Frankowicze - przewalutowanie się nie opłaci?

Sobota, 13 stycznia (06:00)

Franki szwajcarskie wcale nie były pierwszą atrakcyjną kredytowaną walutą. W pierwszych latach XXI wieku, dużą popularnością cieszyły się dolary, euro i jeny chińskie. Od czasu gdy w Polsce nastała moda na branie kredytów w innej walucie niż nasza ojczysta minęła już dekada.

Czy warto już przewalutować kredyt w CHF? /INTERIA.PL

Główne i zarazem decydujące znaczenie miał dla kredytobiorców fakt, że kredyty zaciągane w taki sposób miały mniejsze oprocentowanie, a również niskie stopy procentowe. Z początkiem 2018 roku nastąpił spadek kursu franka do 3,53 zł. W związku z wahaniami nie tylko samej waluty, ale też rat kredytów, klienci banków zaczynają się zastanawiać nad przewalutowaniem i tym samym ustabilizowaniem swoich zadłużeń.

Modna decyzja

"Kredyty we frankach największą popularność zyskały już ponad 10 lat temu, gdy kurs tej waluty wynosił około 2 złotych. Mimo stabilniejszego i niższego, o prawie połowę, oprocentowania oraz stopy procentowej, frankowicze nie mają łatwego życia. Raty w tego typu kredytach zmieniają się z wraz z kursem, co jest mniej komfortowe przy poważnych i długoterminowych zobowiązaniach.

Duży procent kredytobiorców ma już za sobą jedna trzecią lub połowę okresu spłaty kredytu, a z racji zmian kursowych, kapitał do spłaty pozostaje taki sam lub nawet większy, jak w momencie podpisania umowy kredytowej.

W ostatnich dniach coraz częściej spotykamy się z pytaniami odnośnie przewalutowania kredytów. Coraz więcej frankowiczów rozmyśla nad stabilniejszym rozwiązaniem wiążącym się ze zmianą waluty długu" - komentuje Jolanta Brudek, ekspert Domu Finansowego QS.

Dla klientów banków, którzy zdecydowali się na kredyt w szwajcarskich frankach niezwykle ważna jest stabilność waluty, ponieważ w dużej mierze to od niej zależy wysokość raty kredytu w danym okresie. W 2008 roku podczas najniższego kursu, jednostka (poniżej 2 zł za 1 franka szwajcarskiego) zaczęła się powoli umacniać i na przestrzeni kilku lat została umiejscowiona obok euro, dolara, jena i funta, jako jedna z głównych walut świata.

Wielkie zmiany w walucie

Waluta umacniała się na rynku dzięki inwestorom, którzy traktowali ją jako stabilną i bezpieczną oraz lokowali swoje pieniądze w Szwajcarskim Banku Narodowym. 6 września 2011 roku, SBN zdecydował się na fragmentaryczne usztywnienie kursu wymiany euro na franki szwajcarskie.

15 stycznia 2015 roku, był rewolucyjnym dniem dla szwajcarskich bankierów - nastał powszechnie znany "czarny czwartek" kiedy to kurs waluty osiągnął 3,52 zł. Szwajcarski Bank Narodowy postanowił wtedy porzucić, podjętą cztery lata wcześniej, politykę obrony minimalnego kursu wymiany euro na franka szwajcarskiego. Po oficjalnym ogłoszeniu decyzji, kurs franka natychmiastowo wzrósł do 4,32 zł i na długi czas silnie się umocnił.

Jak wyglądałoby przewalutowanie?

Proces zmiany waluty kredytu nie jest ani łatwy, ani przyjemny, tak wiec powinien być przemyślaną decyzją. Jeśli jesteśmy już zmęczeni ciągłymi wahaniami waluty i obawiamy się o to czy nasze raty nie będą zaraz dużo wyższe, powinniśmy rozważyć przewalutowanie.

- "Pomimo dość korzystnego obecnie kursu franka wysokość raty naszego kredytu po przewalutowaniu może zwiększyć się od 150 zł do ok 700 zł w zależności m.in. od tego, jaki był kurs waluty, gdy zdecydowaliśmy się wziąć kredyt.

