Nie wpuszczać do Krakowa aut z rejestracjami KMY, KWI, KMI, KCH, KOL itd.?

Piątek, 10 listopada (09:21)

Przeczytałem ostatnio kilka ciekawych publikacji, które dają sporo do myślenia na temat przyszłości motoryzacji, czy szerzej - transportu, zwłaszcza w dużych miastach...

Pierwszą z nich były komentarze pod moim tekstem  o dyskusji, którą wywołało wytyczenie przejść dla pieszych w bardzo ruchliwych i często zakorkowanych punktach Krakowa - na Moście Dębnickim i pl. Bohaterów Getta (tekst ten znajdziesz  TUTAJ). Przechodnie są zadowoleni, mówią, że jest to powrót do normalności i że wreszcie ktoś pomyślał o ich wygodzie. Kierowcy psioczą, traktują owe pasy jako wymierzoną przeciwko nim szykanę i przypominają, że w pobliżu znajdują się zbudowane kiedyś niemałym kosztem przejścia podziemne, znacznie bezpieczniejsze, bo nie kolidujące z ruchem drogowym.

Jeden z internautów skomentował ten spór tak: "Jestem krakowianinem, jestem kierowcą, płacę podatki w Krakowie, płacę OC, więc mam prawo wymagać od miasta, by nie utrudniało mi przemieszczania się moim samochodem po ulicach Krakowa." Idę o zakład, że podobnie myśli zdecydowana większość zmotoryzowanych Polaków. Z powodzeniem można byłoby zastąpić słowa, odnoszące się w powyższym komentarzu do Krakowa, nazwą innego dowolnego miasta w naszym kraju.   

Z opiniami kierowców koresponduje analiza pt. "Czy możliwe jest odkorkowanie Krakowa?", którą zamieścił na swojej stronie internetowej przewodniczący Rady m. Krakowa Bogusław Kośmider. Przytacza on kilka znamiennych danych...

Według oficjalnych statystyk Kraków liczy 760 tys. mieszkańców. Mają oni około 550 tys. samochodów. Do tego należałoby dodać 50-70 tys. pojazdów należących do studentów oraz 120-150 tys. aut, którymi codziennie przyjeżdżają spoza Krakowa osoby tu pracujące, uczące się lub załatwiające jakieś swoje sprawy. W sumie składa  się to na ogromną flotę 720-770 tys. samochodów.

Jeżeli przyjmiemy (to już moje własne obliczenia), że przeciętny samochód ma 4,2 metra długości, wówczas okaże się, że sznur obecnych w Krakowie aut, ustawionych zderzak w zderzak, ciągnąłby się przez co najmniej 3 000 km (trzy tysiące kilometrów!). Zgodnie z przepisami, przeznaczone dla samochodu osobowego miejsce postojowe musi mieć co najmniej 2,3 m szerokości i 5 m długości. A zatem dla pomieszczenia całej wspomnianej wyżej krakowskiej armady aut należałoby wybudować parking o powierzchni 8,3 - 8,6 km kw. (bez wewnętrznych dróg dojazdowych). 18 razy większy od krakowskich Błoń! A przecież w powyższych szacunkach nie uwzględniłem samochodów, którymi do miasta przyjeżdżają turyści, pojazdów dostawczych, ciężarówek, autobusów...

Kierowcy narzekają na coraz większe trudności ze znalezieniem miejsca do zaparkowania w centrum Krakowa. W strefie płatnego parkowania istnieje niewiele ponad 20 tys. miejsc postojowych, a sami tylko mieszkańcy tego obszaru mają zarejestrowanych 36 tys. aut (inna sprawa to wynikające stąd patologie - kilka czy nawet kilkanaście przyznawanych na jedno mieszkanie abonamentów, pozwalających stale i praktycznie za darmo parkować w strefie oraz handel tymi uprawnieniami).

Problemu nadmiaru aut, wbrew opinii zmotoryzowanych krakowian, nie rozwiąże zakaz wjazdu do miasta pojazdów z obcymi numerami rejestracyjnymi: KMY, KWI, KMI, KCH, KOL itd.

