PKE "w pełni popiera" ograniczenia ruchu samochodowego

Czwartek, 21 grudnia 2017 (09:11)

Działający od 37 lat Polski Klub Ekologiczny to organizacja wielce zasłużona. Przyczynił się niegdyś m.in. do zamknięcia mającej fatalny wpływ na środowisko naturalne i ludzkie zdrowie huty aluminium w podkrakowskiej Skawinie. Ostatnie jego działania budzą jednak moje poważne wątpliwości.

W połowie grudnia PKE skierował do prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego memoriał, w którym "w pełni popiera" dążenia władz miasta do ograniczenia ruchu samochodowego. Już w pierwszym akapicie czytamy też, że "Niezrozumiałym są protesty nielicznych grupek ludzi chorobliwie uzależnionych od samochodu (...) bo najważniejsze jest dobro większości mieszkańców."

W zdaniu tym, nie będę się tu pastwić się nad jego konstrukcją gramatyczną, wyraźnie pobrzmiewa język propagandy z czasów PRL, owo przeciwstawianie egoistycznej postawy "nielicznych grupek", zapewne "sterowanych przez wiadome siły i kręgi", interesom zdrowej większości społeczeństwa. Zastanawiam się także, jaka to jednostka chorobowa dotyczy "uzależnienia od samochodu"?

Ekolodzy z PKE piszą, że "wszelkie (...) demonstracje entuzjastów samochodu  domagających się od Władz Miasta zapewnienia miejsca do parkowania i wjeżdżania samochodem do wszystkich bez wyjątku obszarów z góry są skazane na niepowodzenie. (...) Ponadto protesty te są szkodliwie społecznie i jako takich nie powinno się ich tolerować."

Czy każdego, kto przemieszcza się po mieście autem, można objąć, sarkastycznym w tym kontekście, by nie rzec pogardliwym określeniem "entuzjasty samochodu"? Kto w demokratycznym państwie, którego ustrój zakłada swobodę wyrażania poglądów w granicach obowiązującego prawa, miałby oceniać społeczną "szkodliwość" takiego czy innego protestu? Co to znaczy, że nie powinno się tolerować demonstracji "entuzjastów samochodu"? Zakazywać ich? Rozpędzać siłami policji? Karać uczestników? Tego PKE w swoim memoriale nie precyzuje. Podkreśla za to, że "chęć i dążenie do luksusu musi ulec w konfrontacji z prawem większości (...) do lepszej jakości życia w Krakowie, życia w zdrowym środowisku."

Jak widać, dla Polskiego Klubu Ekologicznego samochód wciąż pozostaje przejawem luksusu, tak jak w latach osiemdziesiątych poprzedniego wieku, kiedy wspomniana organizacja powstawała. Otóż, szanowni Zieloni, warto wreszcie dostrzec, że czasy się zmieniły i dzisiaj prawdziwym luksusem jest możliwość obycia się bez własnego auta - ze względu na miejsce zamieszkania, bliskość miejsca pracy, sytuację rodzinną, zdrowie, pozwalające cały rok i przy każdej pogodzie jeździć rowerem itp.

Nadużyciem jest też przeciwstawianie samochodziarzy rzekomej niezmotoryzowanej większości. Gdy weźmiemy pod uwagę, jaki odsetek gospodarstw domowych w dużych miastach dysponuje obecnie własnym samochodem, okaże się, że to właśnie zmotoryzowani stanowią w Krakowie, Warszawie, Wrocławiu czy Łodzi zdecydowaną większość!

PKE chętnie sięga po sprawdzone, populistyczne chwyty, pochylając się z troską nad losem słabszych. Czytamy zatem, że "niepełnosprawni na wózkach i matki z wózkami dziecięcymi muszą wchodzić na jezdnie aby omijać samochody stojące nielegalnie na chodnikach"; że "samochody stanowią zagrożenie nr 1 z uwagi na emisję o dużym stężeniu zlokalizowaną na wysokości nosa małego dziecka." Szkopuł w tym, że dzisiaj większość dzieci siedzi wewnątrz auta, z nosem przyklejonym do bocznej szyby...        

Według PKE "Gmina nie ma prawnego obowiązku zapewnienia każdemu miejsca do parkowania. To właściciel samochodu powinien wykazać gminie, że dysponuje miejscem do zaparkowania swego samochodu." Ekolodzy domagają się, by miasto podjęło "politykę parkingową limitującą ilość samochodów parkujących w zależności od miejsca lokalizacji. To limitowanie szczególnie powinno objąć każdy budynek w centrum miasta.

Ponadto należy zaprzestać rejestrowania drugich i kolejnych samochodów w gospodarstwach domowych. Opłaty za wjazd do miasta a szczególnie do obszarów z deficytem miejsc parkingowych mogą być dodatkowymi instrumentami w polityce parkingowej." A co, jeżeli przepisy na to obecnie nie pozwalają? Nic nie szkodzi, bowiem "czas najwyższy aby władze miasta zażądały od swoich posłów wprowadzenia takiego prawa!!!" Tu pojawia się postulat, któremu zaliczani do "entuzjastów samochodu" mieszkańcy Krakowa, ale i innych aglomeracji, zapewne by przyklasnęli. Chodzi mianowicie o "limitowanie ilości" wjeżdżających do miasta obcych aut, głównie pojazdów należących do studentów.   

PKE wzywa władze miasta, by nie ulegały "hałaśliwym grupkom" (aha, zatem są one już nie tylko "nieliczne", ale i "hałaśliwe"). Przeciwnie - należy kontynuować obecne działania o owe grupki "zaprosić na warsztaty edukacyjne pokazujące jak wielkie problemy generują samochody dla zdrowia i życia mieszkańców."

Dzielenie mieszkańców na gorszych, zmotoryzowanych i lepszych, pieszych, rowerzystów, osoby korzystające ze zbiorkomu, czyli komunikacji publicznej. Piętnowanie "hałaśliwych grupek". Wezwania do "nietolerowania" ich działań i reedukację. Wprowadzanie opłat, limitów, zakazów. Pochwały dla władz wraz z apelowaniem o "dalsze kompleksowe uspokojenie ruchu i maksymalne ograniczenie przestrzeni dla samochodów". Ciekawe, czy dzisiaj Polski Klub Ekologiczny może liczyć na takie poparcie i sympatię, jakim cieszył się w ostatniej dekadzie PRL...

Autorem tekstu jest czytelnik o pseudonimie CLACKSON. Jeżeli chcesz przeczytać więcej jego tekstów, kliknij w poniższy avatar.

Także i ty możesz podzielić się tutaj swoimi przemyśleniami.  Szczegóły TUTAJ.   





Podziel się

Piszesz jako Gość