Baby boom spowalnia. Koniec efektu 500 plus?

Wtorek, 13 lutego (11:00)

Dane GUS i PESEL pokazują, że w końcówce roku urodziło się mniej dzieci niż rok wcześniej. Podobnie mogło być w styczniu.

Spada liczba urodzeń - program 500 plus nie zachęca do prokreacji? /©123RF/PICSEL

Niedawno rząd cieszył się, że w zeszłym roku urodziło się ponad 400 tys. dzieci. Są jednak sygnały, że wzrost liczby urodzeń wygasa. Dane z systemu PESEL - w grudniu ubiegłego, i w styczniu tego roku - pokazały spadek rejestracji urodzeń. W grudniu było ich niemal tysiąc mniej niż 12 miesięcy wcześniej, a w styczniu niemal 7 tys. mniej.

Według rejestru PESEL, liczba dzieci urodzonych w styczniu tego roku jest także niższa niż w 2016 r. Dane ze stycznia mogą się jeszcze poprawić, bo ostateczna liczba powinna być znana po 20 lutego. Ale grudniowe już się nie zmienią. Informacje z PESEL dotyczą nie tylko urodzeń w Polsce. Obejmują także numery nadawane przy adopcji czy przy okazji rejestrowania dzieci urodzonych za granicą. To pula większa niż wykazuje Główny Urząd Statystyczny, ale tendencje są zbliżone.

Jeśli okaże się, że to nie chwilowe zawahanie, a nowy trend, może to potwierdzać sądy części demografów, że rosnąca liczba urodzeń, jakiej byliśmy świadkami przez poprzednich kilkanaście miesięcy, to chwilowa kumulacja kilku czynników, która zachęciła Polaków do szybszego starania się o dziecko. Chodzi o sytuację w rodzinach, w których rodzice planowali posiadanie pierwszego czy kolejnego potomka, ale wstrzymywali się z uwagi na sytuację życiową, np. brak stabilizacji materialnej lub zawodowej.

Polepszająca się wyraźnie od 2015 r. kondycja rynku pracy, rosnące dochody ludności i prorodzinne rozwiązania, które wdrażał zarówno poprzedni rząd, jak i obecny (na czele z programem "Rodzina 500 plus"), skutecznie zachęciły do posiadania dzieci. Choć te czynniki działają nadal, to efekt jest słabszy, bo duża część rodziców zrealizowała już odłożone marzenie.

- Ci, którzy chcieli mieć dziecko, przyspieszyli swoją decyzję, natomiast wyczerpuje się potencjał do rodzenia kolejnych dzieci - zauważa Zofia Szweda, demograf ze Szkoły Głównej Handlowej. Chodzi o to, że roczniki wyżu demograficznego z początku lat 80. mają dziś co najmniej 35 lat.

Szansa na kolejne dzieci jest u nich coraz mniejsza. - Jako demografowie liczyliśmy, że uda się ruszyć ten wyż, by ci ludzie chcieli mieć kolejne dzieci. Trochę się udało, ale z pustego i Salomon nie naleje. Dziś chodzi o to, by zwiększał się współczynnik dzietności, czyli liczba dzieci na kobietę, a nie ogólna liczba urodzeń. Raczej nie mamy co liczyć na to, że kobiety masowo zaczną rodzić po troje czy czworo dzieci - podkreśla Zofia Szweda.

Przy tym ilość narzędzi, jakimi rząd może zachęcać do posiadania większej liczby dzieci, kurczy się. Od początku tej dekady najpierw rządy PO-PSL, a potem PiS wprowadziły już wiele rozwiązań. Chodzi o roczne urlopy macierzyńskie czy świadczenie rodzicielskie, czyli gwarancję, że matka będąca z dzieckiem w pierwszym roku jego życia będzie otrzymywała co najmniej 1000 zł. Rozbudowane zostały też ulgi na dzieci, a w końcu wprowadzono 500 plus. Od kilku lat prowadzony jest program "Maluch" wspierający opiekę nad dziećmi do lat trzech. W tym roku ma być na to przeznaczone 450 mln zł.

By przesądzić, czy wzrostowy impuls z ostatnich dwóch lat wygasa, należy poczekać do momentu, gdy będą znane kolejne dane miesięczne z systemu PESEL oraz gdy własne dane pokaże GUS. Według urzędu statystycznego listopad był drugim po kwietniu miesiącem w ubiegłym roku, w którym urodziło się mniej dzieci niż rok wcześniej. Prawdopodobnie tak samo było w grudniu.

Liczby GUS nie są jednak ostateczne. Kilka miesięcy po zakończeniu 2016 r. urząd statystyczny dokonał znacznej korekty liczby urodzeń z października, listopada i stycznia 2017 r. Zmniejszono je w każdym przypadku o 3 tys. w porównaniu z publikowanymi wcześniej danymi.

