​Łosie i... kot na drodze. Rozpanoszyła się nam przyroda proszę państwa

Czwartek, 29 czerwca (00:25)

Zaistniała otóż proszę państwa mianowicie taka sytuacja, że bardzo rozpanoszyła się nam przyroda. Utrudnia rytmiczną pracę leśnikom, rolnikom, deweloperom, budującym osiedla mieszkaniowe i biurowce. Wchodzi w szkodę również nam, kierowcom. Przydrożne drzewa czyhają na rozbawioną młodzież, wracającą nad ranem z dyskotek. Dzika zwierzyna szwenda się po szosach, a i domowa nie zachowuje się lepiej.

Na szczęście obecna władza dostrzega problem i stara się mu przeciwdziałać. Niestety, nie wystarczająco stanowczo. Z florą jeszcze jakoś sobie radzimy, chociaż akcję masowej wycinki topól, grabów, osik tudzież wierzb płaczących (sadzonych przy drogach jeszcze za czasów PRL, a może nawet sanacji) i zastępowania drzewostanu ekranami akustycznymi, można byłoby wydatnie przyspieszyć.

Gorzej wygląda sprawa z fauną. I nie mamy tu bynajmniej na myśli owadów i ptaków, skądinąd paskudnie zanieczyszczających nadwozia samochodów, lecz zdecydowanie grubsze sztuki. Na przykład zwierzę łoś. Ani to za ładne, ani za mądre ani pożytku zwykłemu człowiekowi nie przynosi. Jedyne, co potrafi, to łazić po drogach i bez opamiętania się rozmnażać.

W 2001 r. w Polsce żyło około dwóch tysięcy łosi, obecnie - 28 tysięcy. Kiedy przyp..., uderzysz autem w takiego łosia, to zazwyczaj nie ma co zbierać. Nic dziwnego, że do Ministerstwa Środowiska zaczęły napływać sygnały od zaniepokojonego społeczeństwa, które domaga się zmiany aktualnej "strategii gospodarowania populacją łosia". Konkretnie chodzi o to, by znowu, jak przed laty, można było na te groźne monstra polować.

Wypowiadający się w imieniu resortu wiceminister Andrzej Konieczny powiedział, że żadne ostateczne decyzje nie zostały jeszcze podjęte, ale "nadszedł czas na podjęcie szerszej dyskusji na temat przyszłości populacji łosia w kraju"; że "przez pewne zaniedbania poprzedników [czyli koalicji PO-PSL - przyp. red.] doprowadziliśmy do "pewnego rodzaju aberracji w zakresie zarządzania" łosiami; że "władze publiczne zobowiązane są do tego, żeby zapewnić bezpieczeństwo"; że ochrona łosi w formie moratorium na ich odstrzał "została wypełniona", więc w zasadzie "można rozpocząć racjonalne użytkowanie łosia", czyli polowania.

Kiedy łoś zostanie ostatecznie zużytkowany, Ministerstwo Środowiska (z którego nazwy słusznie usunięto słowo "Ochrony") powinno jak najszybciej zabrać się za inne gatunki. Leśna zwierzyna w ogóle bowiem nie docenia, jak bardzo wykosztowaliśmy się na przerzucenie ponad drogami szybkiego ruchu przeznaczonych dla niej szerokich kładek, nagminnie też lekceważy zbudowane niemniejszym wysiłkiem wzdłuż autostrad kilometry płotów.

Nie pomagają pogadanki uświadamiające, dyscyplinujące rozmowy i upomnienia - jelenie, sarny i dziki wciąż powodują liczne wypadki. Jeże kaleczą opony. Gady i płazy niemiło mlaskają pod kołami. Najwyższy czas zająć się zatem racjonalnym zarządzaniem również wyżej wymienionymi populacjami. Najlepiej niech się wyniosą do Puszczy Białowieskiej... He, he, he...

Trudniejszym zadaniem, z powodu niezrozumiałych ludzkich sentymentów, wydaje się zapanowanie nad zwierzętami domowymi. Choć i tu widać postęp.

Przykładem nowego podejścia do zagadnienia jest postawa policji, która skierowała do sądu wniosek o ukaranie sołtysa jednej z miejscowości w gminie Górowo Iławieckie, któremu zarzuciła popełnienie czynu, podpadającego pod art. 77 kodeksu wykroczeń. Stanowi on, że "Kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze grzywny do 250 złotych lub karze nagany". Sołtys nomen omen Dzikowa jest podejrzany o brak wystarczającego nadzoru nad swoim kotem, który porusza się swobodnie po wsi, nie wyłączając dróg publicznych.

Oczywiście kot to nie łoś ani jeleń, ale zderzak może zarysować, a wyciąganie sierści z osłony chłodnicy też nie należy do najprzyjemniejszych czynności.

Wielu internautów, komentujących wspomniany incydent, bezlitośnie kpi z policji. "Ja się pytam, gdzie byli rodzice kota w tym czasie?"... "To Garfield istnieje! Tylko on mógł sobie spacerować po wsi i zadrzeć z policją"... Itd. itp.

Współtwórz razem z nami pierwszy serwis internetowy dokumentujący polską drogową paranoję. Byłeś świadkiem niecodziennego zdarzenia? Zamiast „prawie nówki” handlarz chciał Ci „wcisnąć” złom? Straciłeś dwa dni urlopu w wydziale komunikacji i odesłano Cię z kwitkiem? Napisz do nas! Nasz adres: poboczem@firma.interia.pl

Na szczęście są i tacy, nieliczni, którzy rozumieją powagę sytuacji. "Brawo dla policjantów. Najwyższy czas, aby ludzie, których psy czy koty chodzą luzem, brali za nie odpowiedzialność. Raz, że może im się krzywda stać, dwa stwarzają niebezpieczeństwo. Gdyby ten kot wbiegł pod samochód, powodując uszkodzenia samochodu lub nie daj Boże spowodował uszczerbek na zdrowiu pasażerów, każdy z wymienionych wyżej by płakał i szukał właściciela owego kota" - czytamy w jednym z komentarzy.

Rozprawa w sprawie niesubordynowanego kota ma się odbyć 18 lipca 2017 r. o godz. 13 w sali 3 sądu w Bartoszycach.  Będziemy trzymali kciuki za sędziów. Jeżeli okażą się wystarczająco pryncypialni i bezkompromisowi, wyznaczą linię dla całego polskiego orzecznictwa sądowego w podobnych przypadkach. 

(PEPSI)

Więcej tekstów (a także zdjęcia i filmy)  tego autora znajdziesz po kliknięciu w jego avatar.


Podziel się

~ech -

Teraz przydałoby się ukarać tych policjantów za marnowanie pieniędzy podatników na postępowanie sądowe w bzdurnej sprawie. Jest tyle poważnych przestępstw którymi mogliby się zająć, zamiast tego uganiają się za kotem.

~Zyzio -

Pod moim blokiem w środku miasta zagnieździła się rodzinka łasic . Znikły wszystkie szczury i myszy , karaluchy , mrówki faraona . Dosłownie jest czyściutko i tak pięknie w bloku jak nigdy dotąd nie było . A to za sprawą naszej dozorczyni która w zimie otwiera dwa okna od piwnic i łasice mają w piwnicy swoją norę . Co najśmieszniejsze są tam też koty ale w piwnicy nie wchodzą sobie w drogę .

Piszesz jako Gość