Ta sprawa wstrząsnęła opinią publiczną w Polsce. Sołtys od kota uniewinniony!

Poniedziałek, 21 sierpnia (08:56)

Stanisław Baran, sołtys Dzikowa Iławeckiego, wsi w województwie warmińsko-mazurskim uniewinniony! Jeszcze nie wiemy, czy czołowe agencje prasowe zdążyły przekazać tę elektryzującą wiadomość w świat, jeżeli jednak nie, to powinny jak najszybciej to uczynić. Ta sprawa wstrząsnęła bowiem opinią publiczną w Polsce, ale niewykluczone, że stanowiła precedens na skalę globalną. Zarówno przebieg procesu, jak i sam wyrok może na zawsze zapisać się w kronikach wymiaru sprawiedliwości i stać się przedmiotem rozważań na studiach prawniczych.

Przypomnijmy, że wspomniany wyżej samorządowiec został obwiniony o to, że "będąc właścicielem kota nie zachował zwykłych i nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia w ten sposób, że kot biegał luzem po drodze". Policja, która sformułowała powyższy zarzut, chciała za to wykroczenie ukarać sołtysa grzywną w wysokości 50 zł. Ten, w trakcie składania zeznań w komisariacie, nie zgodził się na przyjęcie mandatu, argumentując, że nie ma pewności czy rzeczony czworonóg rzeczywiście jest jego własnością. W tej sytuacji organa ścigania skierowały sprawę do sądu. Dziś znamy nieco więcej szczegółów na jej temat.

Okazuje się, że afera może mieć drugie dno. Należy go upatrywać w wydarzeniach sprzed kilku miesięcy. Na początku marca sołtys Baran zgłosił policji, że po wsi wałęsa się bez opieki pies jednej z mieszkanek. Ze względu na brak rekacji ze strony służb wkrótce ponowił zgłoszenie. Wtedy w jego obejściu pojawili się mundurowi. Zamiast wyjaśnić kwestię psa sąsiadki zaczęli jednak interesować się sołtysowym kotem Felkiem. Dopytywali, czy jest szczepiony, twierdzili również, że niespodziewanie przebiegł przed ich radiowozem, czym spowodował zagrożenie w ruchu drogowym.        

Tu nasuwa się pytanie, czy chodziło o przebiegnięcie drogi czy też o to, że kot był czarny, co, jak powszechnie wiadomo, przynosi pecha. Niestety, ze względu na brak danych na temat umaszczenia zwierzęcia, ta podstawowa wątpliwość pozostaje nierozstrzygnięta.

Przed Sądem Rejonowym w Bartoszycach odbyły się dwie rozprawy. Ostatecznie prowadząca sprawę sędzia Magdalena Wierzejska uniewinniła sołtysa. Jej zdaniem dziewięcioletni kot Felek faktycznie oddalał się samowolnie poza posesję właściciela, ale "zwierzę nie stwarzało choćby potencjalnego zagrożenia dla mieszkańców wsi i ich mienia. Dlatego - w ocenie sądu - nie można uznać zachowania właściciela za szkodliwe społecznie i "karygodne", a tym samym nie spełniało ono przesłanek popełnienia wykroczenia."

Wyrok nie jest jeszcze prawomocny. Kto wie, czy policja nie złoży od niego odwołania. W końcu chodzi o jej autorytet,  przez werdykt sądu niewątpliwie  podważony. A nawiasem mówiąc sprawa przebiegających przez drogę przed pojazdami kotów powinna wreszcie zostać prawnie uregulowana. W trosce zarówno o los samych zwierząt, jak i przede wszystkim o bezpieczeństwo kierowców. To kolejne pilne zadanie dla resortu Zbigniewa Ziobry.

poboczem.pl

Podziel się

~kocia służąca -

to ludzie mieszkają na posesjach kotów a nie koty na posesjach ludzi - to po pierwsze. po drugie policjanci stworzyli zagrożenie w ruchu drogowym dla kota - to po drugie. po trzecie Sołtys kota miał prawo nie wiedzieć gdzie jest jego pan, bo pan kot nie musi mu mówić dokąd się udaje. po czwarte - czy policjanci muszą być zawsze niepełnosprawni intelektualnie?

Piszesz jako Gość