Wielka płyta do wyburzenia. W Polsce w starych blokach mieszka 12 mln ludzi

Środa, 14 marca (05:51)

W Polsce w blisko 4 mln lokali w blokach z wielkiej płyty mieszka ok. 12 mln ludzi, jedna trzecia populacji kraju. Najstarsze budynki zbliżają się do sześćdziesiątki, choć ich żywotność planowano na 50, maksymalnie 70 lat. Jeśli wierzyć ekspertom, część budynków trzeba będzie wyburzyć. Albo gruntownie zmodernizować, co też będzie trudne i kosztowne.

Wielka płyta do wyburzenia. W Polsce w starych blokach mieszka 12 mln ludzi /© Panthermedia

W cztery miesiące, w szczerym polu

- Oblicza się, że kumulacja problemów nastąpi za ćwierć wieku. I tak jak w czasach gierkowskiej prosperity budowano ok. 200 tys. mieszkań rocznie, tak my będziemy musieli się tymi 200 tys. mieszkań w jednym roku poważnie zająć, a część zapewne wyburzyć - mówi Zbigniew Maćków, architekt z Wrocławia.

- Śmierć czeka wszystko, wielką płytę też. Tylko nie wiemy, kiedy to nastąpi. Jakość techniczna tego budownictwa jest dostateczna, konstrukcja sztywna, słabym ogniwem są połączenia ścian warstwowych zewnętrznych - odpowiada prof. Leonard Runkiewicz, pracownik Instytutu Techniki Budowlanej i Politechniki Warszawskiej.

- Policzyliśmy, że aby zastąpić wielką płytę, do 2100 r., czyli w ciągu najbliższych 80 lat, deweloperzy powinni budować 60 tys. mieszkań rocznie więcej ponad to, co budujemy teraz - mówi Konrad Płochocki, dyrektor generalny PZFD.

Bloki z wielkiej płyty budowano w Polsce od lat 50. XX w. aż do początku lat 90. Pięciokondygnacyjny budynek jednoklatkowy z czterema lokalami na piętrze powstawał w cztery miesiące, od robót ziemnych do etapu wprowadzenia się lokatorów. Na potrzeby budownictwa wielkopłytowego działało ok. 150 większych i mniejszych zakładów prefabrykatów. Dzięki tej technologii osiedla mogły powstawać na terenach niezurbanizowanych, często w szczerym polu. Jakość mieszkań - nawet jak na tamte czasy - była niska, ale ludzie chętnie się tam przenosili, bo mieli dostęp do bieżącej wody, kanalizacji i nie trzeba było palić w piecach węglowych, żeby mieć ciepło.

Czy tu można bezpiecznie mieszkać?

Technologia była szybka w realizacji, niezależna od warunków pogodowych. Stosowano ją w całej Europie. Pierwsza wyłamała się Szwajcaria, gdy już pod koniec lat 60. okazało się, że wielka płyta jest droższa od tradycyjnej technologii. W Polsce tymczasem budowano w najlepsze.

- Najsłabszą stroną była dokładność montażu oraz sposób łączenia płyt - wyjaśnia dr inż. Stanisław Karczmarczyk, przewodniczący Rady Małopolskiej Okręgowej Izby Inżynierów Budownictwa. - Tam, gdzie zrobiono to niechlujnie, zaczęły wychodzić wady. W paru przypadkach trzeba było spinać budynki specjalnymi klamrami, tu i tam odpadła płyta elewacyjna. Albo budynek z powodu grząskiego gruntu, na którym był posadowiony, przechylił się i windy nie chciały się otwierać.

- Wielkich katastrof jednak nie zanotowano. System wielkopłytowy wymuszał w pewnym stopniu jakość montażu. Był nie do zepsucia - mówi inż. Karczmarczyk.

