawie 100 mln zł).

Większość mieszkań używanych w Białymstoku nie może z nowymi lokalami konkurować. To przeważnie obiekty wybudowane przed rokiem 2000, często wymagające solidnego remontu. Nie należy się więc spodziewać dużych wahań cen. Możliwe jest natomiast, że w najbliższej przyszłości zainteresowanie rynkiem wtórnym nieco się zwiększy. W ubiegłym roku spadła bowiem znacząco (o 31,5 proc.) liczba udzielonych pozwoleń na budowę nowych mieszkań, co może zapowiadać pewną stagnację na rynku pierwotnym. Nic jednak nie wskazuje, by rekordowe ceny z okresu przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej miały w najbliższym czasie powrócić.

Źródło danych: NBP

Homla.pl

Podziel się

~demograf -

Polska się wyludnia. Warszawa jest jedynym miastem, które notuje przyrost ludności. Powodów jest co najmniej kilka, ale teraz nie o tym. Łódź natomiast wyludnia się szybciej niż inne duże miasta. Do tego jest miastem mało atrakcyjnym i zaniedbanym pod wieloma względami. Stąd też i niższe ceny. Autor artykułu zapewne o tym wie, ale sądząc po narracji to skłonny jestem stwierdzić, że ten artykuł to bardziej propaganda na kupno nieruchomości w Łodzi niż rzeczowe przedstawienie problemu. Uważam, że ceny nieruchomości w Polsce i tak są za wysokie i mam przekonanie, że kwestią czasu jest kiedy niestety spadną. Miłego dnia życzę

~posrednik -

Po co budować więcej, skoro zamiast 700 tys. dzieci rocznie rodzi się 350tys.? Połowa tego co za Gierka. Mieszkania są przynajmniej 2 razy droższe niż w PRL, w stosunku do zarobków, chodzi zarówno o koszt zakupu jak i utrzymania. Fakt, nie ma przydziałów po Państwo nic nie buduje. Są za to kredyty hipoteczne przynajmniej 2 razy droższe niż w PRL-u. Jakość deweloperskich mieszkań jest bardzo często fatalna, chodzi o jakość użytych materiałów konstrukcyjnych. Wielka płyta konstrukcję ma bardzo solidną, dlatego stoi. Akustyka nowych mieszkań fatalna. Starsze budownictwo wypada pod tym względem znacznie lepiej. Lokalizacja nowych mieszkań jest czasem dobra ale tylko dlatego, że nowe bloki wciska się na siłę gdzie popadnie niszcząc istniejący układ urbanistyczny. Budynki te wręcz żerują na istniejącej infrastrukturze, pogarszając jakość życia na starych osiedlach. Jeśli nowe bloki powstają na peryferiach, to przez kilkanaście lat nowi mieszkańcy będą tam mieszkać tak jak na wsi, czyli wszędzie daleko. Praktycznie nie projektuje się dzisiaj nowych osiedli kompleksowo tak jak kiedyś. Kiedyś brano 100ha terenu i projektowano na nim: ulice, bloki, sklepy, przedszkola, szkoły. Dzisiaj zapomnijmy o tym. Pozdrawiam

~future 2050r -

2018 rok, to może być rok dużych spadków, ale nie sądzę, aby to był ostateczny dołek. Optuje , że nie ujrzymy żadnych istotnych wzrostów cen mieszkań przed 2030 rokiem. mówię o średnich cenach. Argumenty przedstawionej poniżej, o których notabene nie mówi rząd, tylko jak mantrę powtarza o konieczności wprowadzania coraz to kolejnych programów zachęcających do inwestowania (czytaj: zadłużania się praktycznie na całe życie) w mieszkania i nieruchomości. Wszelki agencje rządowe wręcz zarzekają się że idą wzrosty na rynku nieruchomości i inwestycja w nieruchomości jest najlepsza formą lokowania kapitału . 1) wahania cen dość dobrze pokrywają się z liczebnością populacji 25-26-latków. W 2008 roku było ich najwięcej prawie 700 000. Żaden późniejszy rocznik nie jest tak liczny - co więcej, za 10 lat 25-latków będzie ok. 2x mniej niż w 2008 roku - to oznacza duuużo mniejszy popyt na "pierwsze mieszkanie" - i to nie tylko chodzi o kupno, ale również o najem. 2) wahania cen są odwrotnie proporcjonalne do liczebności populacji 75-latków, bo śmiertelność i związane z tym "zwalnianie mieszkań" wpływa na podaż. w tym wieku umiera najwięcej osób - a pokolenie obecnych 75-latków jest o 15% mniej liczne, niż być powinno (II wojna światowa) - dlatego to pokolenie dotychczas zostawiało po sobie nienaturalnie mało mieszkań, co nie było w stanie zaspokoić nawet połowy potrzeb rynku. Młodzi ludzie bez mieszkań w spadku "po pradziadkach" szli na rynek pierwotny... Tuż po zakończeniu IIWŚ nastąpił potężny wyż demograficzny, ze szczytem w 1955 roku. Obecni 60-latkowie, to bardzo liczna grupa, będąca właścicielami sporej części rynku nieruchomości. To są ludzie dla których mieszkania (2 miliony) budował Gierek, to są też właściciele setek tysięcy PRLowskich "klocków" i willi z początków transformacji ustrojowej. 1) 2) Co będzie za 15 lat? Co się stanie z milionami mieszkań i domów, gdy zacznie umierać 800 000 starszych osób rocznie, a równocześnie będzie tylko 300 000 25-latków wchodzących w danym roku w dorosłość? i tak będzie przez kilka lat, rok po roku - to musi wygenerować potężną nadpodaż, która będzie rosła i rosła - w najbardziej skrajnym scenariuszu, o 250 000 mieszkań rocznie. Czy w takich warunkach ceny będą rosły? Raczej będą spadać dalej... nie wiem, kto te mieszkania kupi - może samorządy, aby zasilić zasób lokali komunalnych, lub na preferecyjny wynajem? Możliwe hipotetyczne scenariusze, optymistyczne :) : Jeżeli przyjmiemy, że Polska jest naczyniem zamkniętym to powyższa sytuacja się po prostu sprawdzi.

~lokator -

To jest teoria optymistyczna!! -- A prawdziwa wygląda tak, że już teraz się to dzieje i na większą skale!!! Ludzie starsi umierają , a młodzież wyjeżdża za granicę lub do większych miast!! Nadchodzą lata gdzie będzie umierać 800 000 ludzi na rok z wyżu demograficznego!! Na urzędasów i biznesmenów złodziei , nie będzie miał kto robić!!! Haaaaa! Haaaaaaaaa

Piszesz jako Gość