Ustawa o elektromobilności - długo oczekiwany projekt ciągle niegotowy

Wtorek, 14 listopada (06:00)

Przygotowywane przez rząd ustawy dotyczące elektromobilności są wciąż projektem, który podlega zmianom. Być może powstanie wkrótce wersja ostateczna i będzie wiadomo, w jakim kierunku zmierza. Obecne plany są bardzo szerokie. W ciągu dwóch lat na polskim rynku powinno pojawić się ok. 50 tys. aut., co jest bardzo dużą liczbą. Być może to wynik nie do osiągnięcia.

- Same zapisy w projektowanej ustawy idą w dobrą stronę. Bez wspomagania sprzedaży i zmian podatkowych nie ma możliwość rozwoju rynku samochodów elektrycznych - powiedział Wojciech Drzewiecki, prezes IBMR Samar.

- Pokazały to działania innych krajów europejskich, zwłaszcza skandynawskich, gdzie jest on bardzo dynamiczny. Obecnie dużym problemem są zbyt wysokie ceny aut elektrycznych z punktu widzenia przeciętnego użytkownika. Ustawodawca musi więc zmniejszyć podatki, w tym przypadku wyeliminować akcyzę dla tego rodzaju pojazdów. Bez zmniejszenia różnicy między nimi a samochodami z silnikami klasycznymi, nie można mówić o rozwoju tej branży. Kolejnym krokiem są przywileje, z którymi będzie wiązało się prowadzenie aut elektrycznych - możliwość korzystania z buspasów czy bezpłatnych parkingów. Będą to elementy zachęcające, chociaż wciąż niewystarczające do zakupu auta, które dziś ma ograniczony zasięg, a przemieszczanie się nim pomiędzy miastami jest wciąż utrudnione. To jednak w przyszłości się zmieni. Prowadzone są prace badawcze nad nowymi archetypami akumulatorów. Wiadomo już, że zasięgi rzędu 500 kilometrów są do osiągnięcia, ale wiążę się to z odpowiednio wysoką ceną. Powinna ona kształtować się na poziomie poniżej średniej, aby auto mógł kupić przeciętny Kowalski.

- Teraz średnia notowana cena na polskim rynku to prawie 100 tys. złotych i jest generowana głównie przez firmy. Statystyczny Polak kupuje tańsze samochody. Pojazd elektryczny, ze względu na swoje ograniczenia byłby raczej drugim autem w rodzinie - do poruszania się, tylko w warunkach miejskich i musiałby kosztować w granicach 70 tys. złotych. Na razie nie wiadomo jak będzie reagował rynek. Dopiero przepisy w ostatecznej formule, kiedy będziemy wiedzieli czy pojawią się zwolnienia i ulgi podatkowe, pozwolą na przygotowanie materiału, który jednoznacznie określi poziomy cenowe dla tego typu aut - podsumował Drzewiecki.

eNewsroom

Podziel się

Jaki jest rynek samochodowy przy założeniu że autko kosztuje 70 tys zeta i będzie drugim w rodzinie ? Najpierw badanie rynku, rzetelny biznes plan a potem mrzonki jakiegoś niedouczonego gościa od wykresów. Bo on płaci nie swoimi pieniędzmi a w istocie sprzedaje tylko marne wizje.

~Nik -

Ja myślę że nie ma co obrażać się na samochody elektryczne dlatego że taki jest światowy trend i jak mówi przysłowie kijem Wisły nie zawrócimy. Cały problem polega na tym aby to robić z głową, czyli na początek stacje ładowania, jeśli ktoś ma zamiar kupić takim pojazd to musi mieć pewność że będzie mógł go wszędzie naładować więc stworzenie sieci stacji ładowania to podstawa, następna sprawa to cena, wszyscy zgodnie twierdzą że pojazd elektryczny jest prostszy w budowie od auta spalinowego więc nie rozumiem skąd te kosmiczne ceny, i w końcu myślę że w pierwszej kolejności powinny być budowane małe auta elektryczne dlatego że coraz częściej małe auto jest jako drugie w rodzinie i zazwyczaj służy do lokalnego przemieszczania się po mieście a w takiej roli auta elektryczne sprawdzają się najlepiej.

~piss na zawsze -

3mln mieszkań już było teraz mniej ambitne hasło: 1mln samochodów - a prawdziwy jedynie wzrost podatków

~zgryz -

Przy proporcji 20/80 beneficjentem samochodów elektrycznych będą elektrownie węglowe, a nie OZE. Ewentualny wzrost OZE pozwoli tylko na utrzymanie tej proporcji. Poza tym to po prostu ściema, samochód seryjny nie może być z aluminium, a wtedy nie przejedzie tyle, ile reklamuje Tesla.

Piszesz jako Gość