Rząd szykuje się na bitwę o unijne pieniądze

Sobota, 24 lutego (06:00)

Premier Morawiecki ma gotową strategię. Mamy coś do zaoferowania Komisji Europejskiej.

Premier Mateusz Morawiecki /PAP

Na starcie negocjacji budżetowych głównym zagrożeniem dla Polski są plany cięć w funduszach spójności i polityce rolnej. Po wyjściu z UE Wielkiej Brytanii i pojawieniu się w związku z tym luki w unijnej kasie inne pozycje wydatkowe mają być wzmacniane kosztem tych funduszy. Poznaliśmy polskie stanowisko na pierwszy etap rozmów o budżecie.

- Jeśli mają być nowe cele, potrzebne są nowe pieniądze. Polska ma konstruktywne stanowisko: oferujemy wsparcie dla Komisji Europejskiej, jeśli chodzi o podniesienie budżetu europejskiego i tym samym podwyższenie wysokości składki. Jesteśmy gotowi do rozmowy o tym, by płacić więcej, ale jest to uwarunkowane generalnym kompromisem w sprawie tego, na co mamy płacić - mówi Konrad Szymański, wiceszef MSZ odpowiedzialny za politykę unijną. W podobnym tonie wypowiada się wiceminister Inwestycji i Rozwoju Paweł Chorąży. - Nasze otwarcie na dyskusję o podwyższeniu składki zależy od tego, co będzie w budżecie. Jeśli nasze priorytety nie będą uszczuplone, jesteśmy w większym stopniu gotowi partycypować w budżecie - podkreśla wiceszef resoru rozwoju.

Stanowisko rządu jest jednoznaczne. To próba uniknięcia zagrożenia, jakim są zakusy na przesunięcia w budżecie UE po wyjściu Wielkiej Brytanii. Dla polski najbardziej bolesne mogłyby być cięcia w polityce spójności, której jesteśmy największym beneficjentem.

Wewnętrzne dokumenty - opracowane przez dyrekcje generalne Komisji Europejskiej - wskazują, że brane są pod uwagę trzy scenariusze. Dwa z nich oznaczają cięcia na poziomie 15 i 30 proc.

Plan zmniejszenia funduszy o 15 proc. według cen nominalnych (26 proc. według cen z 2011 r.) zakłada, że z dotacji mogłyby korzystać jedynie mniej rozwinięte regiony oraz kraje, których DNB (dochód narodowy brutto) na jednego mieszkańca wynosi poniżej 90 proc. unijnej średniej. Takie rozwiązanie wykluczyłoby większość regionów we Francji i Niemczech.

Gdyby wprowadzono bardziej radykalne cięcie - o 30 proc. - z polityki spójności nie mogłyby korzystać także mniej rozwinięte regiony Włoch i Hiszpanii. W takim scenariuszu na fundusze spójności mogłyby liczyć wyłącznie kraje spełniające warunek dotyczący unijnej średniej, a więc kraje Europy Środkowej.

Trzeci scenariusz zakłada, że polityka spójności będzie dostępna - jak dotychczas - dla wszystkich regionów. Fundusze zostałyby "zamrożone" według cen z 2011 r., co oznaczałoby de facto ich zwiększenie o 15 proc. w stosunku do obecnej perspektywy finansowej 2014-2020.

Dziś trudno przewidywać, w którą stronę potoczą się negocjacje. Ważne są nie tylko sumy, lecz także kryteria przyznawania funduszy. Więc szacunki, ile stracimy, są w nowym budżecie bardzo różne.

Czarny scenariusz

Nawet gdyby Wielka Brytania nadal była w UE i tak w kolejnym budżecie środki dla Polski byłyby relatywnie mniejsze. To efekt rosnącego PKB i nadrabiania zaległości w rozwoju gospodarczym wobec innych krajów. Jak zwraca uwagę wiceminister Chorąży, w kolejnej perspektywie cztery lub nawet pięć polskich regionów przekroczy poziom 75 proc. unijnego PKB, co oznacza dla nich mniejszy udział w funduszach spójności. To Warszawa, która została wyodrębniona jako oddzielny region statystyczny, ale także województwa: dolnośląskie, wielkopolskie, pomorskie i śląskie. Jeśli do tego dojdą cięcia budżetu UE z powodu brexitu czy finansowania innych priorytetów, pieniądze dla Polski mogą się okazać sporo mniejsze.

