"Ruch oporu w Europie? Nie można go nawet porównać do Armii Krajowej"

Wtorek, 14 lutego (10:05)

14 lutego 1942 r. dokonano wyłącznie zmiany nazwy Związek Walki Zbrojnej na Armię Krajową, która pozostała tą samą podziemną armią, co wcześniej, tylko że ciągle rosnącą w siłę i coraz sprawniej działającą – mówi PAP historyk prof. Andrzej Krzysztof Kunert. Naukowiec dodał, że Polskie Państwo Podziemne nie miało precedensu w całej okupowanej Europie.

PAP: Dlaczego zapadła decyzja o zmianie nazwy Związku Walki Zbrojnej na Armia Krajowa?

Prof. Andrzej K. Kunert: W dostępnej nam, już dość bogatej, dokumentacji nie znajdujemy informacji na temat przyczyn przemianowania ZWZ na AK. Nie mamy natomiast wątpliwości co do powodu wcześniejszej zmiany nazwy Służby Zwycięstwu Polski na Związek Walki Zbrojnej.

Władze RP na uchodźstwie z gen. Władysławem Sikorskim na czele zamierzały zastąpić "sanacyjną" SZP - powołaną już 27 września 1939 r. - nową organizacją kierowaną z Paryża przez Komendę Główną ZWZ z gen. broni Kazimierzem Sosnkowskim na czele. Ale koncepcja kierowania organizacją konspiracyjną w okupowanej Polsce przez dowództwo w Paryżu okazała się nieskuteczna i w efekcie w czerwcu 1940 r. siedziba Komendy Głównej ZWZ została przeniesiona do Warszawy. Zakończyło się to jednak zmianą nazwy SZP na ZWZ.

W wypadku zmiany nazwy ZWZ na AK w lutym 1942 r. nie dysponujemy wiedzą, czy stały za tym jakieś inne poważne przesłanki merytoryczne, niż tylko przekonanie, że w obliczu ukształtowania się już wszystkich struktur centralnych i terenowych Polskiego Państwa Podziemnego, konieczne jest podkreślenie także w sferze nazewnictwa, iż "wojsko w konspiracji" jest legalną siłą zbrojną państwa. Pamiętajmy, że już we wrześniu 1941 r. na mocy specjalnego rozkazu Naczelnego Wodza gen. broni Władysława Sikorskiego konspiracyjny ZWZ został uznany za część składową Polskich Sił Zbrojnych. Komendanta Głównego ZWZ Sikorski podporządkował sobie bezpośrednio już dwa miesiące wcześniej. Być może zatem, w tak zmienionej rzeczywistości uznano, iż bardziej odpowiednią nazwą dla podziemnej armii będzie jednak nie "związek", lecz "armia" - Armia Krajowa.

Możemy zatem z pełnym przekonaniem uznać, że 14 lutego 1942 r. dokonano wyłącznie zmiany nazwy ZWZ na AK, która pozostała tą samą podziemną armią co wcześniej, tylko że ciągle rosnącą w siłę i coraz sprawniej działającą. Pamiętajmy zresztą o tym, że przez kolejne dwa lata Armia Krajowa nie ujawniała się i nie używała oficjalnie swojej nowej nazwy, zastępując ją kryptonimem PZP, stosowanym od kwietnia 1942 r. aż do maja 1944 r. Zaprzestano używania tego kryptonimu i formalnie ujawniono nazwę Armia Krajowa w związku z realizacją planu "Burza" i nadawaniem od kwietnia 1944 r. ujawniającym się oddziałom AK nazw dywizji i pułków Wojska Polskiego z 1939 r. Nie muszę chyba przypominać, że latem 1944 r. Armia Krajowa osiągała już liczebność 350 - 380 000 żołnierzy, stanowiąc tym samym najsilniejszą armię podziemną w okupowanej Europie.

PAP: Jakie więc znaczenie ma data 14 lutego 1942 r.?

Prof. Andrzej K. Kunert: Wedle mojej opinii dobrze byłoby podkreślać w edukacji historycznej, że chronologicznie pierwszym utworzonym pionem w strukturze Polskiego Państwa Podziemnego była Armia Krajowa, początkowo nazywana Służbą Zwycięstwu Polski. Mówiąc nieco kolokwialnie możemy stwierdzić, że 27 września przypadają jej urodziny, zaś 14 lutego - imieniny. Nie ulega żadnej wątpliwości i nie podlega dyskusji fakt, iż w całym okresie istnienia Armii Krajowej od 27 września 1939 r. do 19 stycznia 1945 r. była to armia Rzeczypospolitej Polskiej, uznawana za część regularnych Polskich Sił Zbrojnych.

