Pora na impuls z USA

Sobota, 20 października 2018 (06:00)

Koncepcja Trójmorza zaczyna nabierać realnych kształtów. Przełomem miał być wrześniowy szczyt w Rumunii. Potencjał gospodarczy i finansowy tego regionu nie jest mały. Wydaje się jednak, że jeśli inicjatywa ma się powieść, to wymaga wydatnej pomocy finansowej i technologicznej ze strony USA.

Koncepcja Trójmorza może osłabić UE? /Gazeta Bankowa

Powoli, lecz konsekwentnie, realizowana jest w Europie Środkowej koncepcja stworzenia Trójmorza. To przede wszystkim inicjatywa gospodarcza, w zamyśle mająca lepiej połączyć 12 państw położonych w pobliżu mórz: Bałtyckiego, Czarnego i Adriatyckiego. Chodzi dokładnie o Polskę, Austrię, Bułgarię, Chorwację, Czechy, Estonię, Litwę, Łotwę, Rumunię, Słowację, Słowenię i Węgry.

Inicjatywa Trójmorza nabrała impetu w roku 2015 dzięki inicjatywie prezydentów Polski i Chorwacji - Andrzeja Dudy i Kolindy Grabar-Kitarović.

Projekt ma na celu przede wszystkim zintensyfikowanie współpracy gospodarczej, rozbudowę infrastruktury w regionie oraz zwiększenie jego bezpieczeństwa energetycznego. Pierwszy szczyt grupy inicjatywnej miał miejsce w Dubrowniku (Chorwacja) pod koniec sierpnia 2016 r. Kolejne spotkanie odbyło się w Warszawie na początku lipca 2017 r., a jego rangę podniósł znacznie poprzez swój udział prezydent USA Donald Trump.

Szczyt w Bukareszcie ma być przełomowy

Z zapowiedzi przedstawicieli Kancelarii Prezydenta RP wynika, że mają się pojawić konkretne rozwiązania. Ma powstać rada biznesowa izb gospodarczych państw Trójmorza. Może nawet zostać podjęta decyzja o stworzeniu funduszu Trójmorza, który będzie inwestował w projekty energetyczne.

Każdy kraj zaproponuje pięć projektów, z których wyłonimy grupę priorytetową" - mówił kilka tygodni temu na konferencji GAZTERM 2018 Witold Dzielski z Kancelarii Prezydenta RP.

Mało tego, w maju pojawiła się informacja, że Trójmorze ma zostać wpisane na listę amerykańskich projektów priorytetowych. Administracji Donalda Trumpa bardzo nie podoba się projekt gazociągu Nord Stream 2, który pomija Ukrainę. "Trójmorze jest potrzebne.

Będzie stanowiło most łączący wiele miejsc w Europie na linii Północ - Południe. Zdając sobie sprawę z ograniczonych możliwości finansowych, wspieramy te projekty, które łączą Europę, nie dzielą" - twierdziła Sandra Oudkirk z biura ds. zasobów energii Departamentu Stanu USA w rozmowie z portalem Onet.

Inicjatywa daje szersze możliwości współpracy w tej części UE, która wciąż pozostaje słabiej rozwinięta i potrzebuje większej liczby inwestycji - uważa prof. Robert Ciborowski, ekonomista, rektor Uniwersytetu w Białymstoku. - Kolejność powinna być następująca: biznes, energetyka i infrastruktura. Wspólne kapitałowo przedsięwzięcia biznesowe firm powinny prowadzić do szerszego zakresu współpracy w kolejnych obszarach. Inwestycje energetyczne i infrastrukturalne w jak najszerszym stopniu powinny wynikać ze współpracy prywatnego kapitału - wskazuje prof. Ciborowski.

Najważniejsze projekty infrastrukturalne Trójmorza:

- Brama Północna, czyli hub gazowy dostarczający gaz norweski

- Via Carpatia

- Via Baltica

- droga wodna E30 (Świnoujście - Bratysława)

- droga wodna E40 (Gdańsk - Odessa)

- droga wodna E70 (Odra - Zalew Wiślany)

- Centrum Logistyczne Gorzyczki - Wierzniowice

Potencjał gospodarczy Trójmorza

Rodzą się jednak pytania: czy tak wiele niedużych państw, rozrzuconych po całkiem sporym obszarze Starego Kontynentu, stanowi jakąś realną siłę gospodarczą? Czy mają w sobie odpowiedni potencjał materialny i ludzki? Jeśli chodzi o populację, to liczba 111 mln obywateli Trójmorza nie robi wielkiego wrażenia, bo - dla porównania - Rosja ma 147 mln ludności.

