Wyrzucić stare diesle z miast? Eee, raczej nie...

Piątek, 24 lutego (12:12)

​Nareszcie jakaś dobra wiadomość dla właścicieli starych diesli! Wygląda na to, że w polskich miastach nie będzie stref z zakazem wjazdu dla samochodów, nie spełniających określonych norm czystości spalin. Projekt ustawy, dającej możliwość ustanawiania takich obszarów władzom miast liczących ponad 200 tys. mieszkańców, zgłosiła w Sejmie Nowoczesna, ale mający w parlamencie większość posłowie PiS i Kukiz'15 chcą jego odrzucenia.

Pomysłodawcom nowych przepisów przyświecał szczytny cel - chęć ograniczenia katastrofalnego zanieczyszczenia powietrza w naszym kraju. Dlaczego jednak  koncentrują swoją uwagę na zmotoryzowanych, skoro wiadomo, że głównym źródłem smogu jest tzw. niska emisja, czyli przestarzałe piece węglowe i spalany w nich najniższej jakości opał? Ano dlatego, że tak jest łatwiej i politycznie bezpieczniej. Żądanie wymiany "kopciuchów" i przejścia na bardziej ekologiczne sposoby ogrzewania, postulat wycofania z handlu tanich węglowych mułów i miałów, uznaje się u nas za uderzenie w najbiedniejsze warstwy ludności i zamach na polskie górnictwo. A to nie przysparza popularności w elektoracie.

W populistyczną nutę uderzają jednak również przeciwnicy wspomnianego projektu. Sylwester Chruszcz z Kukiz'15 argumentował (wszystkie cytaty za Polską Agencją Prasową), że propozycja Nowoczesnej "w drastyczny sposób ograniczy dostęp obywateli do centrum miast. Wskazał, że w Polsce ponad 70 proc. samochodów to pojazdy mające 10 i więcej lat. Wiele z nich (...) nie będzie mogło wjechać do takich stref, a obywateli na nowe nie stać." . Zdaniem posłów Kukiz'15 projekt jest zatem "antyspołeczny" i dlatego powinien zostać odrzucony.

Hm... Czy wyobrażacie sobie te tłumy właścicieli dwudziestoletnich audików i beemek czy piętnastoletnich wieśwagenów, które gromadzą się na granicach zakazanych obszarów i tęsknym wzrokiem patrzą na bogaczy, którzy niczym paniska jeżdżą swoimi drogimi furami po niedostępnych dla zwykłych śmiertelników ulicach? Zakaz wjazdu samochodów to nie koniec świata. Do urzędu, szkoły czy teatru, jak również do lombardu i sklepu z używaną odzieżą, można dostać się na wiele różnych sposobów, niekoniecznie siedząc za kierownicą własnego auta.       

Poseł Rafał Weber (PiS) ocenił, że "w projekcie nie zamieszczono stanowisk władz wszystkich miast, które mogłyby takie strefy ograniczonego ruchu wprowadzać." A to też zupełnie nowe, ciekawe podejście. Od kiedy to obecna władza chce pytać o zdanie samorządy? Poza tym możliwość nie oznacza przecież obowiązku i poszczególne miasta nie musiałyby korzystać z praw, które dawałaby im proponowana ustawa.

Nie często zgadzamy się z wiceministrem transportu Jerzym Szmitem, ale trudno nie przyznać mu racji, gdy krytykując projekt ustawy mówił, że jeśli zostałby on uchwalony, to "rady miast miałyby nieograniczoną dowolność w ustalaniu zasad, ponieważ nie określono np. zasięgu stref ograniczonego ruchu. Z projektu nie wynika też jasno, czy oznakowaniu (pod względem swojej emisyjności) musiałyby podlegać wszystkie samochody w kraju (...). [Nie wiadomo również] jakich konkretnie norm emisji spalin miałyby przestrzegać samochody, co mogłoby powodować, że w miastach obowiązywałyby niejednolite obostrzenia."

Są lepsze i gorsze argumenty przeciw projektowi Nowoczesnej jednak jego największą wadą wydaje się kompletna nieskuteczność proponowanych przepisów. Kto i w jaki sposób miałby egzekwować ich przestrzeganie? Czy czyniłby to z wystarczającą konsekwencją? Zresztą sami pomysłodawcy przewidują liczne wyjątki. Zakaz wjazdu nie dotyczyłby m.in. "pojazdów należących do mieszkańców strefy, pojazdów uprzywilejowanych, komunikacji publicznej, taksówek, pojazdów historycznych lub zabytkowych". A także zapewne samochodów dostawczych (w określonych godzinach), aut należących do osób niepełnosprawnych, radnych, ważnych urzędników, posłów, prawdopodobnie także tych z zagranicznymi rejestracjami (pojazdy turystów nie miałyby wszak stosownych oznaczeń, dotyczących ich zgodności z normami Euro) itd.

Możliwość wyznaczania w dużych miastach stref niedostępnych dla pojazdów nie spełniających określonych norm ekologicznych, miałaby zatem taki sam wpływ na poprawę czystości powietrza, jak dzisiejsze apele o rezygnację z używania prywatnych samochodów w okresie szczególnie dokuczliwego smogu czy przyznawanie właścicielom aut prawa do darmowych przejazdów w takie dni komunikacją publiczną. Czyli praktycznie żaden.  

(A)

poboczem.pl

Podziel się

~normalny -

Powiem krótko...to kpina i naciaganie ludzi. Miałem nissana primera z 1999r 2l td i podpieliśmy pod analizę spalin razem z dwuletnim golfem . Golf mimo że miał dopiero 2 lata wyszedł duuużo gorzej. Tak więc nie mówcie tu o wieku auta bo to nie o to chodzi...krętactwo i tyle. Cała ekologia to zarabianie kasy

~Max -

W SZWAJCARII JEST NORMALNIE ! Każde auto raz na dwa lata przechodzi test spalin. Jak ma sprawny silnik , nowy katalizator to nawet jak ma 25 lat może sobie jeździć po centrum Genewy. Dziwne tylko ,że mimo braku przymusu większość ludzi w Genewie i tak kupuje fabrycznie nowe Mercedesy , BMW itd. Ciekawe co ?

~zero.bog -

Średni wiek samochodu w Polsce to 15,5 roku. Z tego pewnie z połowa to Diesle. (druga połowa to gaz, ale te z kolei kopca na niebiesko palonym olejem). Gdyby taka regulacja weszła w życie w Polsce, to praktycznie 90% Polaków musiało by porzucić swoje samochody!! A - to klęska dla gospodarki!!!

~jaś -

zbieram podpisy pod listą poparcia o zakazie poruszania się autami prywatnymi i służbowymi po miastach w godzinach pracy oraz na dojazd oraz powrót z pracy dla wszystkich urzędników państwowych i samorządowych .... rower , spacer , trucht albo komunikacja miejska ... kara za nie przestrzeganie zakazu 10 tys pln za zdarzenie niech urzędnicy dadzą przykład to my ich utrzymujemy więc wymagajmy ..... zobaczycie korki z miast znikną momentalnie i powietrze się oczyści :) podpisujcie się sejm i senat na szyny i rowery

Piszesz jako Gość