Wyliczenia co do terminu przydatności wielkiej płyty do użytku opierały się na szybkości procesu karbonatyzacji, czyli wietrzenia betonu i korozji zbrojenia. - Jeżeli następuje karbonatyzacja, to pręty rdzewieją, pęcznieją i rozsadzają wielką płytę od środka. Gdyby budynek nie był ocieplony, to taki proces przebiegałby szybciej. Ale pod otuliną warstwy ocieplenia warunki zmieniają się diametralnie. Moim zdaniem przez najbliższe 50 lat, licząc od dzisiaj, żadnych problemów natury konstrukcyjnej nie powinno być - uspokaja inż. Karczmarczyk.

Instytut Techniki Budowlanej na zlecenie dawnego Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa już drugi rok bada stan techniczny budynków wielkopłytowych. Wynikami są zainteresowane nie tylko władze, ale też miliony Polaków, którzy w tych budynkach mieszkają.

- Próbujemy ocenić prawdopodobieństwo korozji prętów metodą jak najmniej inwazyjną, poprzez odwierty, starając się nie uszkodzić elewacji - wyjaśnia prof. Runkiewicz z ITB.

Ma problemy, ale się nie zawali

W wielu budynkach wady widać gołym okiem: pękające ściany i stropy, nieszczelne łączenia balkonów i loggii ze ścianą budynku, wilgoć i pleśń na ścianach, rdzawe zacieki na powierzchni elementów żelbetowych, kruszący się beton, przeciekające dachy i dziurawe orynnowanie.

- Wielka płyta ma swoje problemy, ale się nie zawali - przekonuje inż. Zbigniew Dzierżewicz, współautor książki "Systemy budownictwa wielkopłytowego w Polsce w latach 1970-1985". - Wiem, co mówię. Jestem ze Śląska, gdzie na budynki z wielkiej płyty oddziałuje sejsmika. Tylko raz się zdarzyło, że z powodu szkód górniczych musieliśmy rozebrać pieciokondygnacyjny budynek. Odkryto wszystkie złącza i okazało się, że są w lepszym stanie, niż ktokolwiek mógł się spodziewać.

Inżynier Karczmarczyk tłumaczy, że jako ekspert był wzywany do budynków, w których nastąpił wybuch gazu. Nie zdarzyło mu się, jak twierdzi, nakazać ewakuacji całego budynku. Zabierano ludzi z mieszkania, w którym doszło do wybuchu. Pozostali mieszkańcy bloku mogli zostać.

Do największej katastrofy doszło 23 lata temu w Gdańsku - i to w wielkanocny poniedziałek. Po wybuchu gazu 10-piętrowy wieżowiec skurczył się o kilka kondygnacji. Zginęły 22 osoby. Do tragedii doszło z winy jednego z lokatorów, który w piwnicy rozszczelnił instalację gazową. Blok następnego dnia zburzono.

- Gdyby wybuch nastąpił w którymś z mieszkań, nic zapewne by się nie stało. Fala dekompresji rozładowałaby się przez otwory okienne. A w piwnicy okien nie było. Poza systemem domino i WUFT (budownictwo wielkopłytowe obejmowało ok. 30 różnych systemów) budynki z wielkiej płyty charakteryzują się dużym przesztywnieniem. Nawet gdyby nastąpiło uszkodzenie części połączeń, to konstrukcja jest stabilna - mówi inż. Karczmarczyk.

Choć się zużywa, to wciąż przyciąga

Problemem wielkiej płyty jest nie tylko zużycie konstrukcyjne. - Już za chwilę te budynki nie będą spełniały norm i warunków społecznych - mówi dr inż. Jacek Dębowski z Politechniki Krakowskiej.

Wiele z nich ma instalację elektryczną wykonaną z tańszego od miedzi aluminium, która nie wytrzymuje obciążenia zbyt dużej liczby urządzeń. Przewody nagrzewają się, przepalają, co może doprowadzić do pożaru.

