Specjalne miejsca do parkowania dla posłów. Kto jest za?

Wtorek, 20 lutego (10:31)

​Jadąc samochodem słuchałem radiowej audycji na temat honorowego krwiodawstwa. Wspominano dawne, dobre czasy, kiedy to osoby oddające za darmo krew mogły liczyć na płatny dzień wolny od pracy, solidny posiłek ze schabowym, tabliczkę trudnodostępnej wówczas czekolady itp. Dowiedziałem się, że to się niestety skończyło. Znaczy nie samo krwiodawstwo, lecz związane z nim przywileje. Radzono, jak ten stan rzeczy zmienić.

Wśród kilku innych padł również postulat, by honorowi krwiodawcy mieli prawo do darmowego parkowania w strefach płatnego postoju. Wówczas ja zacząłem się zastanawiać, czy krwiodawcę, który co prawda nie inkasuje pieniędzy, ale jest obdarowywany różnego rodzaju bonusami, ulgami, fantami, uprawnieniami, można jeszcze nazywać honorowym. Zresztą mniejsza o to, bowiem bardziej zafrapował mnie pomysł, dotyczący gratisowego parkowania jako przywileju dla wybranych...

W czasach PRL jednym z atrybutów władzy było rozdawnictwo talonów, później zwanych asygnatami, uprawniających do zakupu nowych samochodów po urzędowych, dużo niższych od rynkowych cenach. Otrzymywali je ludzie ważni, zasłużeni, posłuszni, reprezentanci określonych zawodów i warstw społecznych. Dzisiaj na własne auto, lepsze lub gorsze, starsze lub nowsze, stać praktycznie każdego. Prawdziwym rarytasem stały się natomiast miejsca, w których można owe pojazdy swobodnie pozostawić. Może zatem, biorąc wzór z przeszłości, co tak chętnie się teraz czyni, należałoby ustawowo zapewnić współczesnym włodarzom możliwość przyznawania specjalnego Prawa do Parkowania, na przykład w postaci ekskluzywnych kart PdP i wyznaczania ekskluzywnych, oznakowanych miejsc, przeznaczonych dla ich posiadaczy? Parkingi takie byłyby tworzone w najbardziej zatłoczonych rejonach miast, blisko często odwiedzanych obiektów, wszędzie tam, gdzie miejsca postojowe są szczególnie pożądane, a ich brak najdotkliwszy.

Ktoś powie: przecież to się już dzieje, tego rodzaju przywileje istnieją! Otóż niezupełnie. Nie chodzi mi bowiem o zmotoryzowanych mieszkańców obszarów płatnego parkowania, osoby niepełnosprawne, czy miejskich radnych i urzędników. Mam raczej na myśli przynoszących chlubę swojej społeczności czołowych sportowców, medalistów olimpijskich, uznanych artystów, pisarzy, wynalazców, uczonych, dobroczyńców, kawalerów najważniejszych odznaczeń (kiedyś nazywano je "chlebowymi", bo dawały spory dodatek do emerytury), honorowych obywateli miast, czy choćby właśnie najbardziej zasłużonych honorowych krwiodawców. To oni otrzymywaliby karty PdP, będące dowodem autentycznej wyjątkowości, czymś w rodzaju "certyfikatu szlachectwa" i w związku z tym dawałyby większy powód do chwały niż jakikolwiek przedmiot, platynowa karta kredytowa czy luksusowy wóz prestiżowej marki. Takie rzeczy, w przeciwieństwie do prawa parkowania na specjalnych parkingach, każdy może sobie sprawić drogą kupna, za pieniądze.

Oczywiście, aby uniknąć kumoterstwa i szybkiej dewaluacji PdP, należałoby zapewne powołać złożoną z osób zaufania publicznego kapitułę, przyznającą te uprawnienia według określonych kryteriów, procedur i w ściśle limitowanej liczbie. Ale to szczegóły techniczne i regulaminowe, do dopracowania.

Na tym zresztą nie koniec. Ostatnio sporo mówi się i pisze w mediach o tzw. strefach czystego transportu, do których będą mogły wjeżdżać wyłącznie samochody napędzane paliwami alternatywnymi. Zaprezentowano już nawet naklejki, identyfikujące takie pojazdy. Sądząc po liczbie komentarzy w Internecie temat nie wzbudza szczególnego zainteresowania. I nic dziwnego, gdyż tego typu wehikuły stanowią ułamek promila całego parku samochodowego w Polsce (kto wie, czy nie wykształci się nowa grupa hobbystów, polujących z aparatami fotograficznymi na super rzadko spotykane auta z naklejką H, oznaczającą napęd wodorowy, czy LNG  - na skroplony gaz ziemny). Może zatem warto rozszerzyć nieco pojęcie "napędu alternatywnego", przyznając wybitnym osobistościom, obok kart PdP, prawo do swobodnego poruszania się po obszarach miast niedostępnych dla ogółu zmotoryzowanych. Byłby to Pakiet VIP Ekstra De Lux. W końcu demokracja demokracją, ale jakaś hierarchia w społeczeństwie musi być, a władza pozbawiona możliwości rozdawania przywilejów traci poszanowanie u obywateli.

No dobrze, zapewniam, że jeszcze nie zwariowałem, więc proszę potraktować powyższy wywód jako żart. Chociaż... Sytuacja jest dynamiczna i kto wie, co przyniesie przyszłość...

Autorem tekstu jest czytelnik o pseudonimie Clackson. Jeżeli chcesz przeczytać więcej jego tekstów, kliknij w poniższy avatar.

Także i ty możesz podzielić się tutaj swoimi przemyśleniami.  Szczegóły TUTAJ.  

Podziel się

~Tomek -

Niech autor choć raz odda krew, to się przekona, że przywileje i czekolada nadal jest... Trochę to wstyd z radia się takich rzeczy dowiadywać, a jeszcze większy wstyd przyznawać się do tego publicznie.

~Iron -

Czemu nie, ja np moglbym dostac karte za czytanie interii w pracy. No co? Wiecie ile trzeba sie nakombinowac zeby szef nie widzial?! Chyba sie nalezy, nie?!

~jeszcze czego -

P(O)sły po to mają darmowe przejazdy komunikacją publiczną, żeby nie zajmowali miejsc parkingowych Suwerenowi.

Gość

Piszesz jako Gość