Miliard złotych na kontach najmłodszych w PKO BP

Poniedziałek, 12 marca (06:00)

Banki coraz częściej ogłaszają strategie, w których stawiają na ludzi młodych. Ale czy na najmłodszych? Niemal wszędzie dostępne są już konta młodzieżowe, zazwyczaj bez opłat za ich prowadzenie. Jak dotąd nieliczne chciały zaistnieć wśród dzieci, czyli osób, które mają mniej niż 13 lat. A tymczasem właśnie ci "juniorzy" odłożyli już w PKO BP ponad miliard złotych.

Miliard złotych na kontach najmłodszych w PKO BP. Fot. Wojciech Stróżyk /REPORTER

Rodzice coraz częściej zastanawiają się jak nauczyć swoje pociechy oszczędzania. W dawnych czasach służyły do tego świnki-skarbonki. Dziecko wrzucało tam pieniążka otrzymanego od dorosłych i pieniążek sobie leżał. Aż nadszedł czas rozbicia świnki, żeby oszczędności na coś wydać.

Kształtować nawyki

Psychologowie i pedagodzy od dawna mówią, że takie nawyki jak oszczędzanie trzeba kształtować od najmłodszych lat, potwierdzając banalne i stare ale prawdziwe przysłowie "czym skorupka za młodu...". Ale specjaliści dodają, że nie tylko nawyki są ważne, ale równocześnie zdobywanie od najmłodszych lat wiedzy o coraz bardziej skomplikowanym świecie, i jeszcze bardziej skomplikowanym świecie finansów. Choć na dźwięk słów "edukacja ekonomiczna" wielu ogarnia ziewanie, to jego sens jest nie do przecenienia.

- Im wcześniej dobry nawyk się ukształtuje, tym większa szansa, że zakotwiczy się w umyśle i będzie procentował w przyszłości. Z oszczędzaniem jest podobnie jak z nawykiem mycia zębów, czy utrzymywania porządku w pokoju. Łatwiej jest ukształtować dobry nawyk niż wyplenić zły. To dodatkowy argument, żeby kształtować go od najmłodszych lat - mówi Interii Małgorzata Kocoń, dyrektor Biura Młodego Klienta w PKO Banku Polskim.

- Uczymy nie tylko oszczędzania, ale również podstawowych zasad bankowości, ekonomii, rozpoznawania ryzyka, dbania o bezpieczeństwo powierzonych środków - dodaje.

Jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym świnki zostały zastąpione przez książeczki Szkolnych Kas Oszczędnościowych. Prawdopodobnie stało się tak dlatego, że świnek po prostu szkoda było tłuc. Równocześnie z kształtowaniem nawyku oszczędzania edukację ekonomiczną rozpoczęła szkoła w sojuszu z bankami. Niestety - jak to jest do tej pory - tylko w "nadprogramowym" wymiarze. Ale SKO, które prowadziły miedzy innymi banki spółdzielcze i PKO było niezwykle ważne, bo z edukacją ekonomiczną trafiało "pod strzechy".

Ważna edukacja ekonomiczna

Dziś SKO istnieje nadal, a PKO BP prowadzenie kasy dla dzieci zapisał nawet w swoim statucie. Jak to wygląda w liczbach? Są imponujące. SKO prowadzi ok. 4,5 tys. szkół podstawowych, czyli niemal co trzecia szkoła Polsce. Do kasy należy ok. miliona uczniów, a opiekunami ich oszczędności jest ok. 6 tys. nauczycieli.

Ale uwaga - program SKO został w 2012 roku całkowicie zrewitalizowany. Papierowe książeczki oszczędnościowe pozostały, ale obok nich pojawiły się znacznie bardziej nowoczesne rozwiązania. To dostępne przez internet rachunki dla uczniów, szkół i rad rodziców. Teraz już ponad 150 tys. uczniów ma internetowe rachunki SKO Konto dla Ucznia, a średnie saldo na takim rachunku wynosi 393 zł.

- Edukacja ekonomiczna dzieci odbywa się z udziałem szkoły, która wykonuje bardzo dobrą pracę na rzecz kształtowania odpowiednich postaw i nawyków w zakresie oszczędzania, nie tylko pieniędzy, ale i zasobów naturalnych naszej planety czy żywności - mówi Małgorzata Kocoń.