Ale jeśli spojrzy się na łączny PKB krajów Trójmorza, który w roku 2017 wyniósł ok. 1,87 bln dol., to już nie jest tak źle. Jest znacznie większy od PKB Federacji Rosyjskiej (niecałe 1,6 bln dol.), o której względy tak usilnie zabiega od wielu lat Republika Federalna Niemiec.

Niemniej, choć kraje należące do regionu Trójmorza stanowią 28 proc. terytorium UE, 22 proc. jej ludności, to jednak wypracowują ledwie 10 proc. unijnego PKB. A PKB per capita, liczone według parytetu siły nabywczej, w krajach Trójmorza sięga średnio 28,8 tys. dol., czyli nieco ponad połowę tego, co w strefie euro (39,2 tys. dol.).

W opinii dr. Michała Cichorackiego z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy kraje Trójmorza dysponują dużym potencjałem demograficznym, lecz silnie neutralizowanym przez niski poziom siły nabywczej.

- Założenie, że wszystkie pojedyncze wskaźniki poszczególnych państw da się po prostu zwyczajnie zsumować i powstanie z tego nowa jakość, nie musi być wcale prawdziwe. W gospodarce zbiory nie są prostą sumą elementów, które się na nie składają. Z dziesięciu Estonii niekoniecznie musi powstać jedna Francja - tłumaczy dr Cichoracki.

Poza tym, jak twierdzi, ranking konkurencyjności gospodarek World Economic Forum pokazuje znaczący spadek konkurencyjności gospodarek Węgier, Słowacji oraz Rumunii. - Europa jest nadal liderem konkurencyjności, ale jej wysoki stopień bazuje jednak głównie na grupie gospodarek najwyżej rozwiniętych. W podobnym tonie utrzymane są wyniki rankingów innowacyjności przeprowadzane w ramach European Innovation Scoreboard. Wynika z nich, że większość państw Trójmorza znajduje się w grupie umiarkowanych innowatorów, co oznacza stałe niebezpieczeństwo zagrożenia tzw. pułapką średniego wzrostu - dodaje naukowiec.

- Potencjał krajów Trójmorza jest zdecydowanie niewykorzystany. Nie tylko my trochę przespaliśmy ostatnie dekady w sensie tworzenia kapitału. Widać to po dynamice rozwoju, która jest za niska, aby doganiać kraje wysoko rozwinięte. Powtarzać można jak mantrę: brakuje nam wolności, kapitału i niskich podatków. Jeżeli Trójmorze stworzyłoby do tego warunki, to przestrzeń do szybszego rozwoju jest - uważa prof. Robert Ciborowski.

Przydałby się regionalny bank inwestycyjny

Najsłabiej wygląda potencjał rynków finansowych Trójmorza. Łączna kapitalizacja giełd 12 krajów regionu sięga ok. 413 mld euro. Rynek rosyjski jest większy o 30 proc. Rynek hiszpański jest niemal o 100 proc. większy. Na tle największych giełd z Europy Zachodniej parkiety Trójmorza to mikrusy, chyba nawet analogia z Dawidem i Goliatem jest tutaj nietrafiona.

W dodatku w regionie brakuje dużych rodzimych instytucji finansowych, które mogłyby odgrywać znaczącą rolę poza poszczególnymi rynkami lokalnymi. Wyjątkami są tylko polskie PKO BP, Pekao i PZU oraz węgierski OTP Bank. Poza tym rynki bałkańskie i środkowoeuropejskie są "skolonizowane" przez wielkie grupy kapitałowe z krajów Zachodu.

Według analityka Saxo Banku Christophera Dembika kraje Trójmorza muszą stworzyć regionalny bank inwestycyjny, jeśli chcą na poważnie myśleć o realizacji ambitnych programów rozwoju infrastruktury.

