Spalanie biomasy drzewnej nie chroni klimatu

Poniedziałek, 20 marca (09:00)

Spalanie biomasy drzewnej nie chroni klimatu. Takie są konkluzje z raportu Instytutu Chatham House. W Polsce spalanie biomasy z tego źródła forsuje resort środowiska.

Raport "Woody Biomas for Power and Heat" Królewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Chatham House w Londynie stwierdza, iż wycinka drzew na cele energetyczne powoduje znacznie wyższe emisje dwutlenku węgla netto niż uwolnienie tej samej ilości energii z paliw kopalnych. Według Ministerstwa Ochrony Środowiska CO2 uwalniany podczas spalania drewna został wcześniej zaabsorbowany z atmosfery i do niej wraca. Jednak jak stwierdza ekspert Chatham House, Duncan Brack, ten model pomija dwie kwestie: przede wszystkim czas, jakiego potrzeba na ponowne usunięcie CO2 z atmosfery, a także sposób rozliczania się krajów z emisji gazów cieplarnianych.

Na ponowne zaabsorbowanie dwutlenku węgla wyemitowanego do atmosfery przy okazji spalania biomasy drzewnej nowo posadzone drzewa potrzebują bowiem co najmniej 20 lat, często jest to okres dłuższy. Wycięcie drzewa na cele energetyczne oznacza nie tylko błyskawiczne wypuszczenie do atmosfery określonej ilości CO2, ale też umniejszenie zdolności lasu do pochłaniania tego gazu. Biomasa z wyciętych drzew byłaby neutralna, gdyby na każde wycięte drzewo sadzono by nowe, oraz gdyby okres absorpcji sięgał więcej niż 20 lat a najlepiej osiągał lat 40. Jednak takiego czasu ze względu na tempo zmian klimatycznych obecnie nie ma, w krótkim terminie spalanie drewna skutkuje wzrostem emisji netto.

Drugim problemem jest wadliwy sposób zliczania biomasy emisji drzewnej. W ramach Protokołu z Kioto (ONZ) poszczególne kraje muszą raportować, ile wyemitowały CO2 i czy zmieniła się ich zdolność do absorbowania tego gazu w związku z tzw. zmianą użytkowania gruntów. W tym systemie zmniejszenie powierzchni lasu liczy się jako dodatkowa emisja, powiększenie zaś - jako redukcja emisji. Produkcję biomasy drzewnej uwzględnia się tylko w tej drugiej kategorii, tzn. wycięte na cele energetyczne drzewa ujmuje się w raportach jako zmianę użytkowania gruntów, natomiast nie wykazuje się w raportach emisji fizycznie wyemitowanych podczas jej spalania.

"Dzięki takiej metodyce inwentaryzacji emisji gazów cieplarnianych, w przypadku biomasy drzewnej importowanej z krajów, które nie rozliczają się ze zmian użytkowania gruntu, takich jak Rosja, USA czy Kanada, emisje dwutlenku węgla nie są nigdzie odnotowywane, mimo że gaz fizycznie trafia do atmosfery" - twierdzi Izabela Zygmunt z CEE Bankwatch i Polskiej Zielonej Sieci.

Raport oznacza iż resort środowiska opiera się na błędnych założeniach, forsując współspalanie czyli spalanie węgla kamiennego wraz z drzewem. Polska zobowiązała się w ramach unijnego pakietu energetyczno-klimatycznego, że do 2020 r. 15 proc. wytwarzanej w kraju energii będzie pochodzić ze źródeł odnawialnych. Dane GUS i Komisji Europejskiej wskazują, że przy obecnych trendach możemy mieć problem z osiągnięciem tego celu, co wiąże się z ryzykiem konieczności poniesienia kar. Ustawy o energetyce wiatrowej i OZE praktycznie zahamowały rozwój energetyki ze źródeł odnawialnych więc biopaliwa stałe, a więc przede wszystkim biomasa drzewna, pozostaną najważniejszym odnawialnym źródłem energii. Tymczasem resort środowiska przyznając Lasom Państwowym monopol na dostawy drewna energetycznego w rozporządzeniach skłania je do deprecjacji wyrąbywanego drewna, co spowoduje znaczne zwiększenie powierzchni wyrębów i zamianę lasów na tzw. plantacje drzewne.

MM

 

INTERIA.PL

Podziel się