Lexusem terroryzował Warszawę. Policja już go ma

Poniedziałek, 26 marca (09:38)

Jazda chodnikiem między pieszymi, na czerwonym świetle, trawnikiem między pasami - takie zachowania kierowcy złotego Lexusa RX zarejestrowały kamery przypadkowych kierowców. Mężczyzna właściwie terroryzował stołeczne ulice. Teraz przestanie, pytanie tylko, na jak długo?

Zachowanie 42-latka szalejącego lexusem po ulicach Warszawy nie mogło obyć się bez społecznego oddźwięku. Mężczyzna nie zważał na żadne przepisy drogowe, stwarzając poważne zagrożenie. Wpychał się przed inne samochody, zmieniając nagle pasy ruchu, wyprzedzał na podwójnej linii ciągłej, nie stosował się do zakazów prędkości, a nawet jeździł chodnikami. Przynajmniej w jednym przypadku o mało nie potrącił idącego tamtędy pieszego.

Jego zachowanie nagrali przypadkowi świadkowie. Ustalenie właściciela charakterystycznego lexusa nie było trudno, zatrzymali go policjanci z wydziału wywiadowczo-patrolowego. Maciej P. miał w organizmie ślady amfetaminy i metamfetaminy. Trafił do policyjnego aresztu. Grozi mu kara do 2 lat więzienia, wysoka grzywna oraz dożywotnia utrata prawa jazdy.

Złoty Lexus RX nawet w Warszawie nie jest samochodem występującym masowo, i to właśnie pozwoliło zatrzymać kierowcę. Jeden z patroli, w okolicy basenu przy ulicy Puławskiej, zauważył poszukiwany samochód. Funkcjonariusze dali mu sygnały do zatrzymania i po kilkuset metrach kierujący zatrzymał się sam. Podczas kontroli drogowej zachowywał się bardzo nerwowo. Chwalił się, że gdyby chciał uciec, to by to zrobił. Był pobudzony, co mogło wskazywać, że jest pod działaniem środków odurzających.

Został zatrzymany. Wywiadowcy przekazali zabezpieczone auto wskazanej przez niego osobie, a jego samego zawieźli na badania mające określić obecność substancji psychoaktywnej w organizmie. Badanie potwierdziło, że był on pod działaniem narkotyków - amfetaminy i metamfetaminy. Okazało się ponadto, że mężczyzna w przeszłości był już karany za stwarzanie zagrożenia w ruchu drogowym i kilka razy miał cofnięte uprawnienia. Teraz również nie miał prawa usiąść za kierownicą, prawo jazdy stracił w lutym, za jazdę pod prąd po rondzie.

Po badaniach mężczyzna trafił do policyjnego aresztu. Teraz odpowie za kierowanie pojazdem pod działaniem środka psychoaktywnego oraz szereg wykroczeń. Grozi mu kara do 2 lat pozbawienia wolności, grzywna oraz dożywotnia utrata prawa jazdy.

To nie pierwsze zachowania 42-latka, wskazujące na problemy z właściwym odbiorem rzeczywistości. Podobne zachowanie (w tym jazda pod prąd) prezentował w 2016 roku, wówczas jeździł srebrnym chevroletem. Jednego dnia udało mu się spowodował osiem kolizji, w tym część już po zatrzymaniu prawa jazdy przez policję.

Poboczem/Policja

Podziel się

~tylko Subaru. -

,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,, No. Straszne kary mu grożą. Dożywotnia strata prawa jazdy ,,,,,,,,,,,,,,, he, he, he, he ,,,,,,,,,,,,,,,,,, uśmiałem się jak norka. Sam znam dwóch facetów, którzy dożywotnio stracili prawa jazdy 20 lat temu. Od tamtej pory kilka razy objechali całą Europę i jeżdżą nadal bez żadnej krępacji. Czytałem, że gdzieś jest takie prawo, że jeśli prawo jazdy zostało odebrane sądownie a człowiek nadal jeździ, to wtedy zabierają samochód. I tylko taki zabieg będzie skuteczny. Wszystkie inne kary to pic na wodę fotomontaż.

~Szwajcar -

A u nas za taką rozróbę: 1. Konfiskata pojazdu i natychmiastowa sprzedaż na aukcji 2. 2 latka w pierdlu 3. Pozbawienie prawka na kilka lat 4. Sprawa sądowa 5. 10 letni wpis w rejestrze przestępców 6. Mandacik na kilkanaście tysięcy franciszków I generalnie wyrzutka z pracy...

~ert -

To osobnik niereformowalny. Nic tu nie podziałają mandaty, odebranie uprawnień dożywotnio czy nawet 2 lata więzienia. Takiemu osobnikowi trzeba łapy uciąć, aby nigdy już nie miał okazji prowadzić samochodu!

Gość

Piszesz jako Gość