"Rzeczpospolita": Giganci zgarnęli rynek kredytów hipotecznych

Środa, 10 października (08:43)

Udział sześciu największych banków w sprzedaży nowych kredytów mieszkaniowych wzrósł do 89 proc. Co to oznacza dla klientów? - czytamy w środowej "Rzeczpospolitej".

Jak podaje środowa "Rzeczpospolita", wraz z rosnącymi dochodami Polaków i niskimi stopami procentowymi, zwiększa się również ich zdolność kredytowa, napędzając tym samym rynek hipotek.

"Wyraźnie jednak widać, że mocno aktywnych jest tylko parę spośród kilkunastu banków komercyjnych" - podaje gazeta.

"W II kwartale sześć banków miało łącznie 88,7 proc. udziału w nowej sprzedaży kredytów mieszkaniowych - wynika z danych Ipopemy Securities. Jeszcze trzy lata temu sześć najbardziej aktywnych wtedy banków miało 82 proc. udziału, a pięć lat temu - 73 proc. Prym wiodą PKO BP (29,1 proc. udziału w nowej sprzedaży), Pekao (18,1 proc.), ING BSK (16,7 proc.) i Santander Bank Polska (11,4 proc.), czyli najwięksi w Polsce. Mniejszy udział mają mBank (7,1 proc.) i Millenium (6,3 proc.)" - czytamy w artykule.

"Ten swoisty oligopol to efekt postępującej konsolidacji polskiego rynku bankowego. Wynika z sytuacji makroekonomicznej i warunków działania banków, tzn. niskich stóp procentowych, rosnących wymogów kapitałowych i regulacyjnych. W takich warunkach lepiej radzą sobie duże banki, a hipoteka to produkt niskomarżowy i mrożący dużo kapitału na długi okres, więc małe banki, borykające się z niską rentownością lub niedoborami kapitału, nie sprzedają hipotek. Zamiast tego koncentrują się na produktach, które szybko rotują, nie angażują tak dużo kapitału i są wyżej rentowne; są to np. kredyty konsumenckie czy faktoring - podkreśla w rozmowie z "Rz" Łukasz Jańczak, analityk Ipopemy.

PAP

Podziel się

~ewuka -

Młodzi chcą mieć wszystko nie mając pieniędzy. Przyjdzie czas, że banki podwyższą oprocentowanie i zacznie się wyrzucanie na bruk ( zawsze jakoś wytłumaczą swoje decyzje). I co, młodzi z dzieciakami przyjdą z podkulonym ogonem po drzwi rodziców, aby ich przyjąć pod swój dach.

~hdg -

Pomyślmy o takim przypadku. Kredytobiorca otrzymuje z banku kredyt w wysokości 300 tys. zł. Wykreowany z kosmosu, czyli z próżni. Tak wykreowany kredyt banki wpuszczają - jako dług przypisany kredytobiorcy - do obiegu finansowego, który kredytobiorcy mają uzupełnić efektami swojej pracy. Kiedy przyjrzymy się obiegowi pieniędzy, to zauważymy, że idąc do banku po kredyt - po prostu prosimy o bycie niewolnikami banku i prosimy o przyjęcie efektów swojej pracy w zamian za wpuszczenie długu do systemu finansowego. Czyli wykonanie usługi (!). To za usługę płacimy, jak za kredyt!!! Potem kredytobiorca buduje za to dom. Kupno materiałów i zapłata pracownikom wyczerpuje mu kredyt. Państwo na podatkach plus ZUS ma z tego kredytu około 50 tysięcy złotych. Potem kredytobiorca spłaca kredyt. Kapitał plus odsetki np. 300 tys. zł plus 150 tys. zł. Razem 450 tyś. zł. będących efektem jego pracy. Nie kreacji z próżni! W efekcie kredytodawca, który wykreował kredyt z niczego, zarabia 9 razy więcej niż państwo - za wpuszczenie długu kredytobiorcy w system finansowy. A 450 tys. zł stanowi własność bankierów, które trafiają gdzieś na "kajmany". Państwo "zarobiło" 10%, a bankierzy 90%. Z niczego!!! A przecież państwo może zarobić 100%. To tylko kwestia organizacji obiegu finansowego w państwie. Obecnie istniejący mechanizm kredytowy jest dobitnym przykładem na istnienie chorego układu, w którym państwa i ludzie zwyczajnie są ograbiani z efektów pracy przez USŁUGODAWCĘ. A tak wcale być nie musi. Również notowania walutowe to są bankowe spekulacje dotyczące każdej waluty. Bawią się tym mechanizmem też giełdy. Pomyślmy logicznie. Jak waluta może stracić lub zyskać np. 10%, jeśli gospodarka państwa jest identyczna tak samo przed zmianą kursu waluty! To jest jedno wielkie oszustwo. Bankierzy tak chcą decydować o tym, które państwa będą się rozwijać, a które nie będą, mimo że w obecnych czasach walutą są bity komputerowe. A to oznacza, że każde państwo może być bogate w inwestycje bez ograniczeń rozwojowych. Ograniczeniem jest tylko ludzki umysł oraz posiadane dobra naturalne. A tutaj ilość dóbr naturalnych można regulować umowami pomiędzy państwami, płacąc innymi dobrami naturalnymi lub usługami np. wspólnej produkcji wyrobów.

