​Polska w kwestii dziur stawia na ilość a nie na jakość

Poniedziałek, 19 lutego (14:25)

Ech, ci Niemcy... Wciąż chcą zadziwiać świat, wszystko mieć najokazalsze, największe, wyjątkowe. Nawet dziurę w drodze.

To, co się stało z autostradą A20 koło miejscowości Tribsees na trasie z Lubeki do Szczecina trudno zresztą nazwać po prostu dziurą. To megadziura,  dziurzysko, dziura w wersji magnum, matka wszystkich dziur. Kilka miesięcy temu woda podmyła nawierzchnię obu jezdni. Z czasem uszkodzenia powiększały się i dzisiaj obejmują odcinek o długości prawie stu metrów. Prawdziwa katastrofa. Zdjęcia, obrazujące jej rozmiar obiegły światowe media. Jak na tym tle wygląda Polska, kraj dopiero co powstały z kolan, który, zerwawszy wreszcie z pedagogiką wstydu, z trudem, mimo wielu przeciwieństw, odzyskuje godność i należne mu miejsce we wspólnocie narodów?

Otóż, o czym przekonamy się już niebawem, po rozpoczęciu sezonu na przełomy wiosenne, w kwestii dziur stawiamy bardziej na ilość niż na jakość. Na dziury, a - narzekamy, b - w nie wpadamy, c - domagamy się ich likwidacji. Wybrzydzając, gdy ktoś zrobi to z fantazją, w sposób odbiegający od nudnych standardów.

Ile było gadania, gdy okazało się, że w Gogolicach w województwie zachodniopomorskim wyrównano drogę "gruzem z domieszką starych szmat, drutów, butów, pościeli i co się trafiło". I nikomu nie trafiły do przekonania wyjaśnienia lokalnych urzędników, którzy tłumaczyli, że mieszkańcy powinni się cieszyć z takiej innowacyjnej interwencji, ponieważ na solidny remont musieliby długo poczekać.

Zupełnie lekceważymy drzemiący w dziurach potencjał promocyjny i marketingowy. Oto słyszymy, a telewizje pokazują, że Kanadyjczycy przyklejają do gładkiego asfaltu wydruki do złudzenia przypominające wielkie i głębokie ubytki w nawierzchni. Ich widok ma skłaniać kierowców do wolniejszej jazdy. A my co? Milczymy, tymczasem moglibyśmy pochwalić się przed światem, że podobne metody stosujemy już od dawna i to w bardziej zaawansowanej formie, gdyż stawiamy na technologię 3D i autentyk zamiast imitacji.

W Tajlandii pewna modelka, chcąc zaprotestować przeciwko fatalnemu stanowi dróg, postanowiła wykąpać się w wypełnionej deszczówką jednej ze szczególnie fotogenicznych dziur. Jej zdjęcie obiegło media społecznościowe, zwracając uwagę miłośników kobiet, sportów ekstremalnych i jazdy terenowej. Kto wie, w jakim stopniu przyczyniło się do ożywienia ruchu turystycznego na linii reszta świata - Bangkok.

Grupa artystów z Litwy wykonała serię artystycznych fotografii, pokazujących wyrwy w drogach w nietypowy sposób. Na jednym ze zdjęć wędkarz  wyciąga rybę z kałuży. Nad inną wypełnioną wodą dziurą jakaś para urządziła sobie romantyczną kolację. Ktoś ubrany w szlafrok myje zęby, ktoś puszcza małą łódkę, ktoś robi pranie, ktoś symuluje skok na główkę...

W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych nieznani "ogrodnicy" wypełniali dziury w drogach ziemią, po czym sadzili w nich kwiaty. Tu trzeba przyznać, że ich działania znalazły naśladowców również w Polsce. W ubiegłym roku kwitnąca na żółto rabatka pojawiła się w dziurze na drodze gminnej między Strzelcami Wielkimi  a Grabonogiem w Wielkopolsce.

I jest to krok w słusznym kierunku. Skoro bowiem  nie potrafimy jakiegoś niepożądanego problemu rozwiązać, to spróbujmy go oswoić, choćby przez poczucie humoru i artystyczny happening.

A wracając do Niemiec... Zamknięta w obu kierunkach autostrada A20 ma zostać wyremontowana dopiero w roku 2021. Do tego czasu kierowcy są zmuszeni do objazdów, na co szczególnie narzekają ci z Polski. Jednym słowem: ich dziura, nasz kłopot... 

poboczem.pl

Podziel się

~gordon -

odnoszę wrażenie, że Niemcy pożera gigantyczna biurokracja, są jeszcze na tyle bogatym krajem , żeby to wszystko utrzymać ale to tylko kwestia, kiedy to się wszystko zawali, niewydolność armii, niemożność dokończenia budowy lotniska w Berlinie, teraz autostrady, które podmywa woda a na remont trzeba czekać latami, w latach 70 i 80 takie rzeczy w RFN były nie do pomyślenia.

Gość

Piszesz jako Gość