Źródłem zagrożenia jest też instalacja gazowa. Docieplenie budynków ogranicza dostęp powietrza do spalania, a doszczelnienie okien ogranicza wymianę powietrza, przez co mnożą się grzyby i pleśń. W budynkach występuje zbiorcza grawitacyjna wentylacja, która odpowiada za usuwanie zużytego powietrza, a nie za jego dostarczenie.

Instalacja wodna wykonana jest z rur stalowych (mało odporne na korozję, zarastają kamieniem). Przy zmniejszonych przekrojach rur pompy wspomagające mają problemy z utrzymaniem w nich właściwego ciśnienia, przy braku modernizacji może to spowodować braki lub ograniczenia wody na wyższych piętrach wieżowców.

- Gdy te budynki powstawały, współczynnik przenikania ciepła był czterokrotnie wyższy niż obecnie - opowiada prof. Runkiewicz. - W latach 90. rozpoczęto program termomodernizacji, ale zastosowano tylko 5-centymetrową warstwę ociepliny. To za mało jak na dzisiejsze wymagania. Trzeba się zastanowić, jak przymocować dodatkowe warstwy ociepliny do już istniejących.

- Nie pozostaje nic innego, jak kłaść docieplenie na docieplenie - orzeka inż. Dębowski. - Niektórzy proponują, żeby zdjąć te 5 cm i położyć nową, grubszą warstwę. Pytanie, co zrobić z tym, co się zdejmie, kto za to zapłaci, i wreszcie, kto zutylizuje ten materiał po takim remoncie. Bo mówimy przecież o całych osiedlach wieżowców.

Mieszkania w blokach z wielkiej płyty sprzedają się nie gorzej niż w nowym budownictwie. Skąd ta popularność?

- Decyduje cena - tłumaczy Maria Myślińska, właścicielka agencji nieruchomości Korab z Warszawy. - Mieszkania kupują młodzi ludzie, których nie stać na nowoczesne budownictwo, z obowiązkowymi miejscami postojowymi w garażach podziemnych za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ale jak tylko się dorobią, uciekają do lepszych warunków. Lokale w wielkiej płycie z czasem będą się sprzedawać za grosze.

Katarzyna Klukowska

13 marca 2018

Pobierz darmowy program do rozliczeń PIT 2017

Dziennik Gazeta Prawna

Podziel się

~Taka prawda -

Komuma jaka była to była ale nikt sobie po 70.tys premi.nie dawał prezesi dyrektorzy nie zarabiali milinow rocznie jak teraz a pracownik zarabiał tyle że mu starczyło do pierwszego Teraz prezes zarabia miliony A pracownik grosze .Nie było emerytów rencistow którzy żyją w biedzie jak teraz.i.księży z bizancium którzy dostają miliony od rządu a ciezko.chorzy niepełnosprawni żyją w biedzie .

~ergin acar -

Wygrywają? Ten artykuł to chyba jakiś żart sponsorowany przez developerów!? Nowe budynki wielorodzinne (bloki) są na pewno ładne. Fajny design. Ładnie się prezentują. Jednak to chyba jedyna zaleta jaką dostrzegam... Wady? Przede wszystkim niesamowicie niesie się hałas. Sąsiadów dobrze słychać nie tylko tych zza ściany ale nawet 2 pietra w dół. Nie wierzyłem dopóki nie miałem okazji sie przekonać ( u znajomych, u siostry)... Dosłownie dźwięki tak się niosą że w bloku z wielkiej płyty nigdy tego nie doświadczyłem (mieszkałem wiele lat) i w kamienicy również (mieszkam obecnie). Ludzie stają na głowach żeby wyciszyć mieszkania. Sprawa druga... Rozplanowanie mieszkań. Kiedyś myślałem że to za komuny ludzie nie potrafią projektować mieszkań wewnątrz (rozkład pomieszczeń). Teraz to dramat. Wystarczy wejść na stronę jakiegoś developera i popatrzeć na rzuty mieszkań. Mieszkanie np. 85m2 a ciągi komunikacyjne (korytarz z odgałęzieniami) zajmuje 18m2. Niesamowita strata powierzchni użytkowej. A pokoje np. 2 po 10m2 i jeden 12m2. Dosłownie dziury. I trzecia rzecz... Kiedyś spółdzielnie zabudowywały teren znacznie luźniej. Są duże odstępy od poszczególnych bloków. Developerzy natomiast zabudowują przestrzeń na maksa. Ciasno zabudowane i za blisko siebie. A trwałość? Trudno określić ale jak patrzę jak sie buduje te nowe budynki to śmiem wątpić czy wytrzymają po te 30 lat. Istnieje duże prawdopodobieństwo ze wraz ze spłatą kredytu (np. 30 letniego) te bloki będą się sypać.

