Śmiertelny wypadek w Chorzowie. Auto spłonęło na ulicy

Czwartek, 9 listopada (09:20)

W Chorzowie, niedaleko stadionu Ruchu, miał miejsce w środę tragiczny wypadek. Osoba kierująca samochodem osobowym uderzyła w filar wiaduktu - informuje "Dziennik Zachodni". Chwilę później samochód stanął w płomieniach.

W wyniku środowego wypadku powstały utrudnienia ruchu trwające kilka godzin. Droga została odblokowana ok. godz. 18:30. Śledczy ustalili, że w wypadku wzięło udział auto marki Ford Mustang GT. Samochód miał szwajcarskie tablice rejestracyjne, ale zdaniem policji, wcale nie oznacza to, że kierowcą był obcokrajowiec.

"Samochód mógł być sprowadzony, samym kierowcą nie musiał być też właściciel pojazdu. Trwają czynności policyjnej w tej sprawie" - wyjaśnił "Dziennikowi Zachodniemu" asp. Sebastian Imiołczyk, rzecznik chorzowskiej policji.

Kierowca pojazdu zginął na miejscu, a jego ciało uległo spaleniu. Dopiero testy DNA pozwolą poznać płeć ofiary. Teraz policjanci ustalają tożsamość i narodowość kierowcy.

INTERIA.PL

Podziel się

~OSP -

Dziwi mnie fakt, że tyle gapiów, a nikt nie wyciągnął gaśnicy i nie zaczął gasić płonącego samochodu, przecież na wyposażeniu każdego samochodu w Polsce powinna być gaśnica. Nawet policjanci nie pofatygowali się do tej czynności, no tak od tego jest Straż Pożarna, ale zanim ta przyjedzie to jest już po wszystkim. Kto wie może dałoby się opanować ogień jeżeli pierwszy kierowca samochodu, który się zatrzymał po prostu zacząłby gasić pożar. Po co te gaśnice w samochodach?

~w -

Ludzie - piszecie brednie o gaszeniu takiego pożaru gaśnicą samochodową. Taką gaśnica możesz sobie zgasić tłuszcz na patelni, a nie płonący samochód. Masz tylko szansę zgasić mały pożar (np. w komorze silnika) i to nie otwierając zbytnio klapy silnika, aby nie dostał zbyt powietrza.

Piszesz jako Gość