"Amerykański wkład w odrodzenie Polski"

Poniedziałek, 8 stycznia (11:51)

100 lat temu, 8 stycznia 1918 r., prezydent USA Woodrow Wilson w orędziu do Kongresu przedstawił program pokojowy, znany jako 14 punktów Wilsona. "13" dotyczył kwestii powstania niepodległej Polski. "To najbardziej zapamiętaliśmy jako wkład Wilsona w odrodzenie Polski" - mówi PAP prof. Wojciech Roszkowski z PAN.

PAP: Co zadecydowało o złożeniu przez prezydenta Woodrowa Wilsona deklaracji w kwestii państwa polskiego? Czy wymusiła to na nim zmieniająca się sytuacja polityczno-militarna w Europie?

Prof. Wojciech Roszkowski: Woodrow Wilson miał dużą swobodę. Stany Zjednoczone były oddalone od konfliktów europejskich. Wilson miał pewną ideę samostanowienia narodów, ułożenia stosunków europejskich na trochę innych zasadach niż dotąd.

- W kwietniu 1917 r. Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny po stronie Ententy. Wkrótce potem żołnierze amerykańscy weszli do działań wojennych. Właściwie udział Amerykanów przesądził o zwycięstwie państw Ententy na froncie zachodnim. Wilson miał bardzo poważne argumenty - siła, wojsko. Ale miał również i tę ideę.

- Czy Wilson musiał ogłaszać ten program? Myślę, że niekoniecznie. Był jednak w jakiejś mierze idealistą, człowiekiem z innego świata niż politycy mocarstw europejskich. Wilson program samostanowienia narodów zarysował w pierwszej swojej deklaracji ze stycznia 1917 r., a więc jeszcze zanim Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny. Tę ideę powtórzył w znanym przemówieniu ze stycznia 1918 r. Jest to słynna 14-punktowa mowa, w której punkt 13. dotyczył Polski. Właśnie to najbardziej zapamiętaliśmy jako wkład Wilsona w odrodzenie Polski, stąd jest m.in. plac Wilsona w Warszawie.

PAP: Na ile słynny 13. punkt powstał pod wpływem Ignacego Paderewskiego?

- Paderewski miał bardzo duży wpływ. Po pierwsze był bardzo popularnym artystą. Polska w Stanach Zjednoczonych kojarzyła się w tym momencie właściwie z dwoma sprawami - z Polonią, która zajmowała jednak miejsce na dole drabiny społecznej, ale była dosyć liczna, a z drugiej strony obok Modrzejewskiej znane było nazwisko Paderewskiego jako słynnego pianisty. Paderewski koncertował w Stanach Zjednoczonych, był tam bardzo popularny. Poznał niektóre wpływowe osoby, m.in. jednego z głównych doradców Wilsona - pułkownika Edwarda Mandella House’a.

- Najprawdopodobniej przez niego udało się Paderewskiemu zainteresować Wilsona konkretnie sprawą polską, która właśnie pojawia się w punkcie 13., chociaż sprawa polska pasowała również do ogólnej wizji Wilsona. Nie było to zatem wbrew jego idei - było to raczej jej uszczegółowienie. Słowo "Polska" rzeczywiście pada tam najprawdopodobniej dzięki Paderewskiemu i pułkownikowi House.

PAP: Wilson w przemówieniu powiedział, że niepodległe Państwo Polskie powinno objąć ziemie zamieszkałe przez ludność bezspornie polską. Co miał na myśli prezydent Stanów Zjednoczonych?

- W punkcie 13. Wilson faktycznie mówi o terenach zamieszkałych przez ludność bezsprzecznie polską. Myślę, że to był pewien ukłon w stronę mocarstw europejskich, ale również to pasowało do jego wizji samostanowienia narodów. Wilson jednak starał się zarysować tę powojenną mapę europejską w taki sposób, żeby unikać konfliktów etnicznych. Uważał, że państwa powinny powstawać na terenach zamieszkałych przez ludność tej samej etniczności.

- Dla Polski było to za mało, ponieważ polski program wschodni obejmował jednak ziemie mieszane etnicznie. Kresy Wschodnie były wielkim problemem etnicznym. Polacy byli tam reprezentowani przeciętnie przez 40 proc. ludności w dużych miastach, a większość stanowili w takich miastach jak Wilno czy Lwów. Ludność chłopska o etniczności litewskiej, białoruskiej czy ukraińskiej dominowała na wsi. W dużych miastach mieszkała również mniejszość żydowska.

- Etniczność Kresów Wschodnich była ogromnych problemem, jeśli patrzymy na program Wilsona z punktu widzenia jego zasady samostanowienia narodów. Dla Polski był to program bardzo pozytywny, ale z pewnymi zastrzeżeniami.

PAP: Jak deklaracja prezydenta Wilsona wpłynęła na powojenny kształt Europy?

- Deklaracja Wilsona odegrała sporą rolę, jeśli mówimy o pewnej idei, która przyświecała zwycięskiej Entencie.

- W sensie materialnym o wyniku wojny przesądzili oczywiście żołnierze i wojskowi Stanów Zjednoczonych. Natomiast ponieważ wkład wojskowy Ameryki był tak duży, to i głos Wilsona był ważny. Na konferencji paryskiej Wilson odgrywał kluczową rolę. Tam właściwie powstał dyrektoriat czterech głównych państw - Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja i Włochy, z czego właściwie te trzy pierwsze odgrywały główną rolę. To, co oni ustalili było właściwie przenoszone na salę obrad plenarnych i przechodziło bez większych problemów.

PAP: Na ile na odzyskanie niepodległości przez Polskę wpłynęły międzynarodowe deklaracje, a na ile wola samych Polaków?

- To, co głównie przesądziło o odrodzeniu Polski jest przedmiotem niekończących się sporów. Chyba nikt nie może zaprzeczyć, że były to dwa główne czynniki: ten zewnętrzny, czyli szczęśliwa koniunktura międzynarodowa oraz drugi, wewnętrzny, czyli sama wola Polaków, determinacja i ich ofiary na frontach I wojny światowej. Możemy się tylko spierać o proporcje - co przeważało, co było ważniejsze. Ten spór chyba nigdy się nie kończy.

- Ja uważam, że zadecydowało jedno i drugie, bo bez geopolitycznej koniunktury ten wysiłek i ofiary pewnie by spełzły na niczym. Z kolei koniunkturę trzeba wykorzystać, więc bez tego wysiłku Polska by się nie odrodziła, bo nie byłoby komu jej odradzać.

PAP: Jak dzisiaj historycy oceniają skuteczność deklaracji Wilsona?

- Dzisiaj historiografia na ogół bardzo wysoko ceni deklarację Wilsona. Jednak zawsze chyba powinniśmy ją zestawiać również z realnym wpływem Ameryki na wynik wojny. Same deklaracje nie tworzą rzeczywistości historycznej. Myślę, że jest ważne, aby mieć świadomość tego, że deklaracje i podpisane umowy mają znaczenie normatywne, ustalają jakiś porządek, ale ostatecznie ten porządek zależy od realiów i od tego, kto jest w stanie ten porządek narzucić i utrwalić.

Rozmawiała Anna Kruszyńska (PAP)

PAP

Podziel się