Pobierz darmowy program do rozliczeń PIT 2017

Grzegorz Osiecki, 13.02.2018

Dziennik Gazeta Prawna

Podziel się

~Nóż -

Należy natychmiast zlikwidować wszelkie zasiłki, dotacje na kopulacje i głodem zmusić bydło rozpłodowe do podjęcia pracy. Ja nie mam zamiaru ich utrzymywać! Mają zdrowie do picia ,ale nie do pracy .Szlag mnie trafia jak widzę wielodzietnych nygusów prezentujących roszczeniową postawę. To pasożyty z pokolenia na pokolenie, z genetyczną niechęcią do pracy. Ich jedynym osiągnięciem w życiu jest spłodzenie bachora. Bezzębne matki-alkoholiczki kryte przez swoich zmieniających się konkubentów żyją z moich podatków! Od rana wiszą na klamce opieki społecznej. Mieszkają w mieszkaniach socjalnych opłacanych przez państwo, czyli nas. Ich dzieci jeżdżą na darmowe kolonie z MOPS-u, jedzą bezpłatne obiady w szkole, dostają za darmo paczki świąteczne, stypendia ,podręczniki, bilety do kina, korzystają z wszelkich ulg, dofinansowania, zapomogi, pielęgnacyjnego ,rodzinnego, zasiłków, becikowego, dodatków itp. Ich podstawowym zajęciem w życiu jest picie, palenie i prokreacja. To wszystko finansowane jest z naszych podatków. Sami niech zarabiają na swoją "wesołą gromadkę". Wara od moich składek! Nie życzę sobie utrzymywania z moich pieniędzy patologii. Gdzie dużo dzieci tam bieda i bandytyzm. Z tych dzieci nie będzie podatników i nie będą pracować na moją emeryturę. Chwasty społeczne zaczną się rozmnażać w wieku kilkunastu lat nie kończąc szkół i nie zdobywając zawodu. Wyrośnie kolejne pokolenie bezrobotnych leni na zasiłkach . Prawo pomocy społecznej mają w małym palcu. Wiedzą jakie dokumenty złożyć ,gdzie i do kiedy. Te dzieci od kołyski nauczone są żebractwa. Prowadzą pasożytniczy tryb życia i mają wrodzone skłonności do nieróbstwa. Będą żyć z funduszu alimentacyjnego i MOPS-u. Będą kulą u nogi dla społeczeństwa. Mamy już ponad trzynaście procent bezrobotnych. Nie potrzebujemy więcej dzieci. Jest nas za dużo. Jest obecnie więcej ludzi niż miejsc pracy. Nie ma nawet wolnych miejsc w przedszkolach. Nie róbmy z Polski drugiego Bangladeszu. Nie mam zamiaru utrzymywać ze swoich podatków cudzych bachorów i płacić za czyjeś fantazje rozrodcze! Pomoc patologii to pieniądze wyrzucone w błoto, bo tylko ich rozleniwia i zabija chęć podejmowania pracy. Wszystko co dostaną i tak wydadzą na papieroski i alkohol. Niech rozmnażają się ludzie inteligentni, na poziomie i z kasą, a nie margines społeczny i wielodzietna hołota. Nie potrzebujemy bubli genetycznych po prymitywach. Całe życie musimy do czegoś dokładać. Jak nie do górników, hutników, rolników, stoczniowców, PKP, to do rodzin z gromadą bachorów! Mam tego dość! Sami niech utrzymują swoje fermy rozrodcze! Zasiłki tylko demoralizują i są szkodliwe społecznie. Nic tak nie wspiera kreatywnego myślenia jak pusty żołądek. Nie można się zgadzać na dawanie pieniędzy komuś tylko za to, że jest płodny! Tylko trzy rodziny wielodzietne na dziesięć dają sobie rade ,a pozostałe można określić jednym słowem-patologia. Tak wychwalana polityka prorodzinna, promująca bierność zawodową i wielodzietność, polegająca na rozdawaniu kasy za robienie dzieci jest bezsensowna . Korzystać będą na niej w większości rodziny ,które wychowają następne pokolenia nierobów i ludzi potrafiących tylko brać .Tracą natomiast na tym wartościowi ,uczciwie pracujący obywatele karani na każdym kroku jakimś podatkiem.

~babcia -

ja już jestem za stara na dzieci. Niestety. Ale urodziłam 3. Bez 500 . Jak chciałam lepiej zarabiać to robiłam to. Ale mój dochód zawsze coś przekraczał także z wyjazdami bywało róznie. Wychowałam.Wykształciłam. I jestem z tego dumna. Mam wspaniałe wnuczki,wnuków. Rodzice na nie dostają 500 . Jestem temu przeciwna. Chociaż w przypadku wnuczek te pieniądze idą na naukę językow. Z tego też finansują swoje podróże.

Gość

Piszesz jako Gość