Szok. Sąd "zjechał" policję za bezsensowne łapanki radarowe

Piątek, 30 listopada 2012 (08:39)

Zamieściliśmy niedawno list od Czytelnika, który na jednej z krakowskich peryferyjnych ulic został przyłapany przez patrol policji na przekroczeniu prędkości. Jechał 75 km/godz., czyli o 25 km/godz. za szybko, jako że wspomniana ulica, choć prowadzi przez niemal szczere pola, formalnie leży w terenie zabudowanym.

Kierowca mandatu nie przyjął, sprawa trafiła do sądu, który podtrzymał decyzję policjantów i nałożył na "pirata drogowego" grzywnę w wyroku nakazowym. Ten nie dał jednak za wygraną i wyroku nie przyjął. Następstwem jego odmowy były dwie rozprawy przed sądem rejonowym. Z takim samym skutkiem - tyle, że zmniejszono wysokość grzywny.

Autor listu odwołał się do sądu wyższej instancji. No i okazało się, że było warto. Oto co pisze na ten temat w najnowszej korespondencji do INTERIA.PL sam zainteresowany...

"Jestem już po rozprawie apelacyjnej i, niestety, muszę zmartwić wszystkich tych, którzy życzyli mi dożywotnich ciężkich robót, odebrania na zawsze prawa jazdy, konfiskaty samochodu itp. wszystkiego najgorszego, bądź "tylko" wyzywali mnie od idiotów, kretynów etc. Sąd nie podzielił waszego zdania i choć uznał, że formalnie popełniłem wykroczenie, to po uwzględnieniu okoliczności faktycznych zamienił grzywnę na naganę.

Ale prawdziwą naganę dostała... policja - sąd "zjechał" ją za łapanki, które nie mają nic wspólnego z poprawą bezpieczeństwa na drogach, a służą tylko wyciąganiu kasy, a to, że policja sama popełnia wykroczenia podczas kontroli (i nie tylko) uznał za absolutnie niedopuszczalne. Stwierdził też, że w tym miejscu powinno się podnieść dopuszczalną prędkość do co najmniej 70 km/h, a nawet 90 km/h, przy czym stanowczo podkreślił, że moja jazda 75 km/h nie stanowiła tam żadnego zagrożenia."

Ucieszony pomyślnym zakończeniem sprawy Czytelnik kończy list uwagą, że warto walczyć o swoje racje, zwłaszcza gdy jest się przekonanym do ich słuszności. Na pewno - pod warunkiem, że ma się sporo czasu, cierpliwości i uporu.

 

poboczem.pl

Podziel się

~Rafał -

Ja nie jestem za łamaniem przepisów, ale prawda jest taka, że znaczna część znaków ograniczających prędkość stoi chyba tylko po to żeby kierowców wprowadzać w błąd i wlepiac im mandaty PRZYKŁAD: wjeżdżam ul. warszawską do Rzeszowa i mam cztery pasy po dwa w obu kierunkach predkośc dozwolona 70 na godzine i nagle za 10 reklamami i 2 krzakami stoi znak 50 km na godzinę po co sie pytam? jak jeszcze przez następne 2 kilometry od tego znaku jest taka sama droga! ano po to bo za tym znakiem stoi policja i kosi mandaty, a znak w tych wszystkich reklamach jest mało widoczny. Na miescie w godzinach szczytu dzieją sie sceny danteńskie ale tam policji nie ma oni wolą stać za znakiem 50 i łapać piratów jadacych na czteropasmówce 73 na godzinę!

~watp -

Pożadny Sędzia. Jako były policjant stwierdzam ze niestety aby były wyniki policjanci weidza gdzie stanąc a napoewno bedzie kupe mandatów które nie mają nic wspónego z bezpieczenstwem na drodze.Nalezy tez powiedzieć ze dzisiejsi policjanci nie sa za najlepiej myślacych uznawani??dużo w ich szeregach jest po prostu prymitywów mimo np. sredniego wykszt.Nasze przepisy i zanki ograniczenia prędkosci nie mają nic wspólnego a rzeczywistoscią któa by tego wymagała.popieram Sąd ale czy prostacy policjanci zrozumia to??watpie bo to słabi umysłowo ludzie.

~Obserwator -

Te wszystkie mądrale, co to piszą, że się kierowca nie musiał spieszyć, wyliczają czasy itd, to informuję, że mało rozumiecie ze zdarzenia. Chodzi o pewne zasady. Policja ma nie tworzyć i korzystać z tzw "łowisk" tylko zapobiegać. Gdyby taką mentalność jak nasza, ruska czy ukraińska policja miała policja brytyjska, to dwa radiowozy z fotoradarem umieszczone przy dojazdach do Dover napełniłyby budżet UK bez udziału innych podatników:) Ale tam jest inaczej, po prostu. Oni wiedzą, że się ludzie spieszą, często są na granicy czasu i pilnują jednej rzeczy: prędkości w terenie zabudowanym. Tylko to jest teren autentycznie zabudowany a nie tak jak tu opisane, szczere pola. Mnie taka sytuacja spotkała na wyjeździe z Gniezna. Jedzie się i jedzie drogą przez las. I nagle stoją panowie z suszara i mówią, że zabudowany się kończy za kilometr:( To jest policja? To są sku..., które nie wiedzą, jak powinna wyglądać ich służba. To oni powinni monitować urząd miejski o zmianę oznakowania a nie stać i sypać mandatami. A ci wszyscy, którzy tego nie rozumieją, to niestety, pokłosie komuny.