PAP: Czy sojusznicy Polski zauważyli w jakiś sposób, że dokonała się ta zmiana?

Prof. Andrzej K. Kunert: Dla naszych aliantów najistotniejszy był fakt, że istnieje jeden okupowany kraj, w którym udało się wytworzyć konspiracyjne struktury państwowe. Przy całym szacunku dla ruchu oporu okupowanej Francji i innych krajów podbitych przez III Rzeszą i istniejących tam formacji partyzanckich, to jednak nie można ich porównywać ani do Polskiego Państwa Podziemnego, ani do Armii Krajowej. W Polsce nie istniała jakakolwiek, nawet zalążkowa, rodzima struktura na wzór rządów kolaboracyjnych. Polska państwowość zeszła do podziemia, dysponując poważną siłą militarną i dość dużym potencjałem wywiadowczym, który dla aliantów miał największą wartość, czego świadectwem jest podkreślanie znaczących osiągnięć wywiadowczych AK w oficjalnych wystąpieniach aliantów do władz RP na uchodźstwie.

Bardzo wyraźnym wyrazem najwyższego uznania dla polskiej armii podziemnej - części Polskich Sił Zbrojnych - i jednocześnie decyzją wielkiej wagi dla losów zwłaszcza żołnierzy Powstania Warszawskiego stało się bezprecedensowe przyznanie praw kombatanckich żołnierzom AK na mocy jednobrzmiących deklaracji rządów Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych ogłoszonych 29 sierpnia 1944 r. Równie bezprecedensowe stało się przyjęcie tej deklaracji do wiadomości przez władze III Rzeszy i w efekcie wzięcie do niewoli, a nie wysłanie do obozów koncentracyjnych, przeszło 15 000 żołnierzy AK - uczestników Powstania Warszawskiego, w tym również pewnej liczby żołnierzy innych formacji, którym wystawiono legitymacje AK.

PAP: Czy wcześniejsze wydanie takiej deklaracji uchroniłoby większą liczbę żołnierzy Armii Krajowej?

Prof. Andrzej K. Kunert: Trudno powiedzieć jakie konsekwencje miałoby ukazanie się tej deklaracji na przykład już w dniu wybuchu Powstania Warszawskiego. Nie należę do historyków zajmujących się historią alternatywną. Jest jednak ogromna różnica pomiędzy dniem wybuchu Powstania Warszawskiego 1 sierpnia 1944 r., a końcem tego miesiąca. Należy wziąć pod uwagę, że 29 sierpnia Niemcy wiedzieli, że mają do czynienia z powstaniem o wielkiej skali, obejmującego znaczną część wielkiego miasta, i o wielkiej zaciętości walk, do których stopniowo weszło około 45 000 żołnierzy Armii Krajowej i organizacji taktycznie podporządkowanych AK. A zatem 1 sierpnia omawiana deklaracja aliancka mogłaby nie przynieść spodziewanego efektu.

PAP: Rok 1942 to okres, w którym alianci naciskają na rząd RP na uchodźstwie, a przez niego na Armię Krajową, aby zintensyfikowane zostały działania dywersyjne wymierzone między innymi w transporty niemieckie podążające na front wschodni. Jak na te sugestie zareagowało dowództwo Armii Krajowej?

Prof. Andrzej K. Kunert: Uderzenie Niemców na zaprzyjaźniony Związek Sowiecki w czerwcu 1941 r. miało przełomowe znaczenie dla dalszego przebiegu II wojny światowej. Związek Sowiecki przystąpił do koalicji, w Europie powstał drugi front, a wschodnie ziemie Rzeczpospolitej Polskiej zagrabione w 1939 r. przez Związek Sowiecki, stały się strefą działań wojennych i stanowiąc bezpośrednie zaplecze przesuwającej się szybko linii frontu.

Zatem dla naszych zachodnich aliantów wielkiego znaczenia nabierały dane wywiadowcze, których mógł dostarczyć ZWZ-AK, a także akcje dywersyjne ZWZ-AK wymierzone w niemieckie linie kolejowe z zaopatrzeniem dla wojsk niemieckich na froncie wschodnim. M.in. dla realizacji tego celu już we wrześniu 1941 r. w ramach ZWZ utworzono specjalną organizację pod nazwą "Wachlarz".

