Do piekła i z powrotem

Środa, 24 maja 2006 (07:46) Aktualizacja: Środa, 24 maja 2006 (07:49)

Niespotykane wahania: notowania niektórych spółek najpierw spadły o 30, później zyskały ponad 30 procent. Takiej sesji jak wczoraj jeszcze na rynku akcji nie było: indeks WIG20 najpierw spadł o 4 proc., do 2750 pkt., ale na zakończenie wspiął się do 2913,1 pkt.

/AFP

Sytuacja była tak nerwowa, że głos w sprawie zachowania kursów na warszawskiej giełdzie postanowił zabrać premier Kazimierz Marcinkiewicz. - Sytuacja jest dosyć prosta. Eksperci giełdowi, analitycy spodziewali się właśnie takiej przeceny, mamy z nią do czynienia. W moim przekonaniu nie będzie ona trwać długo - oświadczył.

Różnica między najniższą wartością indeksu WIG20 i poziomem zamknięcia wyniosła 5,9 proc. i była najwyższa w historii. W ten sposób rynek zachowuje się bardzo rzadko - odkąd w kwietniu 1994 roku powstał WIG20 tylko 10 razy zdarzyło się, żeby wartość indeksu wzrosła od minimum sesji do jej zamknięcia przynajmniej o 4 proc. Jeszcze mocniej zmieniały się notowania pojedynczych firm, szczególnie mniejszych. Rekordzistę był Skotan - najpierw kurs spadł o 30 proc. w odniesieniu do poniedziałkowego zamknięcia, po czym podskoczył od dziennego minimum do końca sesji o 37,5 proc.

Jak interpretować; takie zachowanie rynku?

Pierwsze wnioski dla posiadaczy akcji wydaję się optymistyczne - okazuje się, że średnia zmiana WIG20 w 10 sesji po tak istotnym wzroście w ciągu dnia to +2,5 proc. Z drugiej strony okres podwyższonej zmienności notowań jest charakterystyczny dla kształtowania punktów zwrotnych na rynku - dwa razy z gwałtownym wzrostem indeksu dużych spółek mieliśmy do czynienia w lutym 2000 roku, a więc miesiąc przed pęknięciem internetowej bańki.

Dużo mniej wątpliwości odnośnie do wymowy wczorajszej sesji byłoby, gdyby poprzedzał ją długotrwały spadek notowań. Trzykrotnie ponad 4-proc. wzrosty WIG20 w trakcie dnia zdarzały się na przełomie 2001 i 2002 roku, kiedy indeks dużych spółek oscylował wokół 1 tys. punktów. W ciągu 10 kolejnych sesji rósł o 8,2 proc. Uznanie 7-sesyjnego spadku w trakcie którego WIG20 obniżył się o 14,5 proc. za odpowiednik długotrwałej bessy wydaje się nieuzasadnione. W tej sytuacji wymowa wczorajszej sesji nie jest już tak optymistyczna - to nie musi być dołek korekty długoterminowego trendu wzrostowego.

Jak w tej sytuacji powinni zachować się inwestorzy?

Generalna zasada jest taka - im większa jest zmienność notowań, tym nasze zaangażowanie na rynku powinno być mniejsze - radzi Grzegorz Zalewski, ekspert DM BOŚ, obecny na rynku od 1993 roku. - To, jak zachowamy się na rynku w zależności od tego w którym kierunku podążą notowania, powinniśmy mieć przemyślane już przed rozpoczęciem inwestycji - dodaje Grzegorz Zalewski.

Ostatnie sesje udowadniają, że nie tylko w Warszawie inwestorzy skłonni są podejmować radykalne decyzje. Wczoraj indeks MSCI Emerging Markets, obrazujący koniunkturę na 26 "wschodzących" rynkach akcji, zyskał przed południem ponad 2 proc. W ciągu 10 wcześniejszych sesji spadł o 15 proc., najwięcej od sierpnia 1998 roku. Spadki na rynkach akcji są tak gwałtowne, bo miesiącami inwestorzy ignorowali narastające zagrożenia.

Pretekstem do wczorajszej zwyżki był wzrost notowań surowców - przede wszystkim miedzi i ropy.

Tomasz Jóźwik

Parkiet

Podziel się

~procent -

koniec optymizmu bez opamiętania i przegrzanie na metalach wywołało poczatek bessy, następnie wchodzimy w dalsze spadki z powodu wzrastajacych stóp procentowych i nowych emisji akcji , no i na koniec pozostaja złe informacje z rynków i tam należy upatrywac konca spadków.Jak w ksiązkach podaja to jest 50 - 70% od szczytu.Czas trwania , tu sie można spierać.

~Olek51 -

Giełda nie może ciagle rosnąć. Uwzględniając, że wzrosty trwają trzy lata, musi nastąpić realizacja zysków. Na razie było silne strząśnięcie, po nim może nastąpić okres, gdy giełda będzie się obsuwać pod własnym ciężarem (zanik popytu, sprzedaż przy niewielkich wzrostach). W 1994 rokugospodarka też wchodziła w silny trend wzrostowy, a mimo to spadki trwały do końca 1996 roku. Przyszło lato, obudziły się niedźwiedzie i trzeba się z tym pogodzić. A premier Marcinkiwicz po prostu zna się na wszystkim.

~~amator -

...Gdy spytałem 10 lat temu znajomego maklera jak zachowa się rynek, odpowiedział: nie wiem, nie jestem wróżką. I to jest ta różnica, 10 lat temu i dziś. Nie ma w dalszym ciągu powodów do sprzedaży polskich akcji, i bzdurą jest mówienie, że tak długo rosło to teraz musi spaść. Inwestycja to matematyka plus możliwość innych wyborów. W/g mnie nie ma alternatywy dla wzrostów na polskiej giełdzie, bo 1. tu jest jeszcze b.buży potencjał wzrostowy, oraz 2. brak jest lepszej alternatywy /proszę mi nie wspominać o 5% obligacjach USA, czy "przepompowanych" azjatyckich tygrysach/. A że część uczestników rynku /czyli mieszaniny paniki i zabobonów/ kieruje się tylko anal.techniczną lub zachowaniami kogoś tam, to już jego sprawa. Matematyki tym nie podważy a powroty bywają trudne i rzadko zdarza się wrócić na rynek bez strat. Mówi to osoba, która nie raz tego doświadczyła. Jeśli ktoś wierzy poza tym w trwały spadek cen surowców, to życzę powodzenia, ale niech to dotyczy bardziej tych zagranicznych inwestorów.

Gość

Piszesz jako Gość