Amerykańska policja zatrzymała polskiego dziennikarza...

Czwartek, 20 kwietnia (14:28)

Ciało wyciągnięte na masce samochodu... Kajdanki... I żadnych fałszywych ruchów, bo za chwilę możesz zostać podziurawiony kulami jak sito... Ci, którzy oglądają amerykańskie filmy akcji, wiedzą, że z tamtejszą policją nie ma żartów. A jak wygląda rzeczywistość? Przekonał się o tym na własnej skórze nasz kolega z branży, dziennikarz motoryzacyjny Maciej Pertyński, przebywający aktualnie w Stanach Zjednoczonych, konkretnie w Teksasie znanym z ogromnych przestrzeni, długich, prostych dróg i powszechnej obecności broni palnej.

A oto jego relacja:

"Wczoraj wykonywałem trasę Kią Sportage z Denton pod Dallas do Boerne pod San Antonio daleko na południu (razem w obie strony prawie równe 1000 km). Jechałem cały czas na tempomacie, ustawionym na 2-3 mile powyżej limitu, by prędkość rzeczywista była jak najbliżej wymaganej - zostałem dokładnie poinstruowany przed przyjazdem do Teksasu, że tu nie ma żartów. Zresztą dużo przy okazji zwiedzałem, więc nie było sensu się wychylać. 

W drodze powrotnej, już w szarówce po zachodzie słońca, zostałem "zdjęty" z autostrady przez State Troopera po tym, jak nie mogąc namówić jadącego uparcie lewym pasem na pustej drodze gościa w Silverado, który w dodatku przy ograniczeniu do 70 mil jechał nieco ponad 50, rozeźlony wyprzedziłem go z prawej (niedozwolone), wciskając gaz nieco za mocno. Policjant, który, jak się okazało, jechał 200 m za nami i wszystko obserwował, ściągnął nas obu na prawo, na żwirek na poboczu (swoją drogą, to jest fajne u nich z tym, że autostrady ani nie są ogrodzone, ani nie ma problemu z zatrzymywaniem się na poboczu). Najpierw podszedł do mnie - wykonałem całą wbitą w głowę sekwencję z zapalaniem światła w kabinie, otwieraniem obu przednich okien do 1/3 wysokości i spokojnym oczekiwaniem z dłońmi na kierownicy. Zajrzał do środka od prawej, pokiwał głową i powiedział, że mam czekać, najpierw załatwi tego drugiego. "Nie musi pan gasić silnika, ale proszę się nie ruszać". OK, w końcu to Teksas, tu każdy może mieć broń, wolno ją nosić w ukryciu, więc lepiej grzecznie...

Po mniej więcej 25 minutach wrócił do mnie, znów od prawej, od pobocza. "Ubezpieczenie auta i prawo jazdy proszę". Miałem już przygotowane, ale obejrzawszy prawo jazdy, poprosił jeszcze o paszport. Zgodnie z zaleceniami odpowiedziałem, że muszę sięgnąć do tyłu - plecaczek był na podłodze za przednim siedzeniem. "Go ahead" - odparł, ale cofnął się tak, by widzieć, co robię. Obejrzał dokumenty (auto z wypożyczalni), oddał wszystko poza paszportem i dopiero zaczął wykład: "Widzi pan, dał się pan sprowokować głupkowi. Ja jechałem za wami i już miałem go zdjąć, kiedy pan się wkurzył i wykonał dwie niedozwolone czynności - bo przecież w dodatku sporo pan przekroczył limit prędkości, jak go pan wyprzedzał. I teraz wiedząc, że to ten drugi jest grzesznikiem [oryginalne!!! - MP], muszę pana też ukarać. Daję panu oficjalne ostrzeżenie, bez kary finansowej, bo został pan sprowokowany, ale proszę pamiętać na przyszłość, że to nie oznacza przyzwolenia na łamanie prawa. Wpisuję panu tylko speeding, bez wyprzedzania z prawej, bo za dwa wykroczenia musiałby pan już dostać mandat, a speeding nie jest tak poważny, jak reckless driving, a tak się traktuje wyprzedzanie z prawej. Miłego wieczoru i proszę trzymać nerwy na wodzy."

Opowieść ta trafiła do serwisów społecznościowych. U kogoś wzbudziła jego  własne wspomnienia: "Ja dostałem w LAX mandat na 50 USD za parkowanie. Poszedłem oczywiście postarać się go anulować. Wszystko wypełniłem i powiedziałem, że ja z biednego kraju, Polski. W efekcie po 3 miesiącach przyszedł do domu double fine na 100 USD."

Ktoś przywołał incydent opisany przez innego dziennikarza, Bartosza Węglarczyka: "W USA spróbował jazdy buspasem, bo mu się spieszyło. Został zatrzymany i, jeśli pamiętam, przesiedział 90 minut po zatrzymaniu. Po tym czasie policjant podszedł jeszcze raz do niego i zapytał, czy nadal się spieszy. Powiedział, że nie i mógł jechać dalej. Świetna nauczka."