Specjaliści z PKO mówią, że zadawali sobie pytanie jak wcześnie można zacząć uczyć dziecko oszczędzać. Program SKO jest przeznaczony dla dzieci w wielu szkolnym, a więc przynajmniej od piątego roku życia. Przeciętny wiek SKO-wicza to 12 lat. Ale dlaczego nie wcześniej? Tym bardziej, że łatwo policzyć, iż jeśli maluch w pieluchach będzie dostawał 10 zł kieszonkowego miesięcznie, a raczej wiadomo, że nie będzie jeszcze szalał na shoppingach, to na start w szkolne życie uzbiera już całkiem przyzwoitą kwotę.

Z "ubankawainiem" osób, które nie mają jeszcze 13 lat jest pewien problem. Gdy dziecko skończy 13 lat, do założenia mu konta potrzebna jest tylko zgoda tak zwanego przedstawiciela ustawowego, czyli najczęściej rodzica, gdyż osoba w tym wieku nabywa ograniczoną zdolność do czynności prawnych. Ale młodsze? Konto musi mu założyć rodzic.

Taki właśnie pomysł miał PKO BP na konto PKO Junior i w 2013 roku wprowadził tę ofertę. Rodzic może założyć konto dziecku właściwie już wtedy, kiedy się urodzi. A potem czekać, aż dziecko stanie się na tyle dojrzałe, żeby miało świadomość posiadanych przez siebie pieniędzy oraz tego, na czym polega oszczędzanie. W ten sposób przeciętny wiek "oszczędzającego" dziecka obniżył się do siedmiu lat z ok. 12 lat w przypadku SKO.

- Ofertą PKO Junior odpowiedzieliśmy na potrzeby tych rodziców, którym zależało na tym, aby ich dzieci mogły oszczędzać w sposób innowacyjny, ale nie mogli skorzystać z oferty SKO. Tu nie ma już potrzeby pośrednictwa szkoły. Rodzice mogą sami założyć rachunek PKO Konto Dziecka przez internet albo w oddziale. Co więcej, o ile do SKO mogą przystępować dzieci w wieku 5-13 lat, konto z oferty PKO Junior rodzic może otworzyć już dla niemowlaka. W ten sposób już od pierwszych dni życia może oszczędzać na jego przyszłość - mówi Małgorzata Kocoń.

Po niespełna pięciu latach od wprowadzenia oferty PKO Junior, bank prowadzi już ponad 351 tys. takich rachunków. Ich liczba dynamicznie rośnie, bo w ciągu czterech lat zwiększyła się 3,5 raza. Juniorzy zgromadzili już na swoich rachunkach ponad miliard złotych. Średnie saldo na jednym rachunku wynosi 2,8 tys.

- W przypadku Juniora mamy do czynienia z rodzicami bardziej zaangażowanymi w edukację dziecka. Często jest to związane z zasobnością portfela (...) Dziecko uczy się tworzyć swoje plany finansowe, bezpiecznie korzystać z haseł i oswajać internet, w którym zaczyna się czuć jak ryba w wodzie - mówi Małgorzata Kocoń.

Banki walczą o młodych

Dla banków bardzo ważna staje się umiejętność klientów troszczenia się o bezpieczeństwo prowadzonych na rachunku operacji. Dlaczego? Gdyż najczęściej cyberprzestęcy wykorzystują brak ostrożności klienta w korzystaniu ze skrzynki mailowej czy rachunku, i dzięki temu wyłudzają pieniądze. Bankom z kolei tylko sporadycznie udaje się udowodnić, że klient świadomie nie dopełnił wymogów ostrożności. Dlatego edukacja klientów jeśli chodzi o bezpieczeństwo w sieci, a zwłaszcza najmłodszych, jest równie ważna jak edukacja ekonomiczna.

