(Nie)popularne auta elektryczne

Niedziela, 2 czerwca 2013 (19:00)

Kanclerz Niemiec Angela Merkel jest przekonana, że do 2020 roku po niemieckich drogach będzie się poruszać aż milion samochodów "z wtyczką". Europejscy klienci nie podzielają jednak jej optymizmu.

W ubiegłym roku Angela Merkel przypomniała o założeniach popularyzacji aut elektrycznych z 2010 roku. - Nasze plany są ambitne, ale mamy duże szanse na ich realizację - powiedziała podczas rządowej konferencji na temat przyszłości motoryzacji w Berlinie.

Samochody elektryczne z trudem znajdują jednak nabywców. Na początku br. na 43,4 mln zarejestrowanych w Niemczech aut tylko 7114 posiadało napęd elektryczny. Większy, choć nadal skromny udział w rynku mają hybrydy, których według statystyk było 72,1 tys.

Dlaczego nie?

Raport magazynu "Business Week" wskazuje, że klienci nie akceptują wysokiej różnicy w cenie samochodów elektrycznych względem tych z silnikami spalinowymi (średnio 10 tys. euro), na dodatek okupionej niewygodami w postaci długiego ładowania czy zbyt krótkiego zasięgu. Ponadto, na niemieckim rynku nie działa system dopłat, oferowanych m.in. przez rządy we Francji (gdzie powstają elektryczne modele Renault) i Wielkiej Brytanii (gdzie uruchomiono montaż Nissana Leafa). Jego uruchomienie jest kwestią dyskusyjną - statystyczny niemiecki podatnik nie chce "dorzucać się" do popularyzacji pojazdów, które podlegają zasadom rynkowym tak jak wszystkie inne produkty, nawet jeśli są one produkowane w rodzimych fabrykach.

Problemy z elektryfikacją dotykają również producentów. Niedawno Mercedes zawiesił sprzedaż elektrycznego Vito, a kilka tygodni temu zbankrutowała amerykańska spółka Coda, przerabiająca auta na prąd. W ubiegłą niedzielę wniosek o upadłość złożyła też firma Better Place, budująca stacje dzierżawy akumulatorów. Pionierski pomysł - do którego przyłączyło się Renault z modelem Fluence ZE - zamiast zakładanych 5 tys. użytkowników zdobył ich niespełna 1000.

Nie tylko Europa

Klienci w Japonii i USA również preferują - przynajmniej na razie - auta z tradycyjnymi silnikami. Prezydent Barack Obama chciał, by milionowy samochód "z wtyczką" znalazł nabywcę za oceanem już w 2016 roku. Jak na razie Amerykanom daleko jednak do tego celu - od kwietnia 1996 do końca 2012 zarejestrowano tam niespełna 40 tys. samochodów zasilanych prądem. Według badań firmy konsultingowej McKinsey, co trzeci z 28 tys. właścicieli aut elektrycznych z Kraju Kwitnącej Wiśni nie kupiłby po raz kolejny takiego pojazdu.

Producenci przyspieszają

Mimo to większość producentów nie poddaje się i planuje premiery nowych modeli z napędem elektrycznym. Tylko do końca przyszłego roku Volkswagen, BMW i Mercedes chcą ich zaprezentować aż 16.

Według firmy analitycznej Roland Berger, w 2016 roku fabryki na całym świecie opuści 1,1 mln aut elektrycznych. Najwięcej, bo 283 tys., powstanie w Japonii, 267 tys. wyprodukują Amerykanie, a 205 tys. - Niemcy.

Volkmar Denner z Boscha przewiduje, że do 2020 roku samochody "z wtyczką" będą miały około 300 km zasięgu - dwukrotnie więcej niż dzisiaj. Ich rozwój w dużej mierze zależy jednak od wsparcia klientów. Ci z uzasadnionych powodów wybierają dzisiaj auta z tradycyjnymi silnikami. Producenci zdają się to rozumieć. - Ludzie są gotowi sięgnąć głębiej do kieszeni (by kupić samochód elektryczny). Ale nie za głęboko - powiedział podczas konferencji Dieter Zetsche, szef koncernu Daimler, właściciela marki Mercedes.

A co Wy sądzicie o auta elektrycznych? Zapraszamy do udziału w ankiecie na głównej stronie Magazynauto.pl i komentowania artykułu.

msob

Samochody elektryczne wciąż sprzedają się poniżej oczekiwań - WIADOMOŚCI

magazynauto.pl

Podziel się