Ten kierowca celowo nie przepuszcza pieszych na przejściach

Czwartek, 18 stycznia (10:36)

Im bardziej cywilizowany kraj, tym większe prawa pieszych na drogach. I to się mniej więcej sprawdza. Czy owe przywileje przekładają się jednak na wzrost bezpieczeństwa? Otóż nie zawsze.

W Europie Zachodniej kierowcy zwalniają lub zatrzymują się już na sam widok przechodnia, zbliżającego się do przejścia dla pieszych. I nie uważają swojego zachowania za akt wielkopańskiej łaski, nikt im również za taki gest nie dziękuje skinieniem głowy czy pełnym wdzięczności uśmiechem.

Z czego wynikają podobne obyczaje? Z ogólnie wysokiej kultury, długich tradycji motoryzacyjnych, słonych kar za wykroczenia, rozwiniętej infrastruktury drogowo-chodnikowej, ale także z niewielkiego, poza śródmiejskimi deptakami, strefami handlu i rozrywki, ruchu pieszych. W Szwajcarii, Niemczech, Austrii czy Norwegii trudno natknąć się na piechurów maszerujących nieoświetlonym poboczem jezdni czy podchmielonych desperatów-autostopowiczów, wyskakujących na środek szosy w celu złapania tzw. okazji.

W wielu krajach Azji, Afryki, Ameryki Środkowej i Południowej na drogach niepodzielnie rządzą zmotoryzowani, wychodzący z popularnego również w dorzeczu Wisły założenia, że jezdnia, jak sama nazwa wskazuje, służy do jeżdżenia, a nie chodzenia. Kierowcy bezwzględnie spędzają klaksonami przechodniów z teoretycznie przeznaczonych dla nich przejść, nie przejmują się sygnalizacją świetlną, a często również obecnością policjanta, kompletnie obojętnego na takie występki.

Pieszy, zamierzający przemknąć na drugą stronę ulicy wie, że aby przeżyć, musi być nadzwyczaj czujny. Nie ma mowy o pogawędkach z innymi przemykającymi, o leniwym spacerowaniu przed frontem pojazdów, o przeglądaniu wiadomości na smartfonie, izolowaniu się od świata zewnętrznego muzyką płynącą ze słuchawek, o stosowaniu "strategii kury", czyli przebieganiu przez jezdnię z głową wtuloną w ramiona, bez rozglądania się na boki i z nadzieją, że może jakoś się uda. Takie pospolite u nas zwyczaje w tamtych warunkach byłyby równoznaczne z samobójstwem. Wypadki? Oczywiście się zdarzają, ale jest ich o wiele mniej, niż wynikałoby to z obserwacji miejscowych realiów.

Polska leży gdzieś pomiędzy Europą a Azją. Mieszanka w pełni już  europejskich przepisów z wciąż "azjatyckimi"  nawykami licznych uczestników ruchu przynosi tragiczne rezultaty. Piesi rokrocznie stanowią jedną trzecią wszystkich ofiar śmiertelnych wypadków na naszych drogach. Jednak poszkodowane w takich zdarzeniach są zawsze obie strony. Również kierowcy. I nie chodzi tu tylko o odpowiedzialność prawną. To ich, niejednokrotnie do końca życia, gnębią wyrzuty sumienia, to na nich spada odium sprawców ludzkiego nieszczęścia.

Późnym wieczorem samochód, prowadzony przez dwudziestoparoletniego kierowcę zabija na jezdni dwie kobiety. Pod informacją na ten temat natychmiast pojawiają się komentarze, których autorzy bez chwili wahania ferują najsurowsze wyroki, żądając najwyższego wymiaru kary dla młodego "zwyrodnialca", "bandyty", "chwasta".

 Później okazuje się, że niewiasty przechodziły przez drogę w niedozwolonym miejscu, tuż za zakrętem. Chłopak nie musiał spodziewać się ich w takim miejscu, nie mógł dostrzec w ciemnościach ubranych na czarno postaci i, chociaż jechał z dozwoloną prędkością, nie miał szans na odpowiednią reakcję.

Odpowiedzialność za wiele nieszczęść ponoszą ich ofiary. Co rzecz jasna nie znaczy, że kierowcy są niewiniątkami.

- Wiem, że powinienem przepuścić pieszego, czekającego przed "zebrą", jednak na ulicach dwujezdniowych celowo nigdy tego nie robię - mówi jeden ze znajomych. - Boję się, że ktoś mnie w ostatniej chwili zechce ominąć albo sąsiednim pasem będzie pędził jakiś idiota i pieszy, którego swoim zachowaniem niejako zaproszę na przejście, zginie pod jego kołami.

Lista grzechów popełnianych przez pieszych jest długa, o niektórych wspomnieliśmy już powyżej, ale do bodaj najgorszych należy grzech słabej pamięci. Pamięci, bowiem trudno uwierzyć, że tzw. niechronieni uczestnicy ruchu drogowego nie znają podstawowych prawd i zasad w tym ruchu obowiązujących. Oni po prostu o nich nie pamiętają.

