USA i Chiny zawarły samobójczy pakt? Ofiarą będzie złoty

Środa, 20 czerwca (06:00)

Doradca Białego Domu ds. handlu Peter Navarro zapowiedział wczoraj że mimo negocjacji nie ma na razie rozwiązania sporu handlowego z Chinami. Pekin i Waszyngton znalazły się na krawędzi wojny celnej w związku z taryfami, jakie USA nałożyły na towary z Chin.

Taryfy nałożone przez Trumpa na Chiny mają być karą /AFP

"Prezydent (Donald Trump) podjął działania na rzecz narodu amerykańskiego i obrony klejnotów koronnych amerykańskiej technologii i własności intelektualnej przed chińską kradzieżą" - powiedział Navarro, odnosząc się do decyzji Trumpa, który w poniedziałek zapowiedział nałożenie 10-procentowego cła na chińskie towary. Import tych dóbr do USA jest wart 200 mld dol. rocznie.

Była to reakcja Trumpa na odpowiedź Chin na ogłoszone w piątek 25-procentowe taryfy na chiński eksport wart 50 mld dol. rocznie, Pekin oświadczył bowiem, że w ramach retorsji również wprowadzi 25-procentowe cła na amerykańskie produkty o podobnej wartości.

We wtorek chiński resort handlu ogłosił ponadto, że jeśli Trump wprowadzi karne cła zapowiedziane w poniedziałek, Pekin będzie zmuszony zastosować "wszechstronne środki ilościowe i jakościowe, aby udzielić silnej odpowiedzi".

Navarro zapewnił jednak dziennikarzy, że Waszyngton jest otwarty na dialog z Chinami, a Trump "ma wspaniałe relacje" z prezydentem Chin Xi Jingpingiem i będzie się starał rozwiązać kwestie sporne dotyczące handlu. Dodał, że Pekin "nie docenił Trumpa", grożąc odwetem za jego politykę celną.

Obawy o to, że eskalacja konfliktu handlowego między dwiema największymi gospodarkami świata doprowadzi do wojny celnej spowodowała niepokój na rynkach; od początku wtorkowej sesji traciły flagowe indeksy Wall Street - Dow Jones i Nasdaq straciły 1,4 proc. Wcześniej odnotowano spadki na giełdach w Hongkongu i Paryżu.

Największe straty poniosły amerykańskie firmy prowadzące międzynarodowe operacje na dużą skalę - akcje Boeinga spadły o 4,3 proc., a GE o 2,2 proc. Spadały też notowania ropy, miedzi i soji. Inwestorzy wyprzedawali akcje, by ulokować pieniądze w bezpiecznych aktywach, jak obligacje rządowe USA.

Szef banku Goldman Sachs Lloyd Blankfein zapowiedział we wtorek, że kolejne groźby Trumpa dotyczące taryf na chińskie dobra mogą być taktyką negocjacyjną prezydenta, on jednak jej nie pochwala. "Nie rekomendowałbym takich działań" - ostrzegł Blankfein. Dodał, że ma nadzieję, iż USA i Chiny nie zawarły jakiegoś "samobójczego paktu" w sprawie wojny handlowej.

Jak komentuje Reuters, konflikt handlowy Chin i USA może doprowadzić do zakłócenia globalnego łańcucha dostaw dla sektora technologicznego i motoryzacyjnego, ponieważ są one bardzo uzależnione od importowanych komponentów.

Taryfy nałożone przez Trumpa na Chiny mają być karą za wymuszanie transferu technologii od zagranicznych firm oraz stosowanie nieuczciwych praktyk handlowych, które prezydent USA obwinia za olbrzymi deficyt swojego kraju w handlu z ChRL. W ubiegłym roku wyniósł on 375 mld dol.

Waszyngton zapowiedział również wprowadzenie restrykcji dotyczących chińskich inwestycji w USA oraz sprzedaży Chinom amerykańskiej technologii. Szczegóły w sprawie tych ograniczeń mają zostać ogłoszone do końca czerwca.

..............................

Wymiana ciosów pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami przybiera na sile. Najpierw Biały Dom poinformował o decyzji wprowadzenia ceł na chińskie towary. Spotkało się to z niemal natychmiastową odpowiedzią ze strony Pekinu.

W zamian Donald Trump zlecił przygotowywanie kolejnej listy produktów, które miałyby zostać objęte cłem w wysokości 10%. Takie zachowanie dwóch potęg gospodarczych przebudziło obawy, o których rynek starał się już zapominać, a ich ofiarą staje się polska waluta - mówi Katarzyna Orawczak, analityk walutowy w firmie Ekantor.pl.