~STOCZNIOWIEC -

Za tej przeklętej komuny zniewolony jakoś nie byłem tak jak tysiące nas młodych , w roku 1974 zanim ukończyłem szkołę , miałem już pracę NIE na zasadzie umowy śmieciowej pensje otrzymywałem na czas .- byłem pracownikiem i się nie obijałem pracowałem jako elektryk na sieciach wysokiego napięcia 110 KV ukończyłem technikum energetyczne we Wrześni średnia moja pensja 4500zł na rękę to około 35 – 45 $ dolarów pomimo tych 35-45$ byliśmy szczęśliwi , jak się z dziewczyną umówiłem stać mnie było zaprosić na obiad , pójść do kina a co najważniejsze budowałem swoją przyszłość tak jak cały naród , nie tak jak dzisiaj młodzi kupią jedno piwo i na spółę z dziewczyną piją gdzieś na ławce z gwinta . Oczywiście były mankamenty życia codziennego ale z dnia na dzień było lepiej nikt po śmietnikach za jedzeniem nie chodził młodzi pracowali dla kraju a nie na zmywakach . W 1976 roku żydowsko amerykański KOR podjął próbę obalenia konstytucyjnego porządku co się im nie udało dopiero z górki demontaż naszego państwa nastąpił 16 października 1978 r .Przybliżę państwu tamte ceny - Mieszkanie dwu pokojowe spółdzielcze 36tys zł ( 250 $ ) w Pewexie takie samo 1800 do 2500$ bez oczekiwania ja na spółdzielcze oczekiwałem 4 lata czynsz 150zł w czynszu -Woda , Śmieci , Ogrzewanie , Ciepła Woda , energia elektryczna to gdzieś 120 zł na dwa miesiące . Pierwsza moja wypłata wrzesień 1974 - 1800zł na stanowisku biurowym rozliczanie kosztów od marca 1975 jako fizyczny pierwsza wypłata 2900zł następnie kurs SEP na W N 3 miesiące zaraz stawka zaszeregowywania w górę a co za tym pensja w górę . Ja za komuny w roku 1976 mogłem za pensje kupić 1590 litrów ON tyle samo mleka, 205 kostek masła 1750 bochenków chleba ,7000 bułek - byłem elektrykiem i się nie obijałem . średnia moja pensja 4500zł na rękę i jakoś zniewolony nie byłem . A was na co stać katole idziecie do kościoła i po 50 groszy na tace lub 10gr rzuci jeden z drugim i zadowolony - po stówce na miesiąc hołoto zakłamana

~NARÓD -

ZA KOMUNY NIKT PO ŚMIETNIKACH NIE GRXEBAL POD SKLEPAMI NIE ZEBRAŁ DO.LEKARZY NIE CZEKALO SIĘ LATAMI A DENTYSTA BYŁ DLA WSZYSTKICH ZA DARMO .I ZIMĄ NILT NIE ZAMARAZL Z Z WYCHLODZENIA A TEJ ZIMY KTPREJ PRAWIE NIE BYŁO 69 OSÓB ZMARŁO Z WYCHLODZENIA.WSTYD RZĄDZĄCY

Gość

Piszesz jako Gość