"Leśne dziadki" niebezpieczni za kierownicą. Ale gdzie jest granica starości?

Środa, 2 maja (10:53)

Polskie społeczeństwo szybko się starzeje. Ekonomiści, powołując się na prognozy demografów, straszą grożącą nam katastrofą systemu emerytalnego i brakiem rąk do pracy. Proces siwienia skroni Polaków już dzisiaj widać na drogach. Z zainteresowaniem przeczytałem podaną przez Instytut Transportu Samochodowego informację, że mamy obecnie 8 mln kierowców w wieku ponad 50 lat i liczba ta będzie w następnych latach dynamicznie wzrastać.

Nie wiem co prawda, dlaczego ustalono taką akurat granicę starości, skoro z jednej strony pięćdziesięciolatkowie są ludźmi w pełni sił, będącymi często u szczytu swojej kariery zawodowej, a z drugiej dla młodocianych mistrzów kierownicy nawet mężczyźni tuż po czterdziestce to "leśne dziadki", bez ikry i refleksu, ale cóż - jakąś cezurę trzeba było przyjąć. Ważniejsze są zresztą płynące stąd wnioski.

ITS słusznie zauważa, że bardzo wielu kierowców ze wspomnianej wyżej grupy wiekowej uzyskało prawo jazdy "nawet kilkadziesiąt lat wcześniej", w zupełnie innych realiach. Zdecydowana większość z nich nie przechodziła później żadnych dodatkowych szkoleń, a byłoby to rzekomo nad wyraz wskazane. Odnośnie teorii zgoda - rzeczywiście warto regularnie odświeżać swoją znajomość zmieniających się wszak przepisów ruchu. Ale co z doskonaleniem praktyki? Czy dzięki takiemu treningowi seniorzy zaczęliby prowadzić samochody lepiej, pewniej, bezpieczniej?

Jeździłem kiedyś z pewnym starszym panem, który wciąż "poprawiał" swoją pozycję za kierownicą. Kręcił się, podnosił o parę centymetrów, by od razu opaść na siedzenie, przechylał się do przodu i tyłu oraz na boki. Najpierw mnie to dziwiło, potem śmieszyło, irytowało, a wreszcie zaczęło z lekka przerażać. Czy kierowca, który nieustannie wierci się w fotelu, może być należycie skoncentrowany?

Inny znajomy siedemdziesięciolatek niezależnie od sytuacji na drodze ma zwyczaj naprzemiennie, w kilkusekundowych odstępach, naciskać i odpuszczać pedał gazu. Tak się po prostu kiedyś nauczył.

Nie wierzę, aby jakiekolwiek ćwiczenia potrafiły zmienić utrwalone przez lata nawyki. Kto miałby zresztą te szkolenia "dziadków" organizować, prowadzić i finansować? Byłyby one dobrowolne czy obowiązkowe, pod groźbą utraty uprawnień? Czy kończyłyby się jakimś sprawdzianem? Co z tymi, którzy testu nie zdołaliby zaliczyć?

Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego planuje cykl warsztatów dla pieszych i rowerzystów z kategorii wiekowej 60 plus, które uświadomią seniorom zagrożenia czyhające na nich na drogach. Szkolenie obejmie, uwaga... 1000 osób.

Tu tysiąc, tam osiem milionów. To pokazuje, że ewentualna oferta doszkalania  starszych kierowców byłaby, biorąc pod uwagę skalę potrzeb, wydarzeniem li tylko propagandowym, do odfajkowania i odtrąbienia, a nie rzeczywistą pomocą.

Zarówno statystyki wypadków, jak i wyniki badań ITS wskazują zresztą, że seniorzy należą do najbardziej odpowiedzialnych i najrozsądniejszych użytkowników dróg. Nie buntują się przeciwko obecności policji na drogach, stawianiu fotoradarów; uważają, że zły stan jezdni to nie powód do utyskiwań, lecz do zachowania wzmożonej ostrożności. Starsi kierowcy sumiennie zapinają pasy bezpieczeństwa, nie są niewolnikami smartfonów, przestrzegają ograniczeń prędkości.

Obserwuję swoją sąsiadkę, która niedawno skończyła 85 lat i nadal przynajmniej trzy razy w tygodniu siada za kierownicę. Nie porywa się na żadne dalekie eskapady. Ot, odwiedza cmentarz, dzieci, znajomych. Na pewno nie zaproponowałbym jej uczestnictwa w testowaniu przyczepności kół podczas szybkiego pokonywania ciasnych zakrętów, ale generalnie jestem o starszą panią spokojny. Wiem, że nie popełni żadnego głupstwa na drodze.

Za to poważne wątpliwości budzi we mnie rozważane wprowadzenie obowiązkowych badań lekarskich dla zmotoryzowanych w podeszłym wieku. Niby pomysł jest dobry, ale...Ale kto płaciłby za te badania? Sami kierowcy? Ile by to ich kosztowało? Czy nie pojawiłyby się protesty, że państwo znowu ograbia emerytów? Jaki charakter miałyby owe badania? Jeżeli wyglądałyby tak, jak obecne badania okresowe dla niektórych przedsiębiorstw i instytucji, oparte wyłącznie na wywiadzie ("Jak się Pan/Pani czuje? Dobrze? W takim razie wpisuję: zdolny/zdolna do pracy"), to lepiej dać sobie spokój. Po co tworzyć fikcję.

Na razie wystarczyłoby, aby każdy lekarz ostrzegał pacjenta-kierowcę, nie tylko  leciwego, jaki wpływ na prowadzenie pojazdów ma przepisywany mu lek. Niby takie informacje znajdują się, napisane drobnym drukiem, w ulotkach dołączanych do medykamentów, ale kto zwraca na nie uwagę...

Clackson

Autorem tekstu jest czytelnik o pseudonimie Clackson. Jeżeli chcesz przeczytać więcej jego tekstów, kliknij w poniższy avatar.

Także i ty możesz podzielić się tutaj swoimi przemyśleniami.  Szczegóły TUTAJ


Podziel się

~Stefan -

Konstytucja RP nie określa górnych granic wiekowych kandydatów na najwyższe stanowiska państwowe, więc możemy mieć 100-letniego prezydenta, 99-letniego premiera i cały Sejm i Senat pełen geriatrii. To nie przeszkadza nikomu, a mnie się wydaje, że bardziej niebezpieczne są właśnie ww. osoby, niż starsi wiekiem kierowcy. Idąc do jakiejkolwiek pracy, trzeba mieć badania lekarskie. Dlaczego, aby otrzymać prawo jazdy kandydat na zwykłego kierowcę musi przejść testy psychotechniczne, a poseł, senator, minister jest od nich zwolniony?

~obywatel -

Właśnie usunięto mój komentarz "ze względów regulaminowych". A napisałem tylko, że mogę rzucić wyzwanie młodocianym piratom w zakresie płynnej i bezpiecznej jazdy. Mam 64 lata i 40 lat jeżdżę samochodem. Bez wypadku, kilka mandatów za drobne wykroczenia (parkowanie itp.). "Gratulacje" moderatorom Interii za czujność...

~bb -

"...Najwięcej wypadków spowodowali kierowcy w wieku 25-39 lat..." to oficjalne dane statystyczne więc się odczepcie od dziadków bo oni wdłg badań jeżdżą najbezpieczniej. Z faktami się nie dyskutuje.

Piszesz jako Gość