6000 km z Maluchem

Wtorek, 25 lutego 2014 (14:30)

W "Motorze" nr 23 z 7 czerwca 1997 roku - wrażenia z jazdy Fiatem 126 elx na dystansie 6000 km.

Czy Maluch, najpopularniejszy pojazd w Polsce, może czymś jeszcze zaskoczyć? Nie zmieniły się w ciągu całego okresu jego produkcji założenia techniczne, nie zmieniły się też w zasadniczy sposób parametry. Mimo to jest nadal kupowany, choć wydawałoby się, że dziś, przy tak bogatej ofercie aut nowych i używanych, drastycznie spadnie popyt na niego.

Tylko w pierwszym kwartale tego roku sprzedano blisko 14 tys. małych Fiatów, więcej niż Polonezów, a mniej tylko od Cinquecento. Jeśli dalej tak pójdzie, to do końca grudnia na drogach znów przybędzie ponad 50 tys. nowych Maluchów. Jest to poziom, na jakim sprzedaż utrzymuje się już od kilku lat.

Dla tych, którzy zastanawiają się nad zakupem tego właśnie autka, przeprowadziliśmy trwający 3 miesiące test Fiata 126 elx Maluch, w czasie którego przejechaliśmy nim ponad 6 tys. km.

Niemiłe miłego początku
Jak "maluchy" są wciąż popularne, dowiodła niemiła przygoda, jaka spotkała testowy samochód już na samym początku. W trzecim dniu po jego odebraniu usiłowali odjechać nim amatorzy cudzych aut. Próba nie powiodła się: złodziei zatrzymała blokada skrzyni biegów współpracująca z dybami na pedały i psami mieszkanki domu, na podwórku którego samochód nocą był zaparkowany. Pozostały tylko straty: urwana stacyjka, rozłupana osłona kolumny kierownicy, uszkodzone drzwi.

Kupując nowego Malucha należy więc od razu uwzględnić konieczność solidnego zabezpieczenia go przed kradzieżą. Warto także ubezpieczyć auto od takiej ewentualności, bo to jedyny pewny sposób uchronienia się przed stratami. Żadne zabezpieczenia nie dają bowiem absolutnej gwarancji, że samochód nie zostanie ukradziony - bo na każde jest jakiś sposób.

Trochę pachnie katalizatorem
Pierwsze wrażenie w nowym Maluchu, to wyraźnie niższy niż w wersji bez katalizatora poziom hałasu w czasie jazdy. To wprawdzie uboczny, ale dość istotny dla użytkowników auta skutek wprowadzenia dopalacza spalin.

Innym jego efektem, tym razem nieprzyjemnym, jest wyczuwalny od czasu do czasu w kabinie zapach siarkowodoru. Gaz ten powstaje w minimalnych ilościach w wyniku procesów zachodzących w katalizatorze. Takie zjawisko zdarza się także i w innych samochodach wyposażonych w dopalacz spalin. Nie jest to może miłe, ale też nie jest szkodliwe.

Poza tym wszystko jak w wersji el. Z wyjątkiem dodatkowej lampki i dźwiękowego sygnału przypominającego o zaciągniętym ssaniu oraz korka wlewu paliwa zamykanego już nie na kluczyk, lecz tylko na dźwigienkę. Od razu możemy polecić dokupienie korka takiego jak w Cinquecento. Zmodyfikowany jest też sam wlew - można wsunąć w niego tylko końcówkę dystrybutora benzyny bezołowiowej.

W porównaniu z Fiatem 126 el i wcześniejszymi, w "naszym" elx urządzenie rozruchowe można było wyłączyć dużo szybciej. Wystarczyło przejechać na ssaniu kilkaset metrów, by po odcięciu dopływu dodatkowego paliwa samochód nawet w zimne dni przyspieszał bez szarpnięć.

Jednak dość oszczędny
Od małego autka należy oczekiwać oszczędności. Na to najbardziej liczą nabywcy Maluchów. Zgodnie z danymi fabrycznymi minimalne zużycie paliwa przy stałej prędkości 70 km/h wynosi dla tego pojazdu 4,7 litra na 100 km. Przy prędkości 90 km/h osiąga ono już 6 l/100 km, a w mieście wielkość ta rośnie do 6,9 l (z marginesem odchyleń +/- 0,3 l).

W praktyce tylko raz osiągnęliśmy wyższą wartość (7,6 l/100 km), a mianowicie wtedy, gdy jeździliśmy Maluchem w sposób niemal sportowy, wykorzystując do maksimum możliwości silnika.

W normalnej eksploatacji, w której ok. 30% przebiegów przypadała na ruch typowo miejski, a reszta na poruszanie się po trasie, nasz Fiat 126 elx nie spalił nigdy więcej niż 6,3 l/100 km, a minimalne zużycie wyniosło 5,5 l/100 km. Średni wynik między tankowaniami wahał się w granicach 5,8-6 litrów na 100 km, a przeciętna z całego testu - 5,96 l/100 km - potwierdza, że przy normalnej jeździe zużycie paliwa mieści się w rozsądnych granicach.

