Prowadzący po pijaku samochód, zapukał do domu policjanta...

Środa, 26 kwietnia (09:33)

Jak ktoś ma pecha, to na firmowym przyjęciu złośliwie skomentuje wygląd "podstarzałej, zdzirowatej blondynki", nie mając pojęcia, że to żona słuchającego tej opinii szefa. Albo, będąc ministrem spraw zagranicznych, pochwali się przed kamerami telewizji, że rozmawiał właśnie ze swoim odpowiednikiem z egzotycznego państwa, jak szybko ustalą wścibscy i bezczelni dziennikarze - nieistniejącego. Albo, prowadząc po pijaku samochód, zapuka do domu policjanta, by zapytać go o drogę.

To ostatnie przytrafiło się młodemu kierowcy z województwa zachodniopomorskiego. W niedzielny, kwietniowy wieczór jechał on swoim peugeotem krajową "trójką" na Dolnym Śląsku. Niestety, w pewnym momencie stracił orientację w terenie. Na szczęście przypomniał sobie ludową mądrość, wedle której kto pyta, nie błądzi. Zatrzymał się więc przed jedną z posesji, by zapytać o drogę.

I tu właśnie przejawia się jego wspomniany na wstępie pech, bowiem gospodarz obejścia okazał się policjantem.  Funkcjonariusz, jak czytamy w relacjonującym to zdarzenie oficjalnym komunikacie komendy powiatowej w Jaworze, "wychwycił dziwne zachowanie i bełkotliwą mowę kierowcy", a kiedy ten wysiadł z auta, "poczuł od niego silną woń alkoholu".

Dzielny policjant, choć był już po służbie, natychmiast podjął czynności służbowe. Wylegitymował się i zatrzymał gagatka, który, gdy uświadomił sobie z kim ma do czynienia, nie wiedzieć czemu nagle zrezygnował z zasięgania języka i usiłował natychmiast odjechać w siną dal.

Można by, cytując klasyka, westchnąć: "A to Polska właśnie..." i na tym tę opowieść zakończyć. Dla podtrzymania ducha pragniemy jednak zwrócić uwagę na kilka płynących z niej optymistycznych wniosków.

Otóż opisany wyżej incydent pokazuje, że młodzież owszem, mamy może trochę nieodpowiedzialną, ale niewątpliwie dzielną. W organizmie zatrzymanego 24-latka stwierdzono obecność prawie 3,2 promila alkoholu. W wielu krajach taki poziom upojenia uchodzi za śmiertelny. A nasz chłopak, proszę bardzo - nie dość, że żył, to jeszcze wybrał się w daleką podróż autem. I chociaż gubił się nieco w szczegółach, to jednak utrzymywał główny kierunek - najprawdopodobniej wiedział, w jakiej mniej więcej części ojczyzny aktualnie się znajduje.

Wbrew zarzutom stawianym przedstawicielom młodego pokolenia, nie jest gadżeciarzem - bardziej niż na GPS-ie polega na kontakcie z żywym człowiekiem. To jego przecież, a nie bezduszny system nawigacji satelitarnej, poprosił o bliższe zlokalizowanie w przestrzeni.

Przebieg zdarzeń w gminie Paszowice na DK nr 3 zadaje ponadto kłam rozpowszechnionemu w narodzie przekonaniu, że obojętnie, na trzeźwo czy pod wpływem, ale "gliniarza, również nieumundurowanego, da się wyczuć z daleka". Otóż kierowca peugeota najwyraźniej nie wyczuł, przeciwnie - sam został wyczuty. Z kolei funkcjonariusz z Jawora swoją postawą udowodnił, że na czujność policjanta można liczyć nawet wtedy, gdy jest on już po robocie, wypoczywając w domowych pieleszach.

Gwoli ścisłości dodajmy, że o dalszych losach jeżdżącego z ponad trzema promilami młodego kierowcy zdecyduje sąd. Grozi mu do dwóch lat więzienia, utrata prawa jazdy na 10 lat oraz wysoka grzywna. 

***

Zdjęcia,  filmy i inne teksty tego autora (Fiacika)  znajdziesz po kliknięciu w  jego awatara.

poboczem.pl

Podziel się

~kam -

Niech redaktor się trochę douczy. Żeby przyznawać nagrody Darwina trzeba najpierw wiedzieć komu się one należą. Są to nagrody przyznawane za najgłupszą śmierć. Nie wystarczy tylko głupota i pech.

Piszesz jako Gość