- Gdyby cięcia odnieść wprost do propozycji Komisji, to przy obecnej wysokości naszych funduszy przy 10-proc. zmniejszeniu wydatków na spójność byłoby to ok. 8 mld euro dla nas mniej. Gdyby cięto fundusze o 20 proc., wówczas ubytek wyniósłby nawet 16 mld euro mniej. Żadnego scenariusza nie można wykluczyć - mówi europoseł PO Jan Olbracht. Te sumy zależą od kryteriów, jakie zostaną zastosowane do rozdziału funduszy. Od jednego ze źródeł unijnych usłyszeliśmy, że polski budżet może być niższy w kolejnej perspektywie o 20-30 mld euro. To olbrzymia suma, biorąc pod uwagę, że polskie korzyści w polityce spójności i wspólnej polityce rolnej to ponad 100 mld euro na całe siedem lat. Ubytek wyniósłby więc nawet 30 proc. Ale takich szacunków nie potwierdzają inne źródła. W tym źródła rządowe. Choć nie spotkaliśmy się jednocześnie z zaprzeczeniami. Możliwe, że to element rozgrywki negocjacyjnej, pozycjonowania różnych graczy i krzyżujących się interesów. Wydaje się jednak, że tak duże cięcia są wątpliwe i byłyby nie do zaakceptowania z powodów politycznych dla rządu.

Wariant optymistyczny

O wiele bardziej prawdopodobne jest, że cięcia będą mniejsze. Jak wynika z raportu Konferencji Peryferyjnych Regionów Nadmorskich Europy, jeśli zaakceptowane zostałyby obecne propozycje KE dotyczące cięć w polityce spójności po 2020 r., Polska straciłaby zaledwie 5 proc. dotacji. Konferencja zrzeszająca 160 regionów europejskich przedstawiła w raporcie symulacje, w jaki sposób rozważane przez KE warianty oszczędności wpłynęłyby na poszczególne kraje. Wynika z niego, że na cięciach najmniej straciłyby kraje Europy Środkowej. Zarówno w przypadku redukcji o 15 proc., jak i o 30 proc. dotacje dla Polski zmniejszyłyby się zaledwie o 5 proc. Podobnie wygląda sytuacja innych państw w regionie - Czechy i Słowacja straciłyby po 3 proc., Węgry i Rumunia - po 4 proc.

To niedużo w porównaniu z Niemcami (-94 proc. w obu wariantach cięć), Francją (-76 proc. przy redukcji o 15 proc., -91 proc. - o 30 proc.), Hiszpanią (-92 proc. przy redukcji o 15 proc., -98 proc. - o 30 proc.) czy Belgią (-85 proc. w obu wariantach). Wprowadzenie mniej radykalnego wariantu zakładającego zmniejszenie funduszy o 15 proc. wykluczałoby w praktyce z polityki spójności już większość regionów Niemiec i Hiszpanii oraz drastycznie ograniczyło możliwość korzystania ze wsparcia przez regiony we Francji i Belgii.

Niewykluczone, że kraje członkowskie postanowią podtrzymać finansowanie polityki spójności na dotychczasowym poziomie - co uwzględnia trzeci wariant proponowany przez Komisję. Ten optymistyczny scenariusz zakładałby de facto wzrost funduszy spójności o 15 proc. w stosunku do cen bieżących (bądź "zamrożenie" progów budżetowych według cen z 2011 r.). Można się jednak spodziewać, że taki scenariusz oznaczałby zmianę celów i warunków przyznawania funduszy, jak zapowiadane powiązanie wypłaty z unijnej kasy z przestrzeganiem zasad państwa prawa. - To, jak polityka będzie wyglądać po 2020 r., zależeć będzie od procesu negocjacji i pozycji poszczególnych państw członkowskich. Nasza w ostatnim czasie nie jest najmocniejsza - mówi DGP członek Komitetu Regionów i marszałek województwa zachodniopomorskiego Olgierd Geblewicz.

2018-02-22, Magdalena Cedro, Bartek Godusławski, Grzegorz Osiecki

Pobierz darmowy program do rozliczeń PIT 2017

Dziennik Gazeta Prawna

Podziel się

~Popiełuszko -

A przecież Unia taka niedobra! Tak „jedzie” Polskę jak baranów! Czy nie lepiej jest zrezygnować z tych dotacji? Nie wyciągać łap? Niech sobie komu innemu dają! Gdzie ta polska duma? Uchodźcy- 3 x NIE ale dotacje 100 x TAK

~Lucyfer -

Zdaje się ,że główna strategia rządu PiS to odnoszenie kolejnych wielkich zwycięstw typu 27:1 a potem zachwyty tymi "sukcesami" i kwiaty dla głównej pacynki prezesa, czyli premiera tego cyrku straceńców ( ktokolwiek nim jest , bo to zasadniczo bez różnicy ). A tępawy elektorat pisiurków dostaje orgazmu. Zaś Putin świętuje.

~alpaga -

Ktoś kto umie czytać między wierszami to już wie co tam jest naPiSane i o czym mówi morawiecki. A ci którzy nie potrafią tego czytać to im naPiSzę o czym ten człowiek mówi. O tyle ile zostanie zmniejszony budżet wyrównają to Polacy w postaci różnego rodzaju podatków bo koryto dla tych którzy przy nim siedzą musi być pełne reszta się nie liczy

~niewolniksklave -

Panie premierze Morawiecki przypominam panu, że dotacje Unijne tylko zwiększają zadłużenie Polski. Morawiecki jak jeszcze rok będzie premierem to tyle wody naleje że Bałtyk będzie sięgał pod Radom. Więcej na sklave.glowna

Gość

Piszesz jako Gość