~hdf -

To trzeba zmienić, wybierając polskie banki. Banki udzielając kredytów, wykonują USŁUGĘ dopisania długu kredytobiorcy, a nie pożyczają realnie posiadane pieniądze stanowiące równoważnik własności dóbr banków. Bankierom w czasie udzielania kredytów nic nie ubywa! A potem tylko przybywa! Dlatego jest to jeden wielki przekręt, bo robią to banki prywatne kreując pieniądze dla SIEBIE (!) poprzez kredytobiorców. Dlatego kryzys gospodarczy 2008 r. związany był z kredytami, bo bankierzy uznali się za właścicieli świata i kreatorów pieniędzy - dla SIEBIE - poprzez naciąganych ludzi, wciskając kredyty nawet bezdomnym. Kredytów powinno udzielać jedynie państwo, jako jedyny uprawniony kreator finansowy. Dlatego waluta wirtualna powinna być kryptowalutą narodową, a nie prywatną. W czasach waluty wirtualnej banki jako instytucje stały się zbędne, a przez to również kredyty i pożyczki w znaczeniu starej ekonomii. Podobnie giełdy, instytucje ratingowe, przeliczniki walut, PKB w obcej walucie itp. bo liczy się siła gospodarki. Nie manipulacje informacją. Stracą na tym państwa, które nie zauważą swoich nowych możliwości. A nie wszyscy są i będą ślepi! Rolę banków mogą pełnić same państwa, kreując pieniądze na inwestycje wewnętrzne. Nie na konsumpcję, bo konsumpcja powinna być pochodną inwestycji. Pieniądze mogą też podlegać wycofywaniu z rynku, w miarę starzenia się inwestycji i utraty przez nie wartości. Komputeryzacja to umożliwia. Nie ma powodu, aby na rynku funkcjonowały pieniądze z inwestycji nieudanych czy tych, które rozpadły się w miarę czasu. A waluty takie jak euro? Mogą służyć jako waluta wymiany międzynarodowej dla towarów i usług. Inaczej mówiąc, państwa powinny posiadać własną walutę (kryptowalutę) na inwestycje, podlegającą amortyzacji - w celu minimalizacji inflacji, oraz w ramach współpracy międzynarodowej posługiwać się walutą wspólną np. euro. To oczywiście wymaga zmian organizacyjnych funkcjonowania finansowego. Nie aż tak dużych! Szokujące jest to, że banki komercyjne mogą kreować pieniądze na kredyty. To można porównać do ciągłej darowizny pieniędzy przez narody bankierom. Państwo powinno zakładać każdemu obywatelowi i każdej firmie w państwie darmowe konto finansowe, obsługiwane tak jak normalne dokumenty. Wtedy kryptowaluta narodowa, kreowana przez państwo, stałaby się normalną walutą, normalnego obiegu. Inaczej niż obecnie istniejące kryptowaluty, jako rodzaj waluty prywatnej.

~Paw -

To oznacza, że kłamcy frankowi mają się bardzo dobrze. Kasę zarobioną na niedotrzymywaniu słowa Polakom tylko liczą. Trzeba ich za to rozliczyć, ot co.

Gość

Piszesz jako Gość