PKO BP planuje w tym roku np. publikację poradnika dla dzieci i dorosłych pod tytułem "SKO-wicz bezpieczny w sieci". Zamierza w nim przybliżyć podstawowe zasady bezpiecznego korzystania z internetu i bankowości internetowej. Powstaje też analogiczna publikacja dedykowana "Juniorom" i ich rodzicom. Inne banki także wprowadzają poradniki dla swoich klientów, jak na przykład mBank. Te jednak adresowane są raczej do starszych użytkowników.

Oprócz PKO BP typowe konto dla dzieci ma w swojej ofercie np. Alior Bank. Jego otwarcie i prowadzenie jest całkowicie bezpłatne, korzystanie z karty - również, podobnie jak w PKO. PKO BP stawia warunek, żeby opiekun dziecka miał Konto Rodzica umożliwiające zarządzanie rachunkiem latorośli. W Alior Banku dostęp do rachunku dziecka ma także rodzic.

Z konta HAIZ Alior Banku dziecko może płacić kartą, wypłacać gotówkę z bankomatu, przelewać pieniądze, dziennie może przelać lub wypłacić w oddziale najwyżej 200 zł, a identyfikowane jest na podstawie legitymacji szkolnej. Z kontem powiązana jest aplikacja mobilna, która pomaga zarządzać finansami. W PKO BP Junior może natomiast tworzyć własne plany oszczędnościowe - zbierać pieniądze w wielu różnych wirtualnych świnkach przeznaczonych na konkretne cele.

Konto młodzieżowe, czyli dla osoby, która skończyła 13 lat można otworzyć w niemal każdym banku. Można zapytać dlaczego tak mało banków zainteresowanych jest prowadzeniem rachunków dla dzieci? Choć PKO BP traktuje rachunki dla dzieci jako misję, miliard złotych depozytów juniorów i średnie saldo na rachunku 2,8 tys. zł mogą świadczyć o tym, że bank wcale wiele do nich nie dokłada. Te pieniądze "pracują".

Równocześnie społeczeństwo się starzeje i banki muszą walczyć o młodych - także coraz młodszych klientów. Usługi świadczone "od dziecka" to większa szansa na zbudowanie dobrych relacji i lojalności klienta w przyszłości, gdy na jego rachunek będzie trafiać wynagrodzenie, a nie tylko kieszonkowe.

Do tego dochodzi jeszcze fakt, że klient mający tak długą historie rachunku jest już bankowi dobrze znany. Kiedy na rachunku pojawiają się zarabiane pieniądze, bank mógłby zupełnie inaczej oceniać jego zdolność kredytową, a wiadomo, że jednym z większych problemów ludzi młodych, rozpoczynających samodzielne życie, jest brak jakiejkolwiek zdolności kredytowej. W ten sposób konto dla dziecka bank może traktować jako inwestycję w przyszłość, a nie tylko bieżący koszt. O ile oczywiście myśli długoterminowo.

Jacek Ramotowski

Pobierz: program PIT 2017

INTERIA.PL

Podziel się

~johny -

Już od żłobka rodzice mają budować piękną zdolność kredytową dziecka aby "wspaniałomyślny" bank mógł go potem zasypać super ofertami kredytowymi a także w wieku 18 lat zrzucić pętelkę na szyję waszego dziecka czyli kredyt hipoteczny do 80 roku życia na wspaniały apartament 45 metrowy w blokowisku. Od małego aż do śmierci na łasce i niełasce banksterki. "Wspaniała" przyszłość dla naszych dzieci.

~góral -

Z 500 duża część. Jak państwo dało rodzicom bogatym to odkładają na konta dla dzieci. Wszystko to kosztem tych drugich pracujących tu w kraju w większości za najniższą krajową. Chory kraj był i jest nadal.

~johny -

Wobec tego rodzice uczą dzieci rozrzutności ponieważ w dzisiejszych czasach trzymanie pieniędzy w banku to tylko i wyłącznie strata. Zerowe stopy procentowe i inflacja zjadają jakikolwiek zysk. Z faktu trzymania przez młode owieczki i baranki pieniążków na kontach cieszą się tylko tłuści bankierzy obracający tą forsą i strzygą niewinne stadko ile tylko się da. Już niedługo będą "edukować" przedszkolaków i prać mózgi, że bank to taki fajny wujek który "zaopiekuje" się twoimi oszczędnościami.

Gość

Piszesz jako Gość