Państwo z najniższym bezrobociem w Unii. Czy na czeskim rynku pracy naprawdę jest tak dobrze?

Poniedziałek, 12 lutego (08:13)

Stopa bezrobocia - według BAEL - oscyluje w Czechach wokół poziomu 2,5 proc. Żadnej inny kraj w Unii Europejskiej nie może poszczycić się takimi wynikami.

Od wielu miesięcy stopa bezrobocia w Czechach nie przekracza 4 proc., a liczona według BAEL wynosi ok. 2,5-2,8 proc. Stabilna i stosunkowa niska jest także stopa aktywności zawodowej, która nie przekracza 60 proc. Kuriozalny jest też fakt, że liczba wolnych miejsc pracy prawie dorównuje liczbie bezrobotnych. Prawie w tym przypadku robi niewielką różnicę, gdyż w grudniu 2017 roku było w Czechach 280 tys. zarejestrowanych w urzędach pracy bezrobotnych, na których czekało 217 tys. wolnych miejsc pracy.

Stopa bezrobocia w ostatnim miesiącu ubiegłego roku nieco wzrosła do 3,8 proc. w porównaniu do listopada (3,5 proc.) - wynika z danych Czeskiego Urzędu Statystycznego. Według innej metodologii obliczania tego wskaźnika przez czeskie urzędy pracy (BAEL) stopa bezrobocia w listopadzie 2017 roku wyniosła w Czechach 2,5 proc. Różnice te wynikają z tego, że pewna część bezrobotnych rejestruje się w urzędach pracy tylko po to, aby pobierać świadczenia socjalne, a w rzeczywistości pracuje w szarej strefie.

Najniższa w całej UE stopa bezrobocia jest powodem do dumy wśród wielu Czechów. Z drugiej jednak strony niższe bezrobocie przyczynia się do zwiększania przez firmy nakładów na płace, co obniża ich zyski i konkurencyjność. Coraz wyższa cena "pracy żywej" zmusza firmy także do inwestowania w automatyzację i robotyzację produkcji. Wkrótce może się okazać, że w wielu branżach, w których odczuwa się deficyt fachowców, pracować będą roboty i obecna niska stopa bezrobocia zacznie znowu rosnąć.

Bezrobocie można by więc w tym kraju dosyć szybko zniwelować prawie do zera, gdyby wszyscy poszukujący pracy dysponowali takimi kwalifikacjami, jakich oczekują od nich potencjalni pracodawcy. Problemem w Czechach, podobnie zresztą jak i w wielu innych krajach gospodarczo wysoko rozwiniętych, nie jest więc brak rąk do pracy, lecz pogłębiający się deficyt "fachowców". Deficytu tego nie zlikwiduje większy napływ imigrantów, którzy w ogromnej większości albo nie posiadają odpowiedniego wykształcenia w najbardziej poszukiwanych specjalizacjach i zawodach, albo po prostu nie chcą pracować.

Niechęć do podejmowania stałego zatrudnienia można od pewnego czasu zaobserwować także wśród samych Czechów. Wskaźnik zatrudnienia lub mówiąc inaczej odsetek zatrudnionych w wielu produkcyjnym (15-64 lata) wynosił w trzecim kwartale 2016 roku tylko 57,7 proc., a w analogicznym okresie ubiegłego roku tylko o 1,1 pkt proc. więcej, czyli 58,9 proc. Dla porównania ten sam wskaźnik wyniósł w Polsce w trzecim kwartale minionego roku 66,5 proc., a w Holandii aż 76,3 proc. Gdyby więc Czeski Urząd Statystyczny uwzględnił w swoich szacunkach rozmiarów bezrobocia także tych wszystkich zdolnych do pracy, którzy z własnego wyboru nie poszukują dla siebie stałego zatrudnienia i nie rejestrują się w urzędach pracy lub pracują tylko dorywczo (często w szarej strefie), to z pewnością stopa bezrobocia w Czechach byłaby wyższa niż 4 proc. Nikt w Czechach (i nie tylko w tym kraju) nie potrafi jednak precyzyjnie oszacować "ukrytego" bezrobocia.

Urzędy statystyczne opierają się na oficjalnych danych przekazywanych przez urzędy pracy, które posiadają informację o liczbie poszukujących stałego zatrudnienia i liczbie wolnych miejsc pracy. Nie posiadają one wiarygodnych danych m.in. na temat liczby emigrantów, którzy znaleźli sobie najczęściej lepiej płatne niż w rodzimym kraju miejsca pracy w innych krajach, ani też o imigrantach pracujących "na czarno" w danym kraju. A brak takich danych często zniekształca prawdziwą sytuację na rynku pracy danego kraju i albo zawyża, albo zaniża np. wskaźnik zatrudnienia.

Podobne trudności występują przy mierzeniu rzeczywistej stopy bezrobocia wśród przedstawicieli poszczególnych zawodów czy też absolwentów szkół średnich i wyższych. Wielu z nich emigruje z biedniejszych krajów Unii Europejskiej do bogatszych w poszukiwaniu lepszych warunków życia i lepiej płatnej pracy. W o wiele mniejszym stopniu niż w Polsce, Rumunii, Bułgarii, na Litwie czy Łotwie zjawisko to występuje w Czechach, gdzie stopa bezrobocia absolwentów szkół wyższych jest najniższa w Europie i waha się od 1 do 2 procent. Wynika to z rosnącego popytu na wykwalifikowanych pracowników, którzy mogą obecnie liczyć na "godziwą" płacę. Przykładowo przeciętna praca miesięczna absolwenta szkoły wyższej w Czechach wyniosła w 2016 roku 34,5 tys. koron (czyli ok. 1650 USD). To także w pewnym stopniu tłumaczy niechęć znacznej części czeskich absolwentów szkół wyższych do emigracji "za chlebem".

Adam Gwiazda

12.2.2018

Forsal.pl

Podziel się
Gość

Piszesz jako Gość