100 lat niepodległości: Mieszkamy wygodniej, ale nadal w klitkach

Poniedziałek, 13 sierpnia (06:00)

W Polsce jest niespełna 14,5 mln mieszkań, a ich liczba potroiła się w ciągu ostatnich 100 lat. I choć nasze mieszkania są co coraz większe i lepiej wyposażone, to na tle Europy mieszkamy w klitkach - wynika z analizy domiporta.pl. Są jeszcze w Polsce domy bez bieżącej wody.

/Informacja prasowa

Z okazji 100 lat niepodległości Polski, GUS zbadał, jak w tym okresie zmieniły się warunki mieszkaniowe Polaków. Obecna liczba lokali jest trzykrotnie większa niż w 1921 roku, z którego pochodzą pierwsze dane o liczbie mieszkań. Na terenie II Rzeczpospolitej znajdowało się 4,8 mln lokali. Zdecydowana większość lokali położona była na terenach wiejskich - ponad 3,5 miliona. Warto przy tym pamiętać, że 75 proc. ludności mieszkało na wsi. Na terenach miast w 1921 roku znajdowało się jedynie 1,3 miliona mieszkań.

Masowa migracja do miast

Według statystyk sporządzonych dziesięć lat później, w kraju znajdowało się już ponad 6,4 miliona lokali. To wzrost o niemal 30 proc. w zaledwie 10 lat! W czasach liczonych od końca wojny do upadku komunizmu, nastąpił znaczący rozwój mieszkalnictwa w miastach. Jeszcze w 1950 roku było zaledwie 2,7 miliona mieszkań położonych w aglomeracjach by po 48 latach ta liczba urosła do ponad 7 milionów. Natomiast liczba lokali na wsi urosła o niewiele ponad pół miliona. Byliśmy świadkami masowej migracji Polaków ze wsi do miast - ten eksodus ludności nie tylko odwrócił proporcje liczby mieszkań na wsi i w mieście, lecz wpłynął na zwyczaje i sposób życia. Skutki tej zmiany odczuwamy do dzisiaj.

Powodem tak dużego skoku była centralnie sterowana gospodarka nastawiona na rozwój przemysłu w miastach. W ślad za tą polityką szła również myśl, by rozwijać miasta spełniające potrzeby pracowników. Rozbudowywano istniejące miejscowości bądź zakładano zupełnie nowe, takie jak chociażby Nowa Huta. Ten okres odznaczał się migracją ludzi na ogromną skalę. W 1946 roku w polskich miastach żyło 31 proc. ludności, a pod koniec wieku już 61 proc.

Dzięki technologiom odżywa moda na życie na wsi

Ostatnie trzy dekady przyniosły umocnienie mieszkalnictwa w dużych ośrodkach miejskich. Według danych, pod koniec 2017 roku w miastach znajdowało się prawie 10 milionów mieszkań, a na wsi zaledwie 4,7 miliona. Pomimo tych zmian, w ostatnich latach moda na mieszkanie na wsi częściowo odżywa. W 1990 roku na terenach gmin wiejskich mieszkało 38,2 proc. Polaków, a pod koniec 2017 ten udział zwiększył się do 39,9 proc.

Ten niewielki, lecz widoczny wzrost to zasługa nowych technologii oraz zjawiska znanego ze wszystkich zachodnich kultur. Osoby, które mogą sobie na to pozwolić wracają na peryferia miast.

Powrót na wieś ułatwia rozwój technologii, dzięki którym praca zdalna jest bardzo wygodna. Nie bez znaczenia jest również status materialny Polaków. Dom na wsi bądź przedmieściach jest nie tylko spełnionym marzeniem, lecz również podkreśleniem statusu.

Więcej pomieszczeń

Sto lat od odzyskania niepodległości to nie tylko czas, gdy wzrosła liczba mieszkań. To również okres gdy podniosła się jakość życia, a mieszkania Polaków przeszły ogromne zmiany. Tak duże, że ciężko porównywać standardowe mieszkanie z początku XX wieku do dzisiejszych apartamentów.

W 1921 podstawą budynków mieszkalnych były lokale jedno- i dwuizbowe. Stanowiły one odpowiednio 36 i 30 proc. w przypadku miast oraz 59,3 i 29,3 proc. w przypadku wsi. Zmiany postępowały jednak szybko. Już dziesięć lat później - na wsi stosunek lokali jedno- i dwulokalowych wynosił 51,4 do 35 proc.

W latach powojennych ten stosunek rósł na korzyść mieszkań dwupokojowych. Już w połowie XX wieku najwięcej mieszkań posiadało dwie izby (37,5 proc.). Na drugim miejscu znajdowały się już mieszkania trzypokojowe (25,2 proc.), których ćwierć wieku wcześniej było jedynie 17 proc. Dopiero na trzecim miejscu znajdowały się mieszkania jednopokojowe (21,1 proc.).

