Cichy powrót Wieczerzaka

Poniedziałek, 27 sierpnia 2007 (06:52) Aktualizacja: Poniedziałek, 27 sierpnia 2007 (06:55)

Prawie trzy lata spędzone w areszcie nie zniechęciły Grzegorza Wieczerzaka do robienia interesów. Duża w tym zasługa prokuratury, która spartoliła wielkie śledztwo prowadzone przeciw niemu. Wiele wskazuje na to, że sprawa wielomilionowych nadużyć w PZU Życie, określana największą aferą III RP, skończy się największą kompromitacją organów ścigania. Kolejne wątki śledztwa są systematycznie umarzane, a te prowadzone czekają na umorzenie.

Słabość biegłych

Wszystko zaczęło się w lipcu 2001 r. Wtedy Grzegorz Wieczerzak, szef PZU Życie, trzęsący polskim rynkiem kapitałowym, został zatrzymany. Prokuratorzy i ówcześni ministrowie spraw wewnętrznych i sprawiedliwości nie mieli wątpliwości: słynny lekarz-menedżer winny jest przekrętów na skalę większą niż afera FOZZ. Ich słowa uwiarygodniło umieszczenie Wieczerzaka w areszcie i ogromna liczba śledztw wszczętych w jego sprawie.

We wrześniu 2002 r. pierwszy akt oskarżenia (zarzuty: wyrządzenie PZU Życie ponad 170 mln zł strat) był w sądzie. Proces ruszył w maju 2003 r. I zaczęły się problemy. Wyszło na jaw, że materiał zgromadzony przez śledczych wcale nie jest mocny. Po roku sąd zdecydował, że prowadzenie procesu nie ma sensu. Powód? Głównie olbrzymie nieprawidłowości w pracy powołanych przez prokuraturę biegłych.

W rezultacie Grzegorz Wieczerzak w kwietniu 2004 r., po wpłaceniu 2 mln zł kaucji, wyszedł z aresztu. Prokuratura zapewniała, że poprawi akt oskarżenia, a do sądu wpłyną też inne, będące pokłosiem śledztwa, którego akta liczyły ponad tysiąc tomów. I nic. Przez ponad trzy lata Grzegorz Wieczerzak nie usiadł na ławie oskarżonych ani razu. W żadnej sprawie. Co więcej - pytania o to, kiedy jakieś akty oskarżenia mogą trafić do sądu, prokuratura pozostawia bez odpowiedzi.

Prezent śledczych

- Na początku śledztwa popełniono takie błędy, że z większości wątków niczego nie da się "wycisnąć". Chodzi nie tylko o nieprawidłowe opinie biegłych, ale też o brak przeszukań siedzib zamieszanych w sprawę spółek czy nieumiejętne przesłuchania - wyjawia prokurator prowadzący dziś jeden z głównych wątków śledztwa. Nic dziwnego, że coraz więcej postępowań jest umarzanych, a te, które wciąż są prowadzone, jak mówią śledczy, "utknęły w martwym punkcie". O braku wiary w sukces świadczy też to, że ostatnio spora część materiałów ze stołecznej prokuratury apelacyjnej trafiła do niższej rangą okręgowej. I tam czeka na umorzenie.

Tymczasem były szef PZU Życie, nie zważając na prowadzone przeciw niemu śledztwa, oficjalnie przejmuje władzę w firmach, które do tej pory miał kontrolować - ale po cichu. Taka informacja dotarła do "PB" przed kilkoma tygodniami. Po jej weryfikacji poprosiliśmy Grzegorza Wieczerzaka o komentarz. - Nie będę z "PB" rozmawiał. Nie wytoczyłem panu sprawy karnej za poprzednie teksty tylko dlatego, że mam ważniejsze zajęcia - tyle usłyszeliśmy.

Powrót do spółek?

Jakie to zajęcia? Choćby działalność w Private Equity Poland (PEP). Od listopada 2006 r. Wieczerzak jest prezesem tej spółki. PEP jeszcze w 2001 r. zarządzało trzema NFI: Zachodnim, Siódmym i Foksal (ich aktywa sięgały prawie 500 mln zł). To firma, w której zbiegają się wszystkie kluczowe tropy tzw. wątku NFI w aferze PZU Życie. Właścicielem PEP jest tajemnicza holenderska firma Grohae Investments, która przejęła ją od BRE Banku i funduszu Everest Capital. Od początku śledztwa pewne poszlaki wskazywały, że decydujący wpływ ma na nią Grzegorz Wieczerzak. Prokuraturze nie udało się jednak tego dowieść.

Grzegorz Wieczerzak twierdził zaś, że z trzech NFI i PEP zniknęło co najmniej 50 mln zł. Według niego, zagarnąć je mieli: były prezes Raiffeisen Investment Polska, Janusz Lazarowicz i adwokat Andrzej Wyglądała (ci zaprzeczali). Zaraz po wyjściu z aresztu były szef PZU Życie miał podjąć próby odzyskania utraconych, jego zdaniem, pieniędzy i wpływów.

