Dodatkowe argumenty dla frankowiczów

Czwartek, 12 lipca 2018 (06:00)

W sprawach kredytów walutowych sądy do tej pory skupiały się w większości na kwestiach abuzywności postanowień odsyłających do tabel kursowych banków. Nowością w tych sprawach jest to, że coraz częściej mówi się o nierównomiernym rozłożeniu ryzyka walutowego pomiędzy kredytobiorcę a bank, zaś sądy dopuszczają dowody z opinii biegłych w tym zakresie.

Drożejący frank martwi nie tylko tylko zadłużonych /© Panthermedia

Konsekwencją uznania, że umowa nierównomiernie rozkłada ryzyko walutowe przerzucając je w całości na kredytobiorcę, przy braku rzetelnej informacji o tym ryzyku, może być stwierdzenie nieważności umowy kredytu jako sprzecznej z zasadami współżycia społecznego i to niezależnie od stosowania przez bank własnych tabel kursowych.

A jak było naprawdę? Czy banki wystawiły kredytobiorców na jednostronne ryzyko zmian kursowych?

"Po uruchomieniu kredytów powiązanych z walutą, banki sprzedawały na rynku międzybankowym walutę szwajcarską w ilości odpowiadającej mniej więcej wartości uruchomionych kredytów. W ten sposób pozbywały się ryzyka walutowego z własnych ksiąg rachunkowych i zamykały swoją pozycję walutową.

Z drugiej strony banki zapisywały w sowich księgach rachunkowych, że kredytobiorca ma im oddać kredyt w walucie frank szwajcarski, czyli to ryzyko niejako przenosiły na kredytobiorcę. Otwierały mu ogromną pozycję w walucie szwajcarskiej - czyli wystawiały na ryzyko, którego jednocześnie same się pozbywały" - komentuje mec. Barbara Garlacz prowadząca tego typu sprawy, w ramach których sądy zarządziły już odpowiednie dowody z opinii biegłych.

Banki w przeważającej mierze informowały przy tym kredytobiorców, że frank jest walutą stabilną, a jednocześnie nie informowały, że mimo tej stabilności bank nie bierze na siebie ryzyka, które sprzedaje kredytobiorcy w ramach kredytu powiązanego z walutą. W większości też przypadków banki ograniczały się do wskazania możliwego wpływu wahań kursu na ratę kredytu ale nie na jego saldo - czyli ekonomicznie rzecz ujmując na otwartą pozycję walutową kredytobiorcy.

"Takiej wybrakowanej informacji o ryzyku nie sposób oczywiście uznać za rzetelną. Gdyby bowiem kredytobiorca wiedział, że kupuje ryzyko, którego profesjonalna instytucja nigdy by na siebie nie przyjęła - to z pewnością takiego kredytu też by nie wziął. Wymóg rzetelnej informacji o ryzyku wynika chociażby z orzeczenia TSUE w sprawie C-186/16" - dodaje mec. Barbara Garlacz.

Brak równowagi kontraktowej podstawą nieważności

Fakt, że po zamknięciu pozycji walutowej bank jest neutralny na ryzyko walutowe - czyli ani nie traci ani nie zyskuje na wzroście kursu, a klient w razie wzrostu kursu ponosi stratę, gdyż nie jest zabezpieczony przed tym wzrostem - świadczy o nierównomiernym rozłożeniu ryzyka walutowego w umowie kredytu i zabezpieczeniu przez nią wyłącznie interesów banków.

W podobnej sprawie dotyczącej transakcji na instrumencie pochodnym Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z dnia 15 marca 2018 roku (AGa 758/18) uznał, że taki nierównomierny rozkład ryzyka walutowego w umowie z domknięciem pozycji walutowej po stronie banku i bez zabezpieczenia drugiej strony kontraktu prowadzi do nieważności umowy. Ten sam argument mogą wykorzystać tzw. frankowicze walczący w sądach.

Barbara Garlacz - radca prawny, radca prawny prowadzący spory dot. umów kredytów powiązanych z walutą oraz instrumentów pochodnych

INTERIA.PL

Podziel się