Brytyjczycy pilnie strzegą dokumentacji swojego wywiadu, ale wiemy, że do Sztabu Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych przekazywali kilkakrotnie pochwalne opinie na temat jakości przekazywanych im meldunków wywiadu ZWZ-AK. Trudno jednak powiedzieć, na ile wykorzystanie tych informacji przyniosło wymierne efekty. Wiemy natomiast, iż skutki polskich akcji dywersyjnych wymierzonych w transporty niemieckie podążające na front wschodni były dla Niemców bardzo bolesne. Np. w 1941 r. zniszczono lub uszkodzono przeszło 5 500, a w 1942 r. niemal 7 000 parowozów.

PAP: W momencie przemianowania ZWZ na AK w Generalnym Gubernatorstwie był już obecny jej kolejny przeciwnik, czyli stworzona na polecenie Sowietów Polska Partia Robotnicza. Czy wiemy, jaką wiedzą dysponował wywiad AK na temat tej sowieckiej agentury?

Prof. Andrzej K. Kunert: To trudny problem badawczy. Wszystko to, co wiązało się ze zbieraniem informacji przez komórki kontrwywiadu zarówno AK, jak i Delegatury Rządu RP na Kraj na temat aktywności komunistycznej w okupowanej Polsce, było po wojnie obiektem intensywnych działań władz bezpieczeństwa Polski ludowej. Ścigano osoby, których zadaniem było zbieranie takich danych, a duża część tych, których udało się zidentyfikować i ująć, została skazana na karę śmierci przez komunistyczne władze. Poza wymuszonymi w wyniku tortur zeznaniami, często zresztą później odwoływanymi, nie zdołano jednak znaleźć żadnych dowodów potwierdzających koronną tezę propagandowo-polityczną o fizycznym zwalczaniu komunistów przez "reakcyjne podziemie londyńskie".

Mimo ogromnej literatury na temat Polskiej Partii Robotniczej wytworzonej w okresie PRL, daleka jeszcze przed nami droga do pełnego zbadania i rzetelnego opisania zarówno ich struktur organizacyjnych, personaliów, jak również zasięgu i efektów działalności. Zresztą podobnym wyzwaniem dla polskich historyków jest wyczerpujące opracowanie stanu ówczesnej wiedzy różnych struktur Polskiego Państwa Podziemnego na temat komunistycznej konspiracji.

Warto na marginesie dodać, iż mimo intensywnych starań, władze bezpieczeństwa Polski ludowej nie zdołały zidentyfikować kierownika referatu "999" (antykomunistycznego) Wydziału Bezpieczeństwa i Kontrwywiadu Oddziału II Informacyjno-Wywiadowczego Komendy Głównej Armii Krajowej, używającego pseudonimu "Korweta". Był nim prof. Stanisław Ostoja-Chrostowski, więziony przez władze bolszewickie w Rosji w latach 1918-1921 pod zarzutem działalności w Polskiej Organizacji Wojskowej i współpracy z polskim wywiadem, co w Polsce ludowej udało mu się ukryć. Po powrocie do kraju w ramach wymiany więźniów ukończył studia w Akademii Sztuk Pięknych i został następnie kierownikiem katedry grafiki artystycznej na tej uczelni, uważanym za najwybitniejszego polskiego drzeworytnika.

W kilku encyklopediach opublikowanych w okresie PRL znalazła się reprodukcja jego najbardziej znanego dzieła - drzeworytu "Korweta", wykonanego do dyplomu komandora Yacht-Clubu dla marsz. Edwarda Śmigłego-Rydza i uhonorowanego medalem na Igrzyskach Olimpijskich w Berlinie (1936). Oczywiście w biogramie jej autora nie pojawiła się informacja, iż pseudonimu "Korweta" to później jego pseudonim w kontrwywiadzie Armii Krajowej, a często także kryptonim kierowanego tam przezeń referatu antykomunistycznego.

Po wojnie zdążył jeszcze przed śmiercią (1947) być komisarycznym rektorem Akademii Sztuk Pięknych, następnie wybranym rektorem tej uczelni, a także członkiem Rady Naczelnej Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej (!) i organizatorem pierwszej po wojnie Wystawy Polskiej Grafiki Współczesnej w Moskwie. Został pochowany w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie i pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Dopiero rok później władze bezpieczeństwa uzyskały informację, iż to prof. Stanisław Ostoja-Chrostowski krył się pod pseudonimem "Korweta".

Rozmawiał Michał Szukała 

PAP

Podziel się