Drogowy bandyta, a może policja, czepia się niewinnego człowieka?

Poniedziałek, 14 maja (09:47)

Żyjący w poczuciu krzywdy, w atmosferze niezasłużonej nagonki i zbyt ostrej krytyki właściciele beemek mogą odetchnąć z ulgą. Ta opowieść nie będzie o nich. Jej niesławnym bohaterem jest kierowca mustanga. Forda mustanga.

Fakt, że ten legendarny i do niedawna zupełnie egzotyczny w naszym kraju amerykański samochód zaczyna występować w raportach polskiej policji dowodzi zmian, które następują w rodzimym pejzażu motoryzacyjnym. Jeszcze trochę i na ekranach wideorejestratorów w radiowozach, krążących po drogach między Bałtykiem a Tatrami, zaczną pojawiać się lamborghini, ferrari, pagani i inne koenigseggi. I wcale nie będzie takie oczywiste, że za ich kierownicą siedzi Jakub W., dziennikarz i prezenter telewizyjny z Warszawy...

Historia jest znana, więc tylko króciutko ją streścimy. Oto na drodze krajowej nr 10, w miejscowości Białe Błota, patrol drogówki jadący nieoznakowanym radiowozem zauważył forda mustanga, którego kierowca popełniał kolejne wykroczenia: złamał zakaz wyprzedzania, najechał na  podwójną ciągłą, pędził 150 km/godz., przekraczając dopuszczalną prędkość o 60 km/godz. Zatrzymany, odmówił przyjęcia mandatu i oznajmił policjantom, że mając samochód z 400-konnym silnikiem trudno jechać wolno. (więcej o tym zdarzeniu TUTAJ)

Sprawa jest w zasadzie banalna. Każdy, kto podróżuje samochodem po Polsce,  wielokrotnie bywa świadkiem podobnych i znacznie poważniejszych wykroczeń. Również zachowanie kierowcy forda trudno uznać za wyjątkowe. Arogancja, hardość, lekceważący stosunek do własnych występków i do przedstawicieli służb mundurowych stają się, niestety, zjawiskiem powszechnym. Zwraca jednak uwagę ton komentarzy pod informacją, opisującą powyższy incydent.

"ccc": "Ale zbrodnia".

"ciekawski": "Nie rozumiem, zaczął wyprzedzać 2 m przed znakiem odwołującym wszystkie zakazy, więc jakie tu popełnił wykroczenia?"

"qwer": "Rozpoczął wyprzedzanie jeden metr przed odwołaniem zakazu, przekroczył ciągłą linię o trzy centymetry; ależ poważne wykroczenia, dobrze że go nie rozstrzelali na miejscu."

"robson": "20 metrów przed znakiem to tylko łapanka".

"jaro": "A jaką karę poniosą pseudopolicjanci, którzy tak samo powodowali zagrożenie na drodze."

"Janek": "Nie było żadnego zagrożenia życia, koleś mustangiem pojechał normalnie, prosta była i nikogo nie było na drodze, tak że ja bym tak sam zrobił."

5675": "Sądząc po drastycznym wykroczeniu polegającym na rozpoczęciu manewru tuż przed znakiem ten manewr umożliwiającym wyraźnie pokazuje, że kogoś tu było stać tylko na Fabię i zazdrościł Mustanga."

"AP": "Ten kierowca popełnił tylko jedno wykroczenie, przekroczenie prędkości. Pozostałe to zwykle naciąganie."

"Sławek" "(...) Policjanci ewidentnie postanowili udowodnić kierowcy, gdzie jego miejsce. Niestety, sąd dla utrzymywania ładu i porządku (oraz zabezpieczenia się, że ilość tego typu spraw sądowych się nie zwiększy) będzie musiał podtrzymać postanowienia policjantów. Pierwsze wykroczenie, czyli zakaz wyprzedzania na prostym odcinku z linią przerywaną na 2 metry przed zniesieniem zakazu wyprzedzania.... no zlitujcie się, gdzie tutaj jakiekolwiek ryzyko (...) Kolejny zarzut, to przekroczenie linii ciągłej, znów nikogo z przeciwka, gdzie logika wskazuje, że przycinanie łuku zmniejsza ryzyko. Przekroczenie prędkości ostatecznie, to.... jak tu nie przekraczać mając 400 koni."

I tak dalej, i tak dalej, w podobnym duchu. Słowem: Polacy, nic się nie stało, Polacy nic się nie stało... "Psiarnia", to znaczy policja, czepia się niewinnego człowieka. Standard.

Generalnie w ludzkiej (bo nie chcielibyśmy tego spostrzeżenia odnosić jedynie do Polaków) mentalności ścierają się dwa poglądy. Zwolennicy pierwszego nie uznają półcieni. Według nich zdrada jest zdradą, złodziejstwo złodziejstwem, korupcja korupcją. Skala występku może co najwyżej wpłynąć na wymiar kary, ale nie na samą kwalifikację czynu. Wyznawcy drugiej szkoły uważają, że nie należy przywiązywać wagi do drobnostek. Zdrada? Oj tam, oj tam, to tylko drobny skok w bok... Łapówka? Skądże, to jedynie zachęta, by moja sprawa została pozytywnie załatwiona. Kradzież? E tam... parę desek przywiezionych z budowy, nie ma o czym mówić.

