Znów kupiłeś za dużo? Poznaj marketingowe sztuczki, na które dajemy się złapać

Piątek, 12 stycznia (06:00)

Zdarzyło ci się wejść do sklepu i zrobić zakupy, których nie planowałeś? Prawdopodobnie uległeś kilku sprytnym sztuczkom sprzedawców.

Zdjęcie ilustracyjne /©123RF/PICSEL

Sieci handlowe wiedzą, jak różne typy klientów reagują na serwowane im bodźce i co skłania ich do zakupów. Do perfekcji opanowały zachęcanie nas do wydawania większych ilości pieniędzy.

Jedną z podstawowych technik jest różnicowanie komunikatów kierowanych do kobiet i mężczyzn. Detaliści wiedzą, że 20 proc. zniżki oznacza dla kobiet, że mogą one po prostu kupić więcej w planowanym budżecie, twierdząc, że właśnie w ten sposób oszczędzają.

Inaczej do promocji podchodzą mężczyźni, dla których 20 proc. oznacza po prostu mniejszy wydatek. Różnice można mnożyć, istnieje jednak kilka technik, które są uniwersalnymi sztuczkami marketerów.

Jedną z takich sztuczek jest zasada "wysokiej półki". Towary eksponowane w strefie wzroku - czyli na wysokości 120-160 centymetrów - odnotowują znacznie lepsze poziomy sprzedaży. Powierzchnie te zazwyczaj przeznaczone są na towary atrakcyjne z punktu widzenia sprzedawcy - towary wysokomarżowe, końcówki serii czy zalegające w magazynach lub z krótką datą przydatności.

Sprzedawcy często umieszczają też kluczowe dla siebie produkty w strefie zasięgu ręki - czyli na wysokości od 80 do 120 centymetrów. Nadal jest to dobra przestrzeń na eksponowanie towarów, gdyż znajdują się one w zasięgu zarówno wzroku, jak i rąk klientów, również tych młodszych. Dlatego na tych półkach warto umieszczać towary kierowane do dzieci, które robiąc zakupy wraz z rodzicami, mogą samodzielnie zdejmować produkty z półki.

Inną techniką jest "stopa w drzwi", czyli metoda wpływania na decyzje zakupowe klientów oparta na sekwencji próśb, w której mniejsza prośba skłania do spełnienia większej. Przyświeca jej założenie dotyczące uległości oparte na stwierdzeniu, że gdy raz udaje się nakłonić daną osobę do zrealizowania małej prośby, to prawdopodobieństwo wykonania zadania o wyższym poziomie trudności i zaangażowania jest znacznie większe.

Technika ta była wykorzystywana przez sprzedawców już w czasach popularności sprzedaży "door to door", gdy domokrążcy dosłownie wkładali nogę w drzwi klientów, by doprowadzić do sprzedaży. Technika gradacji, od małej prośby do prośby o zakup, z powodzeniem stosowana jest aktualnie w punktach stacjonarnych, na przykład poprzez sampling (rozdawanie próbek) czy degustacje.

Aby zachęcić nas do kupowania produktów, których nie znamy, sprzedawcy stosują tzw. zjawisko czystej ekspozycji - oparte jest ono na sile powtórek i polega na tym, że im częściej jakiś produkt jest eksponowany, tym bardziej jest lubiany. W przypadku produktów są to obiekty na tyle neutralne, że kupujący szybko przyzwyczają się do ich obecności na półce i przez to zaczynają je lubić. Muszą być jednak one eksponowane z zachowaniem przerw, by nie doprowadzić do znudzenia nabywców, co ma miejsce częściej w przypadku prostych produktów. Efekt czystej ekspozycji przynosi najlepsze rezultaty w przypadku produktów o małej rozpoznawalności.

newsrm.tv

Podziel się

~StanS -

Najczęstszą sztuczką /czyt. oszustwem/ marketingową jest niezgodność ceny towaru na półce z ceną naliczaną zań w kasie. Wbrew pozorom jest to stała praktyka wielu supermarketów, najczęściej tłumaczona, że to niby niezdjęta jeszcze cena promocyjna towaru

~Endriu -

Ja osobiście nie lubię chodzić do sklepów. Czasami jak mnie stara wypcha, z listą artykułów do kupienia, to już jadąc do sklepu, układam sobie w głowie trasę jaką pokonam w sklepie. Ustawiam ja tak żeby jak najmniej się nachodzić, jak najszybciej załatwić zakupy i przy tym tak rozplanować trasę żeby ciężkie rzeczy były na dole, a mrożonki wkładam do kosza na końcu. Nigdy nie kupuje więcej niż mam na liście. No dobra, czasami wrzucę dla siebie browara. Generalnie jestem czarnym snem marketingowców.Nie dość że nie lubię chodzić po sklepach, to jeszcze sto razy zastanowię sie przed każdym zakupem (nie mówię o żywności), czy to coś jest mi naprawdę potrzebne.Dzięki temu nie mam w domu śmieci, gadżetów itd. Nie interesują mnie obniżki cen. Po co mam coś kupić jeśli mi to niepotrzebne ? Pozornie zyskuję upust, a tak naprawdę tracę to co wydałem.... Pzdr.

~emeryt -

Ja tam kupuję tylko z przecen i promocji,wczoraj jajeczka po 21 gr za sztukę,kefirki po 50 gr,ziemniaczki po 70 gr i cukier po 1 zł 69 gr. Dziś na obiadek ziemniaczki duszone z jajeczkami sadzonymi popijane kefirkiem,koszt obiadu jakieś 1 zł ! Popiję herbatkę słodzoną tym cukrem i zagryzę plackiem za 2 zł z wiśniami ,400 gr. Placka starczy na 4 dni !

~Walezcny -

Kiedyś załtwiłem jednego marketa w przypadku niezgoności cen na półce ui wkasie. Złozyłem skarge do Inpsekcji Handlowej a ci przy okazji kontroli mojego pzryadku wynaleźli im machlojki na o wiele wieksza skale i wytarmosili dziadów za uszy plugawe.

Piszesz jako Gość