Prawdziwa cena tanich mieszkań

Wtorek, 6 listopada (06:00)

Ile trzeba mieć, żeby kupić mieszkanie? Odpowiedzi udzielane na to pytanie mogą bardzo się różnić. Zwykle zależą od miasta, w którym szukamy mieszkania oraz samych możliwości finansowych kupującego.

Mieszkanie w okazyjnej cenie może okazać się dość drogie /©123RF/PICSEL

Polacy zwykle na zakup mieszkania wydają między 200 a 300 tysięcy zł. Kwota ta może oczywiście znacznie się wahać w zależności od miasta, standardu lokalu i lokalizacji.

Ogólnie rzecz biorąc trudno jednak znaleźć tańszy lokal mieszkalny, nie ważne czy z rynku wtórnego, czy prosto od dewelopera. Nie oznacza to jednak, że takich nieruchomości w ogóle nie ma.

Skąd ta cena?

Dla przeciętnego Kowalskiego to cena nieruchomości jest nadal czynnikiem decydującym o kupnie mieszkania. Zanim jednak zaczniemy przeglądać oferty konkretnych nieruchomości warto na chwilę się zatrzymać i spokojnie zastanowić się, z czego może wynikać niska cena.

Poszukując lokalu mieszkalnego po okazyjnych stawkach trzeba pamiętać, że niska cena nie bierze się znikąd. Cudów nie ma. Tym bardziej więc nie należy ich poszukiwać na rynku mieszkaniowym. Agata Polińska z serwisu Otodom podkreśla, że niższa cena zwykle wynika w prostej linii z konkretnych cech samej nieruchomości.

- Zapadłe mieszkanie, w którym nikt od dawna nie dokonywał napraw, a co dopiero prawdziwych remontów oznacza, że do ceny trzeba będzie doliczyć jeszcze koszty solidnej renowacji. Te z kolei będą zależeć od stanu lokalu oraz standardu oczekiwanego przez nowego właściciela - dodaje Agata Polińska.

Przed złożeniem podpisu na umowie kupna warto również zwrócić uwagę na stan techniczny całego budynku. Niska cena ponadto zwykle wynika z równie niewielkiego metrażu. Duży wpływ na koszt czterech ścian ma również lokalizacja. Chodzi tu zarówno o obiegową opinię o dzielnicy czy rejonie miasta, jak i najbliższe sąsiedztwo samego bloku. To jednak nie wszystko. Kupując mieszkanie warto wcześniej zamienić dwa słowa z sąsiadami z klatki schodowej, a najlepiej z tego samego piętra.

To z jakimi sąsiadami będziemy musieli obcować na co dzień, może w wydatny sposób wpłynąć na ocenę wartości każdego M. Poza tym sąsiedzi mogą podzielić się informacjami o mieszkaniu i o jego dotychczasowym właścicielu, których często nie znajdziemy w ofercie sprzedaży.

Najniższe stawki

W Warszawie obecnie najtańsza jest kawalerka w kamienicy na Pradze Północ, blisko dworca Wschodniego o powierzchni 16 mkw. Aby ją kupić trzeba znaleźć w portfelu 138 tys. zł. W tym przypadku jednak obecny właściciel wprost zaznacza, że przed wprowadzeniem potrzebny będzie generalny remont. W Krakowie tanie lokale mieszkalne można znaleźć w Swoszowicach. Dla przykładu: kawalerka na poddaszu w budynku z 1965 roku, o metrażu 15 mkw., ale już po remoncie, jest do wzięcia za 99 tys. zł.

We Wrocławiu na chętnych czeka 1-pokojowe mieszkanie na Krzykach w cenie 155 tys. zł. Z kolei w Gdańsku na Rudnikach można zostać nowym właścicielem 2-pokojowej parterowej kamienicy z 1930 roku. Do wyjściowej stawki 120 tys. zł trzeba jednak doliczyć koszty renowacji całego budynku, nie tylko wnętrza.