Jak widać, w ocenie wykroczeń drogowych zaczyna wyraźnie przeważać ten drugi sposób myślenia. Dominuje pobłażliwość, skłonność do wybaczania rzekomo drobnych przewinień. Przecież on zaczął wyprzedzać tuż przed znakiem odwołującym zakaz (spróbujcie tłumaczyć się tak na przykład policji na Słowacji)! Przecież ledwie zahaczył ciągłą linię kołem! Owszem, jechał za szybko, ale to zrozumiałe - w takim wozie...

Do nielicznych należą komentarze takie, jak opinia "Zbigniewa", który napisał: "Przerażające, ilu to adwokatów diabła. Jak to możliwe, że w XXI wieku w środku Europy taki pirat drogowy bez wyobraźni i zahamowań znajduje takie uznanie, tylu popleczników czy wręcz fanów. Ta część Polaków przynosi wstyd Polsce. Ludzie nie macie nic mądrego do napisania, to zamilczcie. Chwalcie go sobie przy browcach z kolegami na takim poziomie, jak wy, jednak nie upubliczniajcie swoich chorych poglądów przynosząc wstyd normalnej części społeczeństwa."

poboczem.pl

Podziel się

~StS -

Przykro mi. ale żadnego ISTOTNEGO wykroczenia kierującego Mustangiem tu nie widzę. Za to u nagrywającego - owszem: naruszenie dyrektywy linii P4 podczas wyprzedzania oraz przekroczenie dozwolonej prędkości rzędu 50 km/h (do znaku "60") oraz rzędu 90 km/h za tym znakiem. A dogonienie Mustanga za znakiem z prędkością dwuipółkrotnie większą od dozwolonej - to już absolutne kuriozum. To już stworzenie bardzo realnego zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Kierowcy Mustanga można tu skutecznie zarzucić jedynie muśnięcie linii P4 lewymi kołami w końcowej fazie zakrętu. Owszem, można - tylko PO CO? Jakieś zagrożenie to spowodowało? To jest właśnie nasza aktualna policja: przynieś kasę. A u kogo ją znaleźć? U tego, kto ją ma. I wszystko. Przypominam, że sam znak B-25 nie popartu linią P4 na całej długości obowiązywania zakazu skuteczności prawnej NIE MA. Wątpiących odsyłam do rozporządzenie Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych dla znaków i sygnałów na drodze. Przypominam także, że wideorejestrator rejestruje wyłącznie prędkość tego pojazdu, w którym jest zamontowany. Jego wskazanie może nie mieć nic wspólnego z prędkością pojazdu poprzedzającego. Mogę nie zgadzać się (i nie zgadzam) z ludźmi, którzy wieszają psy na policjantach dla samej zasady - ale tu policjant bardzo mocno przesadził.

~Olaf -

Powiem tak: przekroczenie prędkości to jest jak przy ograniczeniu do 60 km/h ktoś pojedzie 80 km/h. Jeżeli przy ograniczeniu do 60 km/h ktoś jedzie 150 km/h to to nie jest przekroczenie prędkości tylko bandytyzm. A bandytę złapanego na gorącym uczynku wsadza się do pierdla. Koniec! Kropka! Niestety, my ciągle jeszcze nie rozumiemy, że z przepisami się nie dyskutuje. Przepisów się przestrzega. Może kary ciągle za niskie....

~driver -

Głupoty redaktora. Przy takiej reakcji policjantów należałoby się zastanowić czasem nad czysto ludzkim podejściem, zamiast hołdować zasadzie "nie ma zmiłuj". Oczywiście można komuś wstawić mandat za przejechanie lini ciągłej o kilka metrów, pytanie czy zmotywuje to kierowcę do poprawy czy spowoduje frustrację i niechęć do służb mundurowych. Ale można też ruszyć głową i wlepić słony mandat za prędkość i ewentualnie zwrócić kierowcy uwagę żeby nie naginał lini ciągłej czy znaków drogowych nawet o kilka metrów. Bezsensowne jest porównanie przez redaktora Polski do Słowacji. Na Słowacji, w Czechach, czy Austrii policja nastawiona jest na polowanie na kierowców. Czajenie się za krzakami to tam normalne, dlatego nie odpuszczają żadnego, nawet głupiego przewinienia. A u nas jeśli dobrze pamiętam to zakazano takich praktyk ze względów bezpieczeństwa. Za to mogę przywołać zdrowo rozsądkowe zachowania policji z Niemiec, Holandii, czy Anglii gdzie zastosowanie suchego przepisu należy do oceny policjanta. Np. raz zostałem zatrzymany w środku nocy przez policję koło Dortmundu, bo zauważyli mnie z telefonem. Przeprosiłem, pokazałem im że rozładowała mi się słuchawka i czas połączenia tylko 6s. Wytłumaczyłem że zadzwoniłem powiedzieć klientowi o której będę. Skończyło się na pouczeniu i sprawdzeniu dokumentów. Ciekawy jestem czy redaktor będzie zadowolony jak policja zacznie egzekwować bezmyślnie wszelkie przepisy wymyślone przez ustawodawcę, lub znaki postawione przez drogowców. Mało jest sytuacji, gdzie znak teren zabudowany stoi kilometr przed pierwszym domem?? Czy wtedy redaktor też zapyta z ironią, "ciekawe czy na Słowacji by to uszło"?

~Armagedon -

Pytanie jest zasadnicze: jaki kr€tyn ustawił tam znak ograniczający prędkość do 60/godz. i zakaz wyprzedzania na odcinku 50 m.? W jakim celu? Dla psiarni? Żeby mogli rzeźbić kierowców?

Piszesz jako Gość