~kierowca -

To samo miałem. Za wsią jechałem 90km/h- zero zabudowań tylko pola, chodnik po lewej, pusto, sucho, widno i prosta droga. Z krzaków wystaje lizak i zjeżdżam na bok - mandat 300PLN/ i 6 pk. BO NIE BYŁO TABLICY ODWOŁUJĄCEJ TEREN ZABUDOWANY (i teoretycznie cały czas byłem we wsi). PARADOKSALNIE 2km dalej jest przedszkole i przejście dla pieszych, ograniczenie do 30km/h - tam nie stali, a na warunki bezpieczeństwa wpływałoby to znacznie bardziej. Trasa Lesznowola - Janki pod Piasecznem k. Warszawy. Od tamtej pory jestem zdania, że policja nie stoi tam gdzie to faktycznie koniecznie ale tam gdzie mogą "zarobić".

~pinio -

no tak, raz tylko w zyciu (a jestem kierowca od 34 lat) widzialem jak policja zachowala sie w sposob, ktory sprawil, ze bylem z niej dumny. bylo to w pulawach. 3 strumienie na wprost, ja jade srodkowym, za mna policja. na pasach przejscia dla pieszych kobieta. zatem hamuje i zatrzymuje, zeby ja przepuscic. gdy juz prawie mija moje auto, po lewym strumieniu przelatuje fajny granatowy passat-kanciak, ot tak ze 60 km/h. kobieta sie cofnela i uniknela potracenia. policjanci za mna kogut, wyjka i za passatem. kobieta przeszla, ja spokojnie ruszylem, i juz przed mostem zastalem na poboczu passata, policje i kierowce-niemal-zabojce, ktory lezal ladnie na asfalcie z kajdankami na plecach. jezu, jaki bylem wtedy dumny z 'naszych chlopcow'... niemniej, to bylo tylko raz. za to co najmniej pare razy zaplacilem w idiotycznych okolicznosciach. najglupsze ponizej: - czestochowa, srodek nocy, ulica 7 kamienic. ruszam z pobocza i po ok. pol sekundy, gdy dopiero jedno kolo powoli wtacza sie na asfalt ulicy, wlaczam swiatla - place za jechanie bez swiatel. najpierw nalezalo wlaczyc swiatla, a pozniej ruszac! - tez czestochowa, skrzyzowanie pod jasna gora, wjezdzam na zielonym, ale pan przede mna jedzie powoli i gdy zjezdzam, juz pali sie zolte - place za to, mimo ze jest to ewidentnie niezgodne z idea swiatla zoltego (na zjechanie aut ze skrzyzowania) - pod olesnica. jakas wies niedaleko. tablica z nazwa, krzaki, okolo 150m dalej zakret, nie widac ani zabudowan, ani niczego w ogole poza krzakami przy drodze. odpuszczam gaz z takim obliczeniem, zeby z zakretu wyjechac przepisowa 50-ka, gdyby tam bylo niebezpiecznie albo stal radar. niestety, radar tkwil w krzakach przed zakretem, a radiowoz stal za, niewidoczny - place, gdyz ograniczenie 50 obowiazuje od znaku, a nie od zabudowan czy czego badz innego - pod osinami w jurze - odwolanie ograniczenia predkosci do 30km/h za pomoca znaku stoi ok. 300 m od zakretu (ostrego, fakt, 90 stopni, ale i dobrze wyprofilowanego i gladkiego). przejezdzam zakret idealnie przepisowo (nota bene, spokojnie moglbym to zrobic bez pisku opon okolo 20 km.h szybciej...), gdyz widze radar i radiowoz przy znaku odwolania ograniczenia predkosci. przejezdzam ta 30-ka jeszcze tak z 80m zeby pokazac dobra wole i przyspieszam - place za 48 km/h w chwili mijania radiowozu... no i takie tam podobne... szkoda jestem za tym, zeby w razie stworzenia zagrozenia, lupac wszystkie mozliwe kary. ale i za tym, zeby znaki stawiac z sensem, ograniczenia wiarygodnie, i nie czepiac sie o zasade, gdy nie prowadzi to do zagrozenia. mona jechac bezpiecznie 120 km/h szeroka, pusta, prosta droga sprawnym autem, z wypoczetym i doswiadczonym kierowca. ta sama droga we mgle, przy oblodzeniu, samochodzie niesprawnym, kierowcy poczatkujacym, noca i przy wietrze, moze wymagac pelzania z predkocia 10km/h przy wlaczonych swiatlach awaryjnych i przeciwmgielnych... ale rozum to nie jest najpopularniejsza rzecz w naszym umilowanym ze wszech miar kraju bardzo dziekuje panstwu, bardzo dziekuje... :P

Piszesz jako Gość