Jarosław Krawczyk serwis Otodom

Jarosław Mikołaj Skoczeń, Emmerson Realty

Emmerson

Podziel się

~future 2050r -

2018 rok, to może być rok dużych spadków, ale nie sądzę, aby to był ostateczny dołek. Optuje , że nie ujrzymy żadnych istotnych wzrostów cen mieszkań przed 2030 rokiem. mówię o średnich cenach. Argumenty przedstawionej poniżej, o których notabene nie mówi rząd, tylko jak mantrę powtarza o konieczności wprowadzania coraz to kolejnych programów zachęcających do inwestowania (czytaj: zadłużania się praktycznie na całe życie) w mieszkania i nieruchomości. Wszelki agencje rządowe wręcz zarzekają się że idą wzrosty na rynku nieruchomości i inwestycja w nieruchomości jest najlepsza formą lokowania kapitału . 1) wahania cen dość dobrze pokrywają się z liczebnością populacji 25-26-latków. W 2008 roku było ich najwięcej prawie 700 000. Żaden późniejszy rocznik nie jest tak liczny - co więcej, za 10 lat 25-latków będzie ok. 2x mniej niż w 2008 roku - to oznacza duuużo mniejszy popyt na "pierwsze mieszkanie" - i to nie tylko chodzi o kupno, ale również o najem. 2) wahania cen są odwrotnie proporcjonalne do liczebności populacji 75-latków, bo śmiertelność i związane z tym "zwalnianie mieszkań" wpływa na podaż. w tym wieku umiera najwięcej osób - a pokolenie obecnych 75-latków jest o 15% mniej liczne, niż być powinno (II wojna światowa) - dlatego to pokolenie dotychczas zostawiało po sobie nienaturalnie mało mieszkań, co nie było w stanie zaspokoić nawet połowy potrzeb rynku. Młodzi ludzie bez mieszkań w spadku "po pradziadkach" szli na rynek pierwotny... Tuż po zakończeniu IIWŚ nastąpił potężny wyż demograficzny, ze szczytem w 1955 roku. Obecni 60-latkowie, to bardzo liczna grupa, będąca właścicielami sporej części rynku nieruchomości. To są ludzie dla których mieszkania (2 miliony) budował Gierek, to są też właściciele setek tysięcy PRLowskich "klocków" i willi z początków transformacji ustrojowej. 1) 2) Co będzie za 15 lat? Co się stanie z milionami mieszkań i domów, gdy zacznie umierać 800 000 starszych osób rocznie, a równocześnie będzie tylko 300 000 25-latków wchodzących w danym roku w dorosłość? i tak będzie przez kilka lat, rok po roku - to musi wygenerować potężną nadpodaż, która będzie rosła i rosła - w najbardziej skrajnym scenariuszu, o 250 000 mieszkań rocznie. Czy w takich warunkach ceny będą rosły? Raczej będą spadać dalej... nie wiem, kto te mieszkania kupi - może samorządy, aby zasilić zasób lokali komunalnych, lub na preferecyjny wynajem? Możliwe hipotetyczne scenariusze, optymistyczne :) : Jeżeli przyjmiemy, że Polska jest naczyniem zamkniętym to powyższa sytuacja się po prostu sprawdzi. Pytanie czy Polska jest naczyniem zamkniętym. Faktem jest iż wraz ze starzeniem i bogaceniem się społeczeństwa wzrośnie zapotrzebowanie na pracowników niewykwalifikowanych, fizycznych i do opieki nad starszymi. Przybędą do polski imigranci, którzy będą musieli gdzieś mieszkać. Jaka ich będzie ilość i kiedy to nastąpi nikt nie wie. To należy traktować jako niewiadomą w szacunkach. Oczywiście - Polska nie jest odizolowana od reszty świata

~trojmiasto -

Do wszystkich "ekspertów" wieszczacych wzrost cen nieruchomości. Obecnie mieszkam na osiedlu w Gdyni Chyloni, gdzie blisko 70% ludności dzielnicy to mieszkańcy w wieku 60-80 lat. Młodych ludzi zazwyczaj nie widuje i maksymalnie stanowią oni 5% ogółu. Zaznaczam, że pod względem liczby mieszkańców Chylonia jest największą dzielnica Gdyni. Powstaje pytanie kto przejmie mieszkania po wymierajacych ludziach w perspektywie najbliższych 20 lat? Ukraińcy czy inni imigranci? Osobiście wątpię by byli w stanie nawet w 20% zapełnić powstała lukę. Problem ten jest pewnie jeszcze większy w innych miejscach Polski. Wniosek jest taki, że w najbliższej przyszłości na rynku nieruchomosci czeka nas krach i znaczącą obniżka cen mieszkań, a jego kupno na wynajem stanie się porostu nieopłacalne

~czyreknik -

JESTEM CIEKAWY KIEDY TO WSZYSTKO PĘKNIE TE SAME OGŁOSZENIA OFERT SPRZEDAŻY Z CENĄ Z KOSMOSU. OD 8 LAT .NA RYNKU BĘDZIE PANIKA ZEBY JAK NAJSZYBCIEJ SPRZEDAC ZEBY NAJMNIEJ STRACIC .CHYBA JUZ JEST EFEKT KULI ŚNIEŻNEJ

Gość

Piszesz jako Gość