Byli też tacy, którzy zareagowali westchnieniem: "Jakby tak nasza policja taka była...". Spotykając się z różną odpowiedzią: "w Polsce podobne akcje miewają miejsce (sam tego doświadczyłem ). Wniosek - to nie kwestia kraju, lecz policjanta." Ale: "w Polsce nie ma mandatów za darmo, z pouczeniem. Wniosek - ustawodawca nie ufa ani zwykłemu obywatelowi (tylko kara go nauczy), ani policjantowi (jak będzie mógł pouczać, to weźmie w łapę)."

Cóż, jak to się mówi - podróże kształcą. I nie taki amerykański policjant straszny, jak go malują... w filmach.  

poboczem.pl

Podziel się

~dwulicus -

Proszę sobie raz na zawsze zapamiętać... Art.41 Kodeksu Wykroczeń - ZA KAŻDE WYKROCZENIE MOŻESZ ZOSTAĆ POUCZONY!!! Nawet za przekraczanie prędkości etc. i nie jest tutaj ważny taryfikator/sraryfikator czy też "bo ustawodawca tak nakazał". Ustawodawca wpisał również do KW art. 41 na podstawie którego każdy policjant może odstąpić od wypisania mandatu i poprzestać na upomnieniu uznając je za wystarczająco wychowawcze... tak jak wspomniana sytuacja z USA. Problem taki, że komendanci muszą mieć wykrywalność więc nakazuj a karać mandatami, wynagrodzenie policjantów uzależnione jest często od wskaźników gdzie jednym jest oczywiście ilość mandatów etc. Proszę więc pytać za każdym razem policjanta czemu ten nie chce skorzystać z przysługującego mu prawa do udzielenia Wam POUCZENIA skoro poczuwacie się do winy blablabla. Ciekawe jak policjant się będzie wykręcał od odpowiedzi. Pozdrawiam.

~Markrak -

W Kentucky wysiadl mi alternator i chcialem dojechac do hotelu bez swiatel. Cap zciaglal mnie na najblizszy parking i po sprawdzeniu ze nie jestem pijany i ze mowie prawde kazal zostawic auto i dal adres i tel do najblizszego warsztatu. W Krakowie na skutek fatalnego oznakowania wjechalem na dworzec PKS .Spokojnie objechalem dookola i przy wyjezdzie cham ochroniarz rzucil mi sie na maske i musialem zaplacic 80 zl mandat za pomylke ktora nikomu nie zagrazala.Nie pomogly zadne tlumaczenia - z chamem nie pogadasz

~vv -

"Wszystko wypełniłem i powiedziałem, że ja z biednego kraju, Polski". I właśnie taką nam robią koszerni opinię w świecie. Później się dziwimy, że traktują nas jak biedaków. Po powrocie do mojego kraju, życzliwi Polacy powinni ci sklepać maskę!!!

~dD -

No to teraz wiecie, dlaczego USA to kraj, który istnieje naprawdę, a nie teoretycznie. Tu nie chodzi ani o pouczenie, ani o sposób prowadzenia konwersacji przez Policjanta. Dostawałem mandaty, zawsze było miło i kulturalnie, a policjanci wyrozumiali, więc tutaj nie mamy czego się wstydzić. Co innego tutaj działa cuda - nieuchronność kary. Czy to będzie pouczenie, czy mandat - nie ma to znaczenia. Ważne, że za każdym razem zadziała PRAWO, jakie by ono nie było, gdziekolwiek i nikt go nie kwestionuje. Tak "wyprostowano" Nowy Jork, który chylił się ku upadkowi w wyniku przestępczości i zaniedbania, tak działa dobrze zorganizowany kraj, z "naoliwionymi" wszystkimi mechanizmami, gdzie każdy robi swoje na full, a nie na niby, od Nikosia Dyzmy współczesnej polityki zaczynając. Tak, mam na myśli Donka, sciecia od zapewniania ciepłej wody w kranie, który rządził na zasadzie "róbta co chceta", ja muszę poharatać w gałę! Ale jak nie potrafi się nic więcej, to się zapewnia ciepłą wodę w kranie i harata w gałę...

~Dziadek Heniek -

Zawróciłem na zwykły skrzyżowaniu (poczytajcie o zawracaniu na sygnalizacji S-3 co drugi warszawiak robi to źle), chyba z nieba spadł radiowóz, od razu propozycja 100zł (widełki 100-200, miłe panisko w radiowozie...) i pięć punkcików (moje pierwsze choć ja rocznik 1952), zaproponowałem, że może wystarczy pouczenie bo rzadko zawracam i nie znałem (nowych) przepisów co do tego manewru, smerfetka w radiowozie stwierdziła, że może trzeba mnie skierowaćna powtórny egzamin bo nie znam przepisów, policjant podtrzymał swoją propozycję co do kary. Przyjąłem.....

Piszesz jako Gość