Polaku, weź emeryturę w swoje ręce

Poniedziałek, 15 kwietnia (18:11)

W poniedziałek poznaliśmy ostateczny pomysł rządu Mateusza Morawieckiego na zakończenie żywota przez Otwarte Fundusze Emerytalne (w dwudziestą rocznicę reformy emerytalnej). Przekaz jest prosty: prywatyzujemy pieniądze zgromadzone (obowiązkowo) w OFE, Polacy mają wybór - zdecydują czy chcą by one były dalej zarządzane przez prywatne instytucje jako Indywidualne Konta Emerytalne, czy też mają trafić do ZUS.

Co z emeryturami Polaków? (zdj. ilustracyjne) /INTERIA.PL

W tym miejscu, niezależnie od tego co wybiorą obecni członkowie OFE, warto uświadomić sobie o jakiej skali transferu pieniędzy mówimy. Globalnie to oczywiście ponad 160 mld zł. Ale średnio to tylko 10 tys. zł na pojedynczym koncie.

Swoją rolę odegrał tu oczywiście poprzedni rząd - koalicja PO-PSL - która połowę środków zgromadzonych w OFE zdecydowała się przetransferować do ZUS, a tam - jak wiadomo - dominują zapisy księgowe o przyszłych zobowiązaniach.

Zatem mówimy teraz o słownie: dziesięciu tysiącach złotych! Tylko. I to średnio. Bo jak inaczej nazwać środki, które po odjęciu specjalnej tzw. opłaty przekształceniowej oznaczają niecałe 9 miesięcy z minimalną emeryturą (dziś to 1030 zł brutto).

Mówimy o 9 (!) miesiącach z życia przyszłego emeryta, a jak pokazują tablice GUS, 65-latek na emeryturze będzie średnio żył przez miesięcy 217 (!).

Warto pamiętać, że jednocześnie rząd zaczyna wprowadzać nowy projekt oszczędzania przez pracowników - Pracownicze Plany Kapitałowe, na które będą składali się pracodawcy, pracownicy (dobrowolnie) oraz budżet państwa. Ale jak zaznaczają sami odpowiedzialni za wdrożenie tej reformy ma ona zwiększyć poziom oszczędności Polaków.

Wróćmy jednak do zapowiedzianego końca OFE. Niezależnie od tego co Polacy wybiorą, czy przeniesienie pieniędzy do ZUS-u czy na IKE, rząd pobierając tzw. opłatę przekształceniową w miejsce przyszłego podatku i pod hasłem sprawiedliwości kupuje sobie przynajmniej luźniejsze dwa lata w finansach publicznych. W sam raz na sfinansowanie "Piątki Kaczyńskiego".

Kolejny raz wygrało tu i teraz. A przyszłe emerytury? O to musimy zadbać już sami.

Paweł Czuryło

INTERIA.PL

Podziel się