Banki stosują niedozwolone zapisy

Czwartek, 8 listopada (18:09)

W ocenie prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, banki stosują niedozwolone klauzule przeliczeniowe w umowach o kredyty denominowane i indeksowane do walut obcych. To oznacza, że w niektórych przypadkach takie umowy mogą być uznane za nieważne.

Marek Niechciał, prezes UOKiK. Fot. Michał Dyjuk /FORUM

Urząd przypomina, że od 2016 wspiera konsumentów w ich sporach z bankami, wydając istotne dla tych spraw poglądy.

Z ich analizy wynika, że główną osią sporów są właśnie klauzule przeliczeniowe czyli zapisy dotyczące tego w jaki sposób jest przeliczana kwota oraz raty kredytów z danej waluty na złote.

Biorąc pod uwagę skalę i społeczne skutki omawianego zjawiska, prezes UOKiK wydał datowane na 6 listopada 2018 roku, stanowisko podsumowujące stosowanie klauzul waloryzacyjnych zamieszczanych w umowach bankowych.

Prezes Urzędu uważa, że zdecydowana większość stosowanych w sektorze bankowym klauzul waloryzacyjnych w umowach kredytowych (zwłaszcza frankowych) wykorzystuje podobny mechanizm czyli przeliczanie kredytu po kursie kupna, a rat po kursie sprzedaży. Banki przeliczają to według wewnętrznych tabel, a zasady ich tworzenia były i są w większości przypadków ustalane w niejasny sposób. Takie postanowienia przyznają bankom uprawnienie do jednostronnego wpływania na wysokość świadczeń, a tymczasem koszty konsumentów powinny być oparte na jasnych i obiektywnych kryteriach.

W ocenie Prezesa UOKiK, stosowane przez banki klauzule przeliczeniowe spełniają przesłanki uznania ich za niedozwolone postanowienia umowne.

Skutkiem uznania kwestionowanych postanowień za niedozwolone jest ich bezskuteczność w stosunku do kredytobiorców oraz pożyczkobiorców od chwili zawarcia umowy. Jednocześnie zdaniem prezesa UOKiK, niemożliwe jest zapełnienie tak powstałej w umowie "luki" innymi przepisami. W konsekwencji, uznanie klauzul waloryzacyjnych za niedozwolone może w okolicznościach konkretnej sprawy wpływać również na uznanie umowy za nieważną.

Jednocześnie jednak, w ocenie prezesa UOKiK, sądy powinny uwzględnić ten skutek, o ile konsumenci w pełni akceptują tego rodzaju rozwiązanie oraz są przygotowani na wszelkie jego konsekwencje czyli miedzy innymi klient musi wziąć pod uwagę , że kredyt może być postawiony w stan natychmiastowej wymagalności czyli konieczność zwrotu całej pożyczonej kwoty.

Jednocześnie Urząd powołując się na zapisy w kodeksie postępowania cywilnego zwraca uwagę, że w sytuacji, w której konsument nie posiada środków na natychmiastowy zwrot kapitału sąd może w wyroku orzec z urzędu albo na wniosek rozłożenie tej kwoty na raty w ramach dwustronnych rozliczeń.

Dlatego stwierdzenie nieważności umowy powinno być brane pod uwagę tylko wtedy , gdy nie ma możliwości jej wykonywania po wyłączeniu z niej nieuczciwych warunków i tylko wówczas gdy konsument na taką ewentualność wyraża zgodę i rozumie konsekwencje takiego działania.

Tymczasem wyroki sądów w sprawach kredytów frankowych są bardzo różne.

Niedawno wiceprezes UOKiK, Dorota Karczewska mówiła w wywiadzie dla Interii, że orzeczenia sądów, w dużej części ignorują prawo konsumenckie. Wprawdzie, aktualnie w Polsce nie ma przepisu, który mówi, że decyzja prezesa UOKiK jest prejudykatem (oznacza to, że ustalenia urzędu co do faktu stosowania praktyki naruszającej zbiorowe interesy konsumentów są dla sądu wiążące - red.), ale takie orzeczenie wydał Sąd Najwyższy.

Praktyka pokazuje, że jedne sądy to biorą pod uwagę, a inne nie. To się jednak może zmienić pod wpływem przygotowywanych regulacji europejskich, które wprowadzą taki automatyzm i każde państwo członkowskie będzie musiało je implementować. Będzie to działać transgranicznie czyli jeśli w podobnej sprawie np. w Niemczech zapadłoby orzeczenie, przykładowo stwierdzenie praktyki missellingu to będzie ono prejudykatem także dla polskich sądów.

Monika Krześniak-Sajewicz

INTERIA.PL

Podziel się

~ktoś -

Przychodzi Kowalski do banku po kredyt hipoteczny w wysokości 300 tys zł. Ale bank mu mówi, że nie ma takiej zdolności. Ale jest sposób, żeby to ominąć - damy Panu kredyt we frankach (to znaczy nie we frankach dosłownie, bo takich kredytów w Polsce udzielać nie można, ale oparty na spreadzie tej waluty). Damy Panu 100 tys franków - wówczas frank był po 3 zł. I ktoś mi wytłumaczy dlaczego nie miał zdolności kredytowej na 300 tys zł, a miał na 100 tys franków, choć to momencie udzielania było tyle samo?

~Grazyna -

Proszę Was jak to było w Islandii?? Czemu tam się udało a u nas trwa ten koszmar??? Ja nie moge zrozumieć, że na Węgrzech też sobie poradzili!!!!! A u nas KICHA!!

Gość

Piszesz jako Gość