Mamy trzy główne możliwość - możemy albo przewalutować kredyt, poczekać na ewentualne przyszłe propozycje banku lub pozostać przy obecnej formie spłat. Dla wielu klientów korzystniejszym wyborem jest pozostanie przy kredycie we frankach niż udręka z jego przewalutowaniem i odczuwaniem znacznego powiększenia się rat. Jest to jednak kwestia mocno indywidualna i decyzja musi być samodzielna i przemyślana. Banki dopiero zaczynają tworzyć oferty umożliwiające przewalutowanie kredytu we frankach na złotówki.

Sytuacja ta na razie niestety się nie zmieni. W Sejmie znalazły się dwie tzw. ustawy pomocy frankowiczom. Banki czekają jak ewentualnie zmieni się sytuacja prawna w Polsce, jednak w tym momencie ustawy te po raz kolejny zeszły na plan dalszy i w najbliższym czasie nie powinniśmy spodziewać się zmian" - podsumowuje Jolanta Brudek.

INTERIA.PL

Podziel się

~wyborca -

zagłosowałem na pis, na Dudę tylko z powodu tej obietnicy, której nie zrealizowali. Pewnie wiele Polaków na to liczyło bo chcieli zacząć normalnie żyć a nie być niewolnikiem banku i kredytu. Spłacam ponad 10 lat kredyt i mam więcej do spłaty niż gdybym kredyt brał dzisiaj - to jest chore! Bank niczego nie ryzykował, ryzykowali tylko ludzie a do tego byli do tego zachęcani tak jak w moim przypadku bo przed zaciągnięciem kredytu jasno powiedziałem że chcę kredyt na 2,3 lata i go spłacić i co mi radzą. Odpowiedź była jasna - kredy frankowy bo co się może dziać z frankową walutą..... i zamiast splacenia w 3 lata kredytu spłacam ponad 10 i jestem niewolnikiem czegoś co chciałem załatwić w 3 lata :((( Chory kraj gdzie zamiast bronić ludzi przed oszustwami itp to zawsze pokrzywdzeni są gorzej traktowani niż Ci co robią krzywdę ludziom :( ps. a banki "biedne" mają kolejne syte lata i wiekszość wyprowadza zyski za granicę! Nigdy więcej nie zagłosuję na PIS bo nie zrealizowali dla mnie najważniejszej obietnicy!

~cinkciarz -

Nie jestem frankowiczem, ale popieram frankowiczów. Mechanizm działania koszernych banków był prosty: 1. Zbić kurs franka 2. Rozdawać kredyty we frankach na prawo i lewo, dodatkowo naganiać ludzi 3. Podnieść kurs franka (chyba mało kto rozsądny wierzy, że nikt tym nie steruje) 4. Żądać dodatkowych zabezpieczeń w postaci nieruchomności od kredytobiorców celem pokrycia deficytuwartości nieruchomości w stosunku do obecnej wartości kredytu 5. Tych, których nie stać na spłatę wywalić na zbity pysk, następnie przejąc za bezcen nieruchomości i odsprzedać Tak, typowy schemat okradania społeczeństwa, przez kogo? Banki, z do kogo należą banki? Odpowiedzcie sobie. Właśnie tak przejmuje się kraj

~anna garszel -

Kredyt w 2008 roku - 220.000 zł (niby we frankach). Po 8 latach sumiennych spłat i nawet nadpłat do spłaty pozostaje około 320.000 zł. Tyle tytułem komentarza. To kredyt czy złodziejska, spekulacyjna lichwa niczym nie różniąca się od chwilówek w parabankach.

