Kijowski: Za mniej niż 8 tys. nie opłaca mi się iść do pracy

Czwartek, 30 listopada 2017 (16:32)

Ponad 8 tys. złotych brutto. Mateusz Kijowski twierdzi, że tyle musiałby zarabiać, aby spłacić długi i jeszcze się utrzymać. Były lider KOD o swoich problemach finansowych szczegółowo informuje na blogu.

"Wszyscy wiedzą, że moje alimenty wynoszą 2100 zł netto miesięcznie. To jest 2919 złotych brutto według kalkulatora wynagrodzeń na stronie pracuj.pl. Tylko jeszcze koszty komornicze - 15%. Czyli nie 2100 ale 2415 złotych netto. Czyli 3371 brutto. Ale... jeszcze muszę sam się jakoś utrzymać. Chociażby - żeby coś zjeść przed pracą i jeszcze dojechać do pracy. Mieć gdzie spać, ubrać się, zapłacić za prąd, gaz, ogrzewanie... Zgodnie z prawem na moje potrzeby muszę mieć 40% wynagrodzenia. Czyli nie 2415 netto, ale 4025 netto. A zatem mamy 5681 brutto." - pisze Mateusz Kijowski na swoim blogu (pisownia oryginalna).

Potem dodaje jeszcze inne wydatki - na spłatę swojego zadłużenia: "Żeby rozłożyć spłatę na 10 lat, to miesięcznie wyjdzie około 1670 zł netto. Plus 15% kosztów komorniczych czyli 1920 netto. Zatem zwiększamy 4025 o 1920. Mamy 5945 netto czyli 8437 brutto".

Dlaczego Mateusz Kijowski tak dokładnie informuje o swoich potrzebach finansowych? W ten sposób tłumaczy, z jakich powodów nie idzie do pracy i odpowiada wszystkim tym, którzy radzą mu, żeby zarobił na budowie albo na zmywaku.

Pomóc mu chce Elżbieta Pawłowicz, siostra posłanki Krystyny Pawłowicz, która uruchomiła w internecie zbiórkę o nazwie "Stypendium Wolności - Mateusz, zostań w Polsce!". Na konto wpłacono już ponad 25 tys. zł.

INTERIA.PL

Podziel się
Gość

Piszesz jako Gość