To coś więcej niż słowa

Zmiany zachodzącego w polityce banków centralnych, napięcia związane z kryzysem imigracyjnym w Europie i coraz bardziej uzasadnione obawy o eskalację napięcia pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami - to czynniki, które nie tworzą dobrego otoczenia dla polskiej waluty. Do tej pory rynek z dużą rezerwą podchodził do wymiany zdań pomiędzy dwoma potęgami, licząc że jest to jedynie element gry politycznej, jednak tuż przed weekendem nadzieje na porozumienie zaczęły się oddalać. Świat obiegła bowiem decyzja Waszyngtonu o wprowadzeniu 25% ceł na chińskie towary o wartości 50 mld dolarów. Odpowiedź Państwa Środka pojawiła się niemal natychmiast - Pekin nałoży taryfy na produkty z USA o takiej samej skali i sile. Oba państwa zostawiły sobie jednak pewien margines, który umożliwia wprowadzenie kolejnych sankcji. I jak się teraz okazuje, Donald Trump zamierza z niego skorzystać.

Prezydent USA zlecił przygotowanie listy towarów o wartości 200 mld dolarów, które miałyby zostać objęte cłami w wysokości tym razem 10%. - To już nie jest wymiana zdań, a twarda polityka handlowa w wykonaniu dwóch największych gospodarek świata. W dodatku nieustępliwość Donalda Trumpa może budzić niepokój o jego zachowanie wobec innych partnerów handlowych - zaznacza Orawczak z Ekantor.pl.

Plan ewakuacji

Efekty decyzji podejmowanych przez USA i Chiny można zaobserwować na wykresach walutowych. Euro w głównej parze walutowej pogłębia spadek, co początkowo może dziwić. Warto jednak zauważyć, że to dolar uchodzi za tzw. bezpieczną przystań dla inwestorów. W dodatku amerykańska waluta ma solidne wsparcie w postaci polityki pieniężnej Fed, które w czerwcu zadecydowało o kolejnej podwyżce stóp procentowych.

Coraz bardziej prawdopodobny wydaje się też być scenariusz czterech takich ruchów w tym roku. Z kolei dość "jastrzębi" komunikat ECB o zakończeniu programu QE w grudniu 2018 roku oraz oddalenie myśli o podwyżce stóp przynajmniej do jesieni 2019 roku nie został przyjęty z entuzjazmem przez inwestorów.

Na niekorzyść euro oddziaływują również emocje związane z kryzysem imigracyjnym na Starym Kontynencie. To wszystko w połączeniu z odwróceniem od ryzyka skutkuje osłabieniem złotego i to zarówno w parze z euro, jak i dolarem, co przekłada się na także na relację z frankiem szwajcarskim - sytuację na rynku walutowym podsumowuje analityk walutowy Ekantor.pl.

PAP

Podziel się

~helion -

KRYZYS TO SPOWODOWALI STYROPIANOWI LIBERAŁOWIE.POZWOLILI NA TO ŻEBY PRZEZ 25 LAT ZACHODNI KRWIOPIJCY OKRADALI POLSKĘ Z KAPITAŁU I PRACY,TWIERDZĄC ZE KAPITAŁ NIE MA NARODOWOŚCI.POLSCY LIBERAŁOWIE ZLIKWIDOWALI PRZEMYSŁ I ZADŁUŻYLI NASZ KRAJ NA BILION DOLARÓW.ICH POLITYKĘ CHCĄ KONTYNUOWAĆ PO,KOD I NOWOCZESNA PUSZCZAJĄC POLAKÓW Z TORBAMI.

~MułPasiasty -

Kostka masła kosztuje 7 zł, a podobno ma drożeć w kierunku 10 zł. To zasługa umów podpisanych z Chinami. W zamian za możliwość korzystania z Nowego Jedwabnego Szlaku mamy wysyłać im przeogromne ilości naszych produktów. Chiny reeksportują masło do Japonii. Gdy cena kostki masła dojdzie u nas do 9,50 zł, będziemy sprowadzać masło z Niemiec. One z kolei sprowadzają masło z Holandii i Danii. Te kraje sprowadzają masło z Kanady i Argentyny. Czy Japonia może kupować masło od Argentyny ? NIE, ponieważ tysiące ludzi zarabiają na tym dziwnie wyglądającym dla laika procederze. U znajomej mi przez wiele lat "baby na bazarze" 250g masła, wyprodukowanej z uczciwego mleka kosztuje 5 zł. Smak niepowtarzalny , polecam.

Gość

Piszesz jako Gość