- On jest przekonany, że legalnie przejął trzy NFI. Udzielił pełnomocnictw kilku osobom, które obróciły się przeciw niemu. Czuje się okradziony i chce te fundusze odzyskać - mówił kilka lat temu w "PB" Jan Łuczak, doradzający przy transakcji BRE/fundusz Everest Capital - Grohae.

Z tą sprawą wiąże się zabójstwo Piotra Głowali. Ten kontrowersyjny biznesmen na początku 2004 r., powołując się na Wieczerzaka, domagał się od Lazarowicza i Wyglądały pieniędzy. Miały być rekompensatą - za to, że podczas odsiadki Wieczerzaka trzy NFI wypowiedziały PEP umowę o zarządzanie. Pieniędzy Głowala nie dostał. W maju 2004 r. stracił życie. Za podżeganie do tego zabójstwa prokuratura ściga Lazarowicza listem gończym.

?razem ze świtą

Tymczasem Wieczerzak odzyskał władzę w PEP. Jak ustaliliśmy, pełnomocnikiem Grohae do niedawna był Jacek Kowalewski, dyrektor pracujący w gabinecie Wieczerzaka, gdy ten był szefem PZU Życie. Do listopada 2006 r. prezesem PEP (przed Wieczerzakiem) był z kolei Juliusz Bolek, niegdyś rzecznik znanego lekarza-menedżera. Juliusz Bolek od niedawna jest też prezesem CL Parku i członkiem rady nadzorczej Abaco - spółek, którym Wieczerzak, jako prezes PZU Życie, udzielał wielomilionowych pożyczek. Prezesem CL Parku był też ostatnio Jacek Kowalewski. Czy i te firmy kontroluje były szef PZU Życie? Dwa lata temu zapewniał "PB", że nie ma z nimi nic wspólnego. Poszlak przeczących jego słowom jest wiele.

W 2001 r., przeszukując mieszkanie Wieczerzaka, znaleziono faks, który mówił, że jest właścicielem 33 proc. udziałów CL Park (on twierdzi, że dokument ktoś sfałszował). Wiceprezesem CL Park niegdyś był też Dariusz Zaręba, z którym Wieczerzak dzielił celę.

Ustaliliśmy też, że pełnomocnikiem największego akcjonariusza Abaco, nieznanej cypryjskiej spółki Scothill Industries, jest Maciej Rodowicz, adwokat? Wieczerzaka. Interesy największego udziałowca CL Park, tajemniczej portugalskiej Mirotessy, reprezentuje natomiast Krzysztof Kubala, pełnomocnik Grohae, właściciela PEP. CL Park i PEP mają też wspólną siedzibę. To wprawdzie poszlaki, ale istotne. Jeśli prokuratura udowodniłaby, że Wieczerzak kontroluje CL Park czy Abaco, do których miały iść pieniądze z PZU Życie, zmieniłoby to zupełnie tok śledztwa.

PEP, CL Park i Abaco nie wyczerpują listy biznesowych zainteresowań Wieczerzaka. Wciąż, z ojcem i PEP, kontroluje dwie stadniny koni: z Jaroszówki i Plękit. Pośrednio włada też spółką Agro Łoźnik, założoną we wrześniu 2004 r. i prowadzącą gospodarstwo rolnicze. Jej prezesem jest Leszek Wieczerzak, brat byłego szefa PZU Życie. On sam (od lipca 2006 r.) jest jej prokurentem. Tak, jak Stadniny Koni Plękity (od grudnia 2005 r.). Od maja 2005 r. Wieczerzak ma też udziały w lubelskiej firmie Asmica (pozostałe należą do brata i ojca).

Nie wiadomo, czym się ona zajmuje, tak jak firma Ungaro, której Wieczerzak jest prezesem (po 50 proc. jej udziałów mają on i jego ojciec). Podobnie niewiele wiadomo o ostatnim pomyśle biznesowym lekarza-menedżera: Sevenoaks Group (SG). Spółkę założono w grudniu 2006 r. Jej kapitał opłacono głównie długiem CL Parku, którego właścicielem był PEP. Co SG zrobi z tym majątkiem? Zdecyduje o tym Grzegorz Wieczerzak. Pod koniec czerwca został prezesem spółki.

Dawid Tokarz

Puls Biznesu

Podziel się

~Dziad -

Poprzednie władze podobno spartoliły śledztwo dot.Wieczerzaka a walczący bezpardonowo z korupcją PIS przywraca go do łask. Czy ja jestem głupi, czy tylko ta "banda trojga" uważa mnie (nas wszystkich zresztą) za bezmózgich prymitywów, którzy kupią każdy ich bełkot.

Piszesz jako Gość