Zapominają o prawach fizyki, które powodują, że żaden samochód nie zatrzyma się w miejscu natychmiast po rozpoczęciu hamowania. Zapominają, że to, iż oni widzą wieczorem światła nadjeżdżającego pojazdu, wcale nie znaczy, że są widziani przez jego kierowcę. Zapominają, że noszenie odblasków to nie fanaberia, lecz prawny obowiązek i przejaw instynktu samozachowawczego. Zapominają, że przejścia dla pieszych nie są tunelami w czasoprzestrzeni, ale znajdują się na jezdniach, po których jeżdżą samochody  Zapominają, że przepisy przepisami, ale pieszy, nawet na przeznaczonym dla niego i specjalnie oznakowanym miejscu, nie jest świętą krową. Musi zachowywać przytomność umysłu i mieć oczy dookoła głowy.

Zapominają wreszcie o najważniejszym: co z tego, że racja będzie po ich stronie. Na cmentarzach spoczywa wielu kierowców, którzy mieli pierwszeństwo przejazdu. Nie brakuje tam także nieszczęśników, którzy poczuli się zbyt pewnie na przejściach dla pieszych.

poboczem.pl

Podziel się

~jaaa_bla -

"Im bardziej CYWILIZOWANY kraj - tym większe prawa dla pieszych" ???? Serio ? Byłeś Pan w Singapurze ? Byłeś Pan w Stanach... TAM się nie cackają - jestem na drodze, mam prawo jechać. Potrącę Cie - TWOJA wina (pieszego). Ulica jest DLA SAMOCHODÓW ! A Pieszy jest tam tylko GOŚCIEM! To niech PIESZY pilnuje swojego życia a nie kierowca samochodu ma go z tego wyręczyć. Bez sensu pisanie pismaka... Gdyby ludziom uświadomili że MAJĄ PILNOWAĆ SWOJEGO ŻYCIA i że samochód ma ZAWSZE pierwszeństwo, wtedy ludzie by nie gineli na drodze. Ja jak POTRĄCE/Zginie pieszy przeze mnie ... auto wyklepie, odsiedze 5 lat.. i żyję dalej. KOMU BARDZIEJ ZALEŻY NA TYM ABY NIE ZGINĄĆ?

~Wojciech z Łodzi -

Prawo w PL jest takie , że pieszy będący na przejściu ma pierwszeństwo a oczekujący przy przejściu już nie! Pieszy powinien znać tą zasadę i nie wkraczać bezpośrednio przed jadący pojazd bo tego też nie wolno. Duża część pieszych nie wie kiedy i co im wolno a czego nie. Potem są zdziwieni albo dochodzi do tragedii. Kierowcy też dokładają do tego swoją cegiełkę bo pieszy wchodzi na przejście przed jadący pojazd prawym pasem a lewym jedzie "super" kierowca który czuje się najlepszym i zapomina o zakazie wyprzedzania oraz zakazie omijania na przejściach. No i rodzi się znów niebezpieczna sytuacja. Wszyscy muszą myśleć na drodze nie tylko kierowcy i nie tylko piesi, kierujący rowerem to też dotyczy bo także często przez ich ignorancję dochodzi do groźnych sytuacji. Najgorsze są dni gdy na jezdni jest lód i samochody jadą wolno, wówczas pieszy myśli że może wchodzić w dowolnym momencie bo przecież auto jedzie wolno, tylko zapominają że na lodzie lub śniegiem pokrytej jezdni tak samo jak pieszy może się poślizgnąć i wywalić tak auto wpadnie w poślizg i nic tu nie pomogą ABS y i inne systemy wspomagania kierowcy jak przyczepności brak. Wypadek gwarantowany bo auto w miejscu nie stanie.Nie twierdzę że wszyscy piesi to bezmyślni samobójcy bo i też nie wszyscy kierowcy są myślący kiedy trzeba. Ale trzeba mówić o problemie bo niech choć jedną osobą po przeczytaniu takiego artykułu zastanowi się nad swoim postępowaniem to mamy jedną ofiarę mniej! Wszystkim i sobie życzmy myślenia na drodze i rozwgi.

~antymasakrytyczn -

dając pieszym większe przywileje stanie się to samo co z pedalarzami zero instynktu samo zachowawczego święte krowy które myślą że wszystko im wolno i są najważniejsze

~obserwator -

ulica dwu-trzy pasmowa tzw arteria miejska.zapala sie zielone,auta ruszają i...po 80 metrach STOP! przejście na które popitala babcia (zawsze wyglądajaca jakby spóźniła sie do pracy).nie moze zaczekać 1 minuty,50 zamochodów ,wtym cięzarowe musi sie zatrzymać.a potem:polskie miasta zakorkowane,smog przez diesle!

~marduk -

Jeszcze nie słyszałem o takiej sytuacji, aby w pełni załadowany pociąg towarowy czy osobowy musiał zatrzymywać się przed przejazdem kolejowym aby ustąpić głupiej osobówce. A takie są mniej więcej proporcje wagi i prędkości w porównaniu do pojazdu i człowieka.

Piszesz jako Gość