- Taka instytucja mogłaby być wzorowana na chińskich bankach tego typu. Mogłaby pozyskać kapitał na rynku giełdowym po całkiem przyzwoitym koszcie. Inwestorów mogłyby przyciągać np. zielone obligacje - uważa Dembik. - Nie wydaje mi się, aby możliwe było stworzenie jednego, wspólnego rynku kapitałowego w regionie. Oczywiście to jest atrakcyjna wizja, ale niezwykle trudna w realizacji, na skutek różnych interesów politycznych oraz skomplikowanych kwestii właścicielskich - dodaje analityk Saxo Banku.

W opinii prof. Ciborowskiego tworzenie wspólnych funduszy inwestycyjnych w regionie Trójmorza byłoby wtórne do działań pozwalających na akumulację kapitału prywatnego. - Wspólne inwestycje państw w infrastrukturę czy energetykę mogłyby być pomocne, ale nie priorytetowe. To biznes prywatny powinien się stać kluczowy dla szybszego rozwoju. Poza tym tworzenie specjalnych funduszy czy giełdy wydaje się zbędne. Dostęp do środków finansowych jest obecnie dość łatwy i nie ma potrzeby go regulować ponad miarę - uważa rektor UwB.

Nowe drogi to konieczność. Ale czy wszędzie?

Wydaje się, że Trójmorze ma rzeczywiście głęboki sens, jeśli chodzi o rozbudowę infrastruktury w regionie. Wie o tym każdy, kto próbował pojechać z Warszawy do Tallina, Bukaresztu czy do Dubrownika. Drogi są, ale to raczej drogi przez mękę.

- Od dekad infrastruktura rozwija się na osi Wschód - Zachód. Trójmorze to szansa na integrację kontynentu na osi Północ - Południe. Pamiętajmy, że lepsze szlaki transportowe oznaczają więcej handlu, niższe koszty, mniejsze ryzyko politycznych napięć. To też szansa dla wielu krajów europejskich na zmniejszenie uzależnienia gospodarek od współpracy z Niemcami - tłumaczy Christopher Dembik z Saxo Banku. - Oczywiste jest też, że budowana w krajach Trójmorza infrastruktura powinna brać pod uwagę rozwój nowego jedwabnego szlaku - dodaje.

Jak wynika z raportu PwC i Atlantic Council "Droga przyszłości - rozwój infrastruktury transportowej w Europie Środkowo-Wschodniej" (lipiec 2017), państwa Trójmorza powinny zainwestować w infrastrukturę transportową do 2025 r. aż 615 mld euro!

Z raportu wynika, że rynek budowlany w Europie Środkowo-Wschodniej będzie rósł w tempie 3,1 proc. rocznie przez kilkanaście najbliższych lat, a w roku 2050 aż 75 proc. infrastruktury Trójmorza to będą nowe szlaki, dziś nieistniejące.

Zdaniem Angeliki Jarosławskiej, koordynator programu Polska 3.0 oraz wiceprezes Ogólnopolskiego Klastra Innowacyjnych Przedsiębiorstw, inicjatywa Trójmorza umożliwi realizację ponadregionalnych projektów infrastrukturalnych, współgrających z "korytarzowym" konceptem UE. - Europejskie korytarze transportowe sieci TEN-T to dążenie do zintegrowania polityk i projektów transportowych, urbanizacji i planowania przestrzennego oraz ekonomicznego rozwoju. Europejskie firmy i przedsiębiorstwa, dobrze skomunikowane z resztą świata, dadzą niewątpliwie zastrzyk energii europejskiemu przemysłowi - uważa Angelika Jarosławska. - Dwa korytarze transportowe TEN-T, Bałtyk - Adriatyk oraz Bałtyk - Morze Czarne, odgrywają kluczową rolę dla regionu Trójmorza - dodaje.

Stan infrastruktury w Europie

Nieco inaczej na problem rozwoju infrastruktury w Europie Środkowej patrzy prof. Leon Podkaminer z Wiedeńskiego Instytutu Międzynarodowych Porównań Gospodarczych (WIIW). - Zapewne wiele wspólnych projektów infrastrukturalnych w regionie ma sens. Do ich urzeczywistniania nie potrzeba jednak żadnego politycznego Trójmorza - uważa prof. Podkaminer. - Poza tym, zanim zaczniemy w regionie marzyć o wielkich projektach, to zastanówmy się, dlaczego z Katowic do Krakowa jedzie się pociągiem aż trzy godziny, skoro to tylko 70 km - zwraca uwagę naukowiec.