Początkowo zaskakujące było, że wyższe zużycie odnotowywaliśmy na trasie niż przy spokojnej jeździe miejskiej (pod warunkiem, że nie staliśmy zbyt długo w korkach). To naturalne, skoro autko ma tylko 4 biegi do przodu. By podróżować z prędkością sięgającą 90 km/h trzeba mocno wciskać gaz, a to od razu daje o sobie znać.

Mocy nie brakuje
Zwykle zainstalowanie katalizatora powoduje spadek mocy silnika. W Maluchu, który nie dysponuje przecież jej nadmiarem, byłoby to zjawisko niepożądane. Pierwsze wrażenia potwierdziły jednak deklaracje fabryki, iż w parametrach samochodu nic się nie zmieniło, konieczne były jednak choć podstawowe pomiary wersji el i elx. Przeprowadziliśmy je na równym i prostym odcinku autostrady Katowice-Kraków.

Próba prędkości maksymalnej, która to wielkość zależy głównie od mocy silnika, wykazała minimalną przewagę wersji z katalizatorem. Elx dał się rozpędzić do prędkości, przy której wskazówka przekroczyła 120 km/h. W jeździe po równym odcinku wartość tę udało się utrzymać. El osiągał ok. 117 km/h. Nawet odliczając błąd wskazań, w obu przypadkach samochody okazały się nieco szybsze niż przewidują dane producenta (maksimum 105 km/h).

Pomiary przyspieszenia od 0 do 100 km/h nie wykazały różnic. Tu również, uwzględniając oczywiście błąd wskazań prędkościomierza, okazało się, że Maluchy były nieco żwawsze niż obiecuje fabryka (50 s):

W teście przyspieszenia od 60 do 100 km/h na 4. biegu nieco lepiej wypadł elx, co wskazywałoby, że dysponuje nieco lepszym momentem obrotowym, ponieważ katalizator "uspokaja" wydech spalin.

Różnice między samochodami okazały się więc minimalne. Zważywszy, że nieco lepiej wypadł elx, rzeczywiście nie ma podstaw, by obawiać się, że katalizator osłabił Malucha.

Trzeba częściej regulować
Po przebiegu 6 tys. km skontrolowaliśmy skład spalin. Niestety, nie spełniały już norm czystości: na biegu jałowym zawartość tlenku węgla wyniosła ok. 0,8% (dopuszczalna 0,5%), zaś węglowodorów sięgnęła 270 ppm (dopuszczalna 100 ppm). Po krótkiej regulacji ilość szkodliwych składników spadła odpowiednio do 0,3-0,5% i 80 ppm. Przy podwyższonych obrotach (2-3 tys. obr/min), wartości zanieczyszczeń nie przekroczyły dopuszczalnych norm: CO - 0,05-0,1% (dopuszczalne 0,3%), węglowodory - 40-50 ppm (dopuszczalne 100 ppm). Maluch zmieścił się zatem w obowiązujących przepisach.

Przypadek ten oznacza jednak, że w normalnej eksploatacji skład mieszanki może się zmieniać i katalizator nie daje sobie wówczas rady z przetworzeniem zanieczyszczeń. Warto zatem kontrolować czystość spalin częściej niż przy wyznaczonych przez producenta przeglądach (co 15 tys. km).

Nieuniknione drobne zgrzyty
Nie mogło obyć się bez pewnych usterek. Jeszcze przed pierwszym przeglądem gwarancyjnym luz przekładni kierowniczej powiększył się dość poważnie i trzeba go było wyregulować.

Pióra wycieraczek niemal natychmiast zaczęły skrzypieć po szybie w czasie pracy i zostawiać poszarpane ślady. Trudno też było wydobyć dźwięk z klaksonu. Normalne jego przyciśnięcie skutkowało najwyżej cherlawym pobrzękiwaniem. Z czasem zaczął funkcjonować normalnie - prawdopodobnie styk w kierownicy byt zatłuszczony.

Wyczuwalnie pulsował pedał hamulca. Serwis uznał jednak, że zjawisko to mieści się w granicach przyzwoitości i postanowił nie przetaczać bębnów.

Najbardziej denerwujący okazał się zepsuty od nowości brzęczyk, przypominający o włączonym ssaniu. Miast popiskiwać, po prostu świdrował ciągłym dźwiękiem. Na tym tle trzeszczący nieco fotel można uznać za rzecz zwyczajną.

Tuż przed zakończeniem testu pojawiły się problemy z "odskakiwaniem" rozrusznika. "Bendiks" pozostawał w zazębieniu z kołem zamachowym, choć kluczyk był zwolniony, a silnik już pracował. Usterka wymagała naprawy.

Aby "Maluch" był maluchem
Maluch pozostał oczywiście "maluchem": do podróży na dalszych trasach, choć radził sobie w nich dość dzielnie, niespecjalnie się nadaje. Natomiast w ruchu miejskim, a więc w warunkach, dla których został przecież zaprojektowany, nie trzeba się go wstydzić. W przyspieszaniu do 80 km/h, a więc do prędkości potrzebnej na ulicach, wcale nie wypada tak ospale, jak można by się tego spodziewać. Jako drugi samochód w domu, na dojazdy do pracy i zakupy, okazuje się zupełnie wystarczający.

Jacek Pieśniewski

150 tys. km Polskim Fiatem 126p - "Motor" z 1980 roku

25 lat Bisa - HISTORIA MODELU

Motor

Podziel się