Awantura w Krakowie. Poszło o... przejścia dla pieszych

Czwartek, 2 listopada (15:10)

​Czy wytyczenie nowego przejścia dla pieszych w zamieszkałym przez prawie milion ludzi mieście zasługuje na cokolwiek więcej, niż wzmianka w lokalnej, dzielnicowej gazetce? Odpowiedź na powyższe pytanie wydaje się oczywista, tymczasem dwie "zebry", które pojawiły się ostatnio na ulicach Krakowa, wywołały publiczną debatę o wręcz światopoglądowym zabarwieniu: sążniste artykuły, pryncypialne komentarze, ostre kłótnie w internecie...

Jak to zwykle bywa, punkt widzenia zależy od osobistej sytuacji patrzącego. Kierowcy narzekają, że pasy na moście Dębnickim i pl. Bohaterów Getta dodatkowo spowolnią i tak już utrudniony ruch w tych dwóch newralgicznych komunikacyjnie punktach miasta. Ostrzegają, że wyprowadzenie pieszych na powierzchnię z istniejących w pobliżu przejść podziemnych stwarza poważne zagrożenia. Narzekają, że będą musieli jeździć jeszcze ostrożniej niż dotychczas.

Frakcja niezmotoryzowanych twierdzi, że stworzenie nowych przejść to powrót do normalności (to na moście kiedyś istniało, ale zostało później zlikwidowane) w mieście, w którym, ich zdaniem, od lat niepodzielnie rządzą samochodziarze. Przechodnie, wypowiadający się w sondzie telewizyjnej, cieszyli się, że teraz nie będą już spychani do przejść podziemnych, z których korzystanie jest przecież tak uciążliwe. Schody w dół, potem ciemnawy, nie zawsze ładnie wyglądający i przyjemnie pachnący korytarz, schody w górę... Okropność.

Nie zamierzamy autorytatywnie rozstrzygać, kto ma w owym sporze frakcję. Pragniemy jedynie przypomnieć, że spośród 868 pieszych, którzy ponieśli w ubiegłym roku śmierć w wypadkach drogowych w Polsce, aż 250 zginęło na "zebrach". 4054 osoby zostały ranne. Za jedno z rozwiązań, które przyniosłyby  radykalną poprawę owych tragicznych statystyk uważa się konsekwentne oddzielanie ruchu pieszego od samochodowego, m.in. przez budowę przejść podziemnych i kładek nad drogami. Zniechęcanie pieszych do korzystania ze wspomnianych udogodnień przez tworzenie alternatywnych przejść naziemnych jest krokiem wstecz i działaniem na ich szkodę. Liczy się nie tylko bezpieczeństwo, lecz również wygoda? W takim razie pozwólmy piechurom, co zresztą już teraz często czynią, przekraczać jezdnię w dowolnych miejscach. Choćby na wielopasmowych drogach szybkiego ruchu. Po co wspinać się na zbudowaną obok sporym kosztem kładkę? Przecież to takie uciążliwe...

Piesi i rowerzyści to tzw. niechronieni uczestnicy ruchu drogowego. Z tego względu faktycznie zasługują na pewną szczególną troskę. Zastanawia jednak, skąd bierze się przeświadczenie o ich rzekomej moralnej wyższości nad zmotoryzowanymi mieszkańcami miast. Dawniej wynikało ono z podziału na biednych i bogatych. Dzisiaj, w czasach, gdy nadające się do użytku auto można kupić już za jedną średnią pensję, takie rozróżnienie nie ma sensu. W czym zatem lepsza jest matka pchająca wózek z dzieckiem od matki, która wiezie je w foteliku na tylnym siedzeniu samochodu? Niby dlaczego ci, którzy z jakichś przyczyn nie jeżdżą własnymi autami, mieliby stanowić szlachetniejszą, godniejszą szacunku część społeczeństwa? A takie przekonanie bije z licznych komentarzy, pisanych nie tylko przez internetowych hejterów, lecz i zawodowych dziennikarzy?

Kierowcy, wbrew rozpowszechnionej opinii, wcale nie mają łatwiejszego życia.

Kraków co i raz dotyka paraliż komunikacyjny. Jeden z takich dni, nazwany "czarnym wtorkiem", zaowocował nawet zwołaniem nadzwyczajnej sesji rady miasta, która rzecz jasna niczego nie załatwiła. Uliczne zatory mają jednak i dobrą stronę. Tkwiąc w nich, nie musimy martwić się, gdzie zaparkujemy. A miastu ubywa właśnie kilka tysięcy miejsc parkingowych. Wszystko przez wymóg, by stojące na chodnikach samochody pozostawiały piechurom co najmniej 1,5 - 2 metrów wolnej przestrzeni. Rozżaleni kierowcy publikują w sieci zdjęcia pustych trotuarów. Bez  wypędzonych z nich aut, ale także bez pieszych, którzy po prostu nie zwykli tamtędy chodzić.