Nowy wiek przyniósł rozwój mieszkań wielolokalowych, a minimum dwa pokoje stały się wyjściowym standardem. W 2002 roku najczęściej spotykanym typem mieszkania w miastach były lokale 3-izbowe, a na drugim miejscu uplasowały się 4-izbowe . Sytuacja na wsi wygląda jeszcze bardziej optymistycznie. Najczęstszym formatem były lokale 5-izbowe i dotyczyły one aż 30,2 proc. wszystkich zabudowań.

W ciągu stu lat przeciętna liczba osób na jedno pomieszczenie obniżyła się z 2 osób w 1921 do wartości 0,67 w przypadku miast. A w przypadku wsi stosunek ten wynosił 0,75 na izbę. I to pomimo zwiększenia się liczby Polaków z 27 w 1921 roku do niemal 38,5 milionów w 2017 roku.

Lepiej, ale w ogonie Europy

Według GUS, w 2017 roku przeciętne mieszkanie miejskie miało powierzchnię 64,4 mkw., a położone na wsi - 93,5 mkw. Według Eurostatu, uśredniona powierzchnia dla całej Polski to 75,2 mkw. Niestety, pomimo faktu, że mieszkania są większe i wygodniejsze niż 100 lat temu, to na tle Europy, Polacy mieszkają w klitkach. Mniejsze od nas lokale mają tylko Bułgarzy, Estończycy, Litwini, Łotysze i Rumuni. Na Cyprze, który jest liderem europejskiego rankingu, mieszkania są niemal trzy razy większe niż w Polsce (141 mkw.). Wynika to jednak ze specyfiki tego turystycznego, wyspiarskiego kraju. Ale już w Belgii, Holandii czy Danii przeciętne lokum ma ok. 120 mkw.

Lepsze wyposażenie

Największa zmiana dotyczy standardu jakim może się pochwalić typowy polski dom. To właśnie w zakresie instalacji budynki zmieniły się najbardziej. Według pierwszych szacunków GUS, jeszcze w 1931 roku, budynki wyposażone w jakąkolwiek instalację (wodociąg, kanalizację, elektryczność bądź gaz) stanowiły jedynie 42,8 proc. wszystkich zabudowań w kraju.

Rozwój i rozbudowa miast sprawiła, że standardy zaczęły się poprawiać głównie w miastach. W 1950 roku 42,3 proc. mieszkań było wyposażonych w wodociąg, a łazienka była obecna w 14,2 proc. lokali. W przypadku wsi badania przeprowadzono w 1960 roku i zaledwie 3,7 proc. gospodarstw posiadało podłączenie wodociągowe.

W trakcie kolejnych 28 lat nastąpił ogromny skok jakościowy pod względem przyłączy do mieszkań. Koniec XX wieku (1988) przyniósł już zupełnie inne dane. Wodociąg był obecny w 94 proc. mieszkań będących w miastach oraz w 63 proc. na terenach wiejskich. Natomiast łazienkę posiadało 82,4 proc. mieszkań w mieście i 50,7 proc. mieszkań na wsi.

Bieżąca woda jeszcze nie w każdym domu

Pod koniec 2017 roku bieżąca woda znajdowała się niemal we wszystkich mieszkaniach miejskich (99,1 proc.) oraz w 92,4 proc. mieszkań położonych na wsi. To ogromny skok cywilizacyjny!

Jeszcze lepiej mieszkania Polaków wypadają pod kątem rozwoju sieci telekomunikacyjnej. Według danych z 1928 roku - na tysiąc obywateli przypadało 5 telefonów. Liczba ta urosła do 8,6 w przededniu wojny. W rok po niej, telefon można było spotkać głównie w placówkach pocztowo-telekomunikacyjnych. Gdzie 1,7 urządzenia przypadało na 10 tysięcy obywateli.

W 1989 roku, według danych GUS abonament telefonii stacjonarnej posiadało średnio 82,2 osób na tysiąc Polaków. Nowe milenium to okres ogromnego rozwoju telekomunikacji. Choć w 2017 roku spadła liczba abonentów telefonii stacjonarnej do około 70 proc., to znacząco się zwiększyła liczba osób posiadających telefon komórkowy. Według danych z 2017 roku, na tysiąc osób przypadało około 1350 telefonów.

Po 100 latach od odzyskania niepodległości mieszkania Polaków wydają się być zupełnie innymi miejscami. Nie tylko zwiększyła się liczba pomieszczeń w mieszkaniach, a co za tym idzie również ich powierzchnia. Ale dużo większej poprawie uległy standard i wyposażenie.

W trakcie stu lat niepodległości - liczba lokali wzrosła o 196 proc. Wynik zapewne byłby jeszcze lepszy, gdyby nie zniszczenia spowodowane wojną w latach 1939-45. Polacy przenieśli się z jednoizbowych mieszkań bez instalacji do apartamentów posiadających najczęściej 3 pomieszczenia oraz komplet przyłączy.