Po pierwsze, nie pozwala na to obowiązujące prawo. Po drugie, taki krok z pewnością spotkałby się z odwetem. Krakowian nie wpuszczano by samochodami do Myślenic czy Wieliczki, warszawiaków do Pruszkowa i Otwocka,  poznaniaków do Swarzędza i Wrześni itd. Mało ciekawa perspektywa.

Może zatem zatrzymać "obcych" na przedmieściach, budując parkingi P&R? To też jest, niestety, nierealne, bowiem, jak pisze Bogusław Kośmider, wymagałoby stworzenia na przedmieściach sieci 400-700 parkingów, każdego na 200-400 aut. Z ogromnymi trudnościami spotyka się budowa podziemnych lub wielopiętrowych  parkingów w samym mieście - jest bardzo kosztowna, budzi też z reguły ostre protesty okolicznych mieszkańców.

Dlatego, zdaniem przewodniczącego Rady m. Krakowa, receptą na korki jest zniechęcanie ludzi  do korzystania z prywatnych samochodów, na przykład przez rozszerzanie strefy płatnego parkowania, z jednoczesnym zachęcaniem do korzystania z transportu zbiorowego - przez unowocześnianie taboru, wytyczanie buspasów, tworzenie wydzielonych torowisk tramwajowych, pierwszeństwo dla komunikacji publicznej na skrzyżowaniach, w przyszłości budowę premetra i metra.

Cóż, wiem, że taka polityka nie może się podobać zmotoryzowanym i znajdą oni wiele argumentów "na nie", ale niestety liczby nie kłamią i zaklinanie rzeczywistości nic tutaj nie pomoże...

Jeszcze dalej w kreśleniu czarnych wizji, i to jest trzecia ze wspomnianych na wstępie publikacji, idzie Bob Lutz, były wiceprezes General Motors. Otóż wieszczy on rychły koniec motoryzacji w obecnej jej postaci. Jego zdaniem, w ciągu 15-20 lat ludzkość przesiądzie się z samochodów do "ustandaryzowanych pojazdów autonomicznych", czyli dostępnych na wezwanie, jak taksówki, i obywających się bez kierowców. Zniknie przemysł samochodowy, znikną dealerzy, warsztaty naprawiające auta, a nawet media, zajmujące się motoryzacją. Mimo wszystko mam nadzieję, że to czarne proroctwo się nie ziści. A przynajmniej nie za mojego życia...

CLACKSON

Autorem tekstu jest czytelnik o pseudonimie CLACKSON. Jeżeli chcesz przeczytać więcej jego tekstów, kliknij w poniższy avatar.

Także i ty możesz podzielić się tutaj swoimi przemyśleniami.  Szczegóły TUTAJ.   


                   

Podziel się

~innarejestr -

Najgorsi w Krakowie są taksówkarze - wydaje im się że pozjadali wszystkie rozumy, a tak naprawdę jeżdżą beznadziejnie, zwyczajnie jak na własnej wsi.

~Zofia -

Redakcjo! Proszę nie zamieszczać takich artykułów - to dyskryminacja i narażanie na niewybredne komentarze i podsycanie niezdrowej dyskusji, z której nic dobrego nie wyniknie. Myślę, ze ktoś powinien pomyśleć, zanim oficjalnie opublikuje taki artykuł, który powoduje obrażanie się wzajemne.

~all -

dajcie spokój autom na obcych numerach. W większości przyjeżdżają w grupach , po kilka osób w jednym aucie. To my krakusy wozimy się pojedynczo. Stado samochodów i w każdym jedna osoba. Pełno nowych biurowców , ale miejsca parkingowe tylko dla prezesów reszta parkuje przy hipermarketach. Do buraków nie dociera że jak nie masz miejsca postojowego to jedziesz do pracy autobusem , tak jest na całym świecie.

~QQQQC -

W KRAKOWIE JEST MODA WIEZIENIA DZIECKA DO SZKOŁY BO 500 METRÓW DLA DZIECKA TO JEST TRASA NIE OSIĄGALNA I NIE DO PRZEJŚCIA TAK JEST NA ZAWIŁEJ WIELOMA SZKOŁAMI NA WSI I MIASTACH / KR0000 I WIELE REJESTRACJI TO CHAMSTWO A NAJWIĘKSZE CHAMSTWO ,,, REJESTRACJE WW 0000 .

Piszesz jako Gość