Kraków dopiero teraz zabiera się energiczniej za budowę parkingów Park&Ride. Dojeżdżający do pracy zmotoryzowani przybysze z okolicznych miejscowości zaczęli tworzyć je na własną rękę wcześniej. Efekt? W dni powszednie ulice na granicach strefy płatnego parkowania, w pobliżu przystanków komunikacji publicznej, zapchane są pojazdami z obcymi rejestracjami, co budzi zrozumiałą irytację  mieszkańców, z utęsknieniem czekających na zapowiadany rozwój sieci kolei aglomeracyjnej. Czy przyniesie ona radykalną poprawę sytuacji? Jakoś w to wątpię...

Piszę te słowa w dżdżysty i chłodny jesienny dzień. Za chwilę wybieram się do centrum miasta. Na piechotę - za daleko. Przebijać się na rowerze przez smog i deszcz? Maszerować na oddalony o prawie kilometr przystanek MPK, czekać na notorycznie spóźniający się, zatłoczony autobus? Nie, jednak pojadę samochodem. Owszem, postoję w korku, ale przynajmniej będzie mi ciepło, posłucham muzyki... Wybór jest prosty.

Autorem tekstu jest czytelnik o pseudonimie CLACKSON. Jeżeli chcesz przeczytać więcej jego tekstów, kliknij w poniższy avatar.

Także i ty możesz podzielić się tutaj swoimi przemyśleniami.  Szczegóły TUTAJ.   

Podziel się

~towarzysz -

ZA ŁEPKA UCZYLI MNIE TAK..: zatrzymujesz sie przed przejściem, patrzysz w lewo, w prawo i jeszcze raz w lewo... jak NIC nie jedzie przechodzisz... a tera włażą na pasy na nic nie patrząc ze słuchawkami w brudnych uszach i telefonami w łapach...

~Marek -

No jednak autor prezentuje samochodziarski punkt widzenia. Przejście o którym mowa przywraca normalność. Bo czy normalne jest żeby pieszy musiał nadkładać kilkaset metrów żeby przejść na drugą stronę ulicy? Dlaczego rowerzysta czy pieszy jest lepszym użytkownikiem przestrzeni publicznej? Bo nie smrodzi, nie halasuje i zajmuje o wiele mniej miejsca. Miasta nie są z gumy i powinny dlatego stawiać na transport publiczny, rowerowy. Sam jestem kierowcą, ale naprawde przekonalem sie, ze czasem warto zmienic swoje przyzwyczajenia i niekoniecznie jechać samochodem . Wiem, to straszne poświęcenie - przejść na nogach 100 czy 200m do przystanku. Ale warto - to zmienia całkowicie perspektywę. Polecam autorowi. Wyjdzie na zdrowie.

~f -

Piesi, którzy przechodzą przez przejścia, powinni posiadać obowiązkowe OC skoro włączają się do ruchu. Myślę , że wtedy zaczęliby używać mózgu i oglądaliby się w lewo i prawo zanim wtargną na jezdnie tak jak uczą tego już w przedszkolach. Tylko proszę nie pisać , że pieszy przed przejściem ma pierwszeństwo, mówię o przypadkach w których piesi celowo przyśpieszają aby wtargnąć na jezdnie ,czyli 80 % przypadków.

~Obserwator -

Władze Krakowa wpadły na prosty sposób jak bez inwestowania zarabiać pieniądze.Zamiast budować parkingi jak w cywilizowanych miastach europy likwidują miejsca parkingowe.Na zasadzie znanej zabawy gdzie bierze się 10 uczestników i stawia 9 krzeseł na znak wszyscy siadają a osoba dla której brakło krzesła ponosi karę.W Krakowie na przykładowo 100 pojazdów pozostawia się 80 miejsc parkingowych,tym samym wymuszając na 20 kierowcach złamanie przepisów.potem wypuszcza się Straż Miejską i po 100zł od łepka.Czysty interes.

~zzz -

Bo to jest chore tj. przejścia w tych miejscach. Na moście Dębnickim było kiedyś i nie przez przypadek je usunieto. Teraz niestety robi sie wszystko by nas zniechecić do poruszania się autkami, może czas zacząć jeździć na wrotkach ;) Ps: Najpierw bnie urzędnicy zaczna poruszac sie komunikacją miejską - to może ludzie też zaczną.

Piszesz jako Gość