Bartłomiej Baranowski, analityk rynku nieruchomości Domiporta.pl

Opr. KM

INTERIA.PL

Podziel się

~home broker -

W Warszawie w 2008 średnia cena ofertowa oscylowała nawet w okolicach 9,4 tyś za m2 i wtedy i pismaki i "doradcy" (czytaj naganiacze) home brokera pisali, że będzie powyżej 12 tyś , jednakże dziś mamy 5,9 i ceny ładnie spadają. Dodam, że ceny transakcyjne są znacznie niższe niż ofertowe. Na rynku wtórnym można kupić za niecałe 4tyś za m2 nawet już pojawiają się ogłoszenia 41 m2 po "okazyjnej cenie" 189 tyś, ogłoszenie miesiąc już jest i ludzie nie pędzą, zęby kupić. Takich ofert będzie coraz więcej , gdyż w Polsce zarobki są jak na wschodzie a ceny jak na zachodzie, co skutkuje tym, iż Polacy podchodzą odpowiedzialnie do zakładania rodziny i decydują się na 1 dziecko. Średnia dzietność polskich kobiet to 1,3 czyli rodzi nam się jakieś 35% mniej osób niż umiera. Jak do tego dodamy to , iż jakieś 2 mln ludzi nie widząc możliwości normalnego życia w tym kraju wyemigrowało na zachód w przeciągu kilku lat, to możemy dojść do słusznego wniosku, iż Polska ma jedną z najgorszych demografii na świecie . Kto imigruje do UE wybiera inny kraj, bo na zachodzie można dostać kilkaset euro zasiłku (więcej niż jakiś murzyn by dostał harując w PL) i z niego żyć, lub jak komuś się chce pracować to ponad 1 tyś euro. W Polsce para pracująca za minimalną stawkę zarobi 3 tyś zł netto a w europie ok 8- 15w zależności od kraju a w niektórych regionach życie jest tańsze od piskich miast .

~Developer -

TAKA STRASZNA TA WIELKA PŁYTA. NIE TO CO NOWE PRESTIŻOWE OSIEDLA ZA 6.5k za m2, kolega kupił niedawno, ładne mieszkanie, pierwsze piętro, tylko przez jedną ścianę idzie pęknięcie szerokości 2-5mm, ale deweloper go uspokaja, żeby spał spokojnie bo blok musi osiąść i wtedy się ustabilizuje. Fajne to osiedle, tylko 2km do przystanku, a droga wyjazdowa z osiedla bardziej przypomina podjazd pod dom, więc rano może poznać sąsiadów którzy też 10 minut stoją żeby wyjechać z osiedla.

~Łodzanin -

Demografii sie nie da oszukac a to ona przede wszystkim powinna kształtowac potrzeby mieszkaniowe. Na rynek pracy zaczyna wchodzić niz demograficzny lat 2000, kiedy rodziło się około 350 tys dzieci, za 7 lat zacznie odchodzić wyz powojenny kiedy rodziło się 600-700 tys dzieci. Dodatkowo emigracja szacowana jest na - 100 tys rocznie. W skrajnych wypadkach w najbliższcyh kilku latach będzie ubywać 300-400 tys osób ... Zbiegną się w czasie wyż powojenny i niż lat 2000 ... Podstawowe pytanie na które nikt tak naprawdę nie zna odpowiedzi ile tych mieszkań w polsce potrzeba , padają liczy o braku 2- 8 mln mieszkań .. . Pod względem liczby pokoii na głowe jesteśmy blisko średnie europejskiej 1,4 vs 1,6 średnia. Ostatnie dane GUS jakie znalazłem są z końca 2016 , które mówią o 14,3 mln mieszkań, vs 14,08 mln gospodarstw domowych , tak więc już 2 lata temu było 220 tys mieszkań więcej niż gospodarstw domowych. Są oczywiście ejszce dane dotyczące liczby meiszkań na 1 tys mieszkańców i tu z 350 odstawjemy od średniej europejska .... , ale , też odstajemy pod względem liczby osób w gospodarstwie domowym bo w polsce 76 % gospodarstw domowych ma 2 i więcej osób , przy średniej dla europy 68 %,. Suche fakty raczej wskazuja na to aby potrzeby mieszkaniowe nie były jakoś dramatycznie niezespokojone, zaś prognozy demograficzne wskazują że nie budując nic obecnie za 10 lat i tak możemy mieć nawet i 1 mln pustych mieszkań. Obecnego wzrostu cen nie da się wytłumaczyc potzrebami mieszkaniowymi, a opowiadanie o braku 2 mln mieszkan jst raczej zaklinaniem rzeczywistości. Jesli 70 % mieszkan jest kupowanych za gotówkę to znaczy że kupowane są pod kątem inwestycj... ale ,co to za inwestycja jeśli w chwili obcnej maksymalna rentownośc wynosi 5% , więc trzeba 20 -25 lat aby inwestycja się zwróciła , zaś za 10 lat na pewno taka stopa zwrotu będzie nie do utrzymania ze wzgledu na demografie .... . Wszystko więc na to wskazuje że tak jak w 2008 r to nie inwestycja tylko spekulacja , pompowanie balonika w celu zarabianiu na obrocie kapitałem. Pytanie czy te dane o sprzedaży giełdowych deweloperów świadczą że balonika juz sięwięcej nie da pompować ? Giełda dołuje, złoty słabnie - kapitał zaczyna uciekać, kiedy zacznie uciekać z nieruchomoś

Gość

Piszesz jako Gość