~KASZUB -

TAKA CIEKAWOSTKA: W bardzo niedługim czasie na pewno w Trójmieście (a może i w innych miastach Polski, ale tego nie wiem bo tam nie mieszkam) nastąpi krach na rynku nieruchomości... Pytacie dlaczego? Już Wam odpowiadam. Obecnie pracuję w dziale sprzedaży w największej firmie deweloperskiej na rynku Trójmiejskim. W swojej ofercie mamy mieszkania zarówno w Gdańsku jaki i w Sopocie i Gdyni. Od jakiegoś 1,5 roku obserwujemy wręcz OWCZY PĘD i niemal "zabijanie się" klientów aby tylko kupić mieszkaniA, nie mieszkanie, a mieszkaniA POD WYNAJEM. Dochodzi już do tak kuriozalnych sytuacji że przyjeżdża krawaciarz ze Stolicy i kupuje w jednym bloku 15! mieszkań pod wynajem... Kolejna sytuacja, zgłasza się do nasz małżeństwo - on nauczyciel w małej miejscowości pod Trójmiastem, ona pracownik administracji w jednym z urzędów i kupują NA KREDYT już 8 mieszkanie pod wynajem. Problem ze zdolnością kredytową? Absolutnie nie ma. Są na tyle "obrotni" że piszą ze znajomymi LEWE umowy najmu, wrzucają ten dochód w KPiR (wówczas bank nie wie że to najem, więc nie wymaga minimum 1 roku takiej umowy) i odprowadzają od tego podatek. Efekt? Napompowana zdolność kredytowa i chęć kupna KOLEJNYCH 3 mieszkań pod wynajem... Kolejny przykład, on pracuje w komisie samochodowym (pracuje, nie prowadzi) pod Lublinem, ona pracuje w księgowości w jednej z tamtejszych firm. 2 dzieci na utrzymaniu. Co robią? Kupują mieszkanie w Trójmieście ponieważ SŁYSZELI że opłaca się kupić mieszkanie w Trójmieście na wynajem. Ludzie powariowali... Deweloperzy podnoszą niemal codziennie ceny ponieważ jak to się mówi "golą frajerów". Ceny na niektórych inwestycjach są o 1500-2000zł wyższe za m2 niż na początku roku. Gdzie jest tu sufit? Wydaje mi się patrząc na brak wyobraźni kupujących że go nie ma. Tak jak kiedyś ludzie "rzucili" się z oszczędnościami swojego życia na fundusze inwestycyjne bo "sąsiad mówił że warto", tak teraz "rzucają" się na kupno mieszkań. Teraz sytuacja jest o tyle niebezpieczniejsza, że część ludzi nie inwestuje swoich pieniędzy, a kasę na inwestycję biorą z kredytów z banku... W najbliższych 3-4 latach na rynek Trójmiejski trafi między 20.000 a 30.000 gotowych mieszkań. Obserwując rynek, sądzę że przynajmniej połowa z nich to mieszkania przeznaczone pod najem długo lub krótko terminowy. Pytanie teraz o to, czy faktycznie będzie taki popyt na te mieszkania

~PEKAO SA -

Wyłazi nieuctwo i brak wyobraźni. Dlaczego kupowaliście mieszkania na kredyt po 6000 dolarów/metr (12.000 PLN/metr i dolar po 2 PLN) skoro kilka lat wcześniej takie same chałupy były po około 900 dolców/metr (4000 PLN i dolar po 4,5 PLN). Czy ktoś Wam kazał? Jak braliście tzw. "tanie" kredyty jak SZALENI, to SAMI powodowaliście gigantyczny wzrost cen na rynku. Kupowaliście dziury w ziemi. Trzeba było wynająć jakieś lokum i przeczekać to szaleństwo (wariackich cen mieszkań i wyśrubowanego ponad wszelką miarę tj. bardzo mocnego złotego). Lub też jeszcze parę latek pomieszkać z Mamusią i Tatusiem. A teraz szukacie winnych. Ale prawdziwa tragedia może być dopiero przed Wami. Po okresie minimalnej inflacji, może nastąpić jej wybuch. I rata nie wzrośnie o głupie 500-1000 złotych, ale kilkakrotnie. Jak to się stanie (oby się nie stało), to większość z Was wyleci z wielkim hukiem z chałup, a ich ceny spadną na pysk. Poczytajcie co było np. w ukochanych przez Was Stanach. Ale to była dopiero przystawka do głównego dania, które zostanie Wam zaserwowane. W moim przekonaniu kredyt, to największe zło i jest do zaakceptowania jako jedynie niewielkie uzupełnienie kapitału niezbędnego do nabycia mieszkania lub domu. Zapamiętajcie sobie: DOBROBYT NA KREDYT NIE ISTNIEJE. To droga do piekła

Piszesz jako Gość