Krzysztof Głowacki z CASE zauważa z kolei, że flagowy projekt inicjatywy Trójmorza w obszarze transportu drogowego nie musi przynieść dorodnych owoców. Chodzi o drogę Via Carpatia, mającą połączyć litewski port Kłajpeda z greckimi Salonikami.

- Z jednej strony lepsza infrastruktura może wspomóc wymianę handlową. Zarówno regionalną, jak i globalną, w przypadku powodzenia chińskiej inicjatywy nowego jedwabnego szlaku. Z drugiej strony korytarz ma przebiegać głównie przez słabo rozwinięte regiony, a jak wynika z teorii ekonomicznej i doświadczenia, budowa drogi nie przekłada się automatycznie na rozwój gospodarczy łączonych obszarów - zwraca uwagę Głowacki.

Dywersyfikacja energetyczna mile widziana

Integracja regionu w kontekście polityki energetycznej również wydaje się dobrym pomysłem. Państwa Europy Środkowej są zależne od dostaw gazu z Rosji. W zależności od kraju udział dostaw z kierunku moskiewskiego waha się między 50 a 100 proc. Pod tym względem uzależnione niemal całkowicie od Kremla są Estonia i Bułgaria.

Poza tym ma powstać gazociąg Nord Stream 2 Rosja - Niemcy, na dnie Bałtyku, z pominięciem krajów Europy Środkowej i krajów bałtyckich. - Kwestia energetycznej niezależności jest kluczowa dla większości państw regionu, w tym dla Polski - przyznaje Christopher Dembik.

Podobną opinię prezentuje Krzysztof Głowacki, ekspert think tanku Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych. - Budowa infrastruktury przesyłowej w regionie Trójmorza, która umożliwiłaby dywersyfikację energetyczną i uwolniła od stosowanej przez Gazprom dyskryminacji cenowej, wymaga politycznej woli i koordynacji.

Flagową inwestycją ma być terminal LNG na chorwackiej wyspie Krk, południowy odpowiednik terminalu LNG w Świnoujściu, którego budowa dopełni tzw. Korytarz Północ - Południe, umożliwiając dystrybucję skroplonego gazu w głąb regionu. Takie wysiłki nie szkodzą jedności Unii Europejskiej, a w połączeniu z promowanym obecnie projektem unii energetycznej, który zakłada większą przejrzystość rynku energetycznego, mogą ją wzmocnić - uważa Głowacki.

"Koncepcja Trójmorza ma szczególny potencjał w obszarze infrastruktury gazowej, w której konieczne są inwestycje. Odpowiada ona na realne potrzeby inwestycyjne i przyszły popyt na gaz. Godzi też w interesy regionu, UE i indywidualnych państw członkowskich. Jako alternatywne wobec Rosji źródło gazu zwiększa także bezpieczeństwo i suwerenność energetyczną regionu" - napisał Bartosz Bieliszczuk, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, w raporcie "Trójmorze: współpraca na rzecz unijnego i regionalnego rynku gazu" (czerwiec 2017).

Problem w tym, że nie wszystkie kraje Trójmorza widzą coś złego w rosyjskim gazie. Na przykład Austria jest jak najbardziej "za" nitką Nord Stream 2.

Węgrzy także są znani z tego, że nie boją się podawać ręki "rosyjskiemu niedźwiedziowi", również w ramach podpisywania energetycznych umów; w 2017 r. oba kraje dobiły targu w sprawie budowy dwóch nowych bloków elektrowni atomowej Paks. - Węgry wyłamują się z regionalnej solidarności energetycznej i aktywnie współpracują z Gazpromem, negocjując podłączenie do powstającego właśnie gazociągu TurkStream - podkreśla Krzysztof Głowacki z CASE.

Trójmorze wzmocni czy osłabi UE?

Czy Inicjatywę Trójmorza można traktować jako sposób na wzmocnienie i ożywienie Unii Europejskiej? A może realizacja tej koncepcji osłabiłaby jednak Wspólnotę? Eksperci prezentują różne spojrzenie na ten aspekt Trójmorza. - Jedność UE ma wymiar jedynie werbalny. Dlatego nie obawiałbym się negatywnego wpływu Trójmorza na spójność Unii. Wręcz przeciwnie, powstanie tego typu współpracy może być swego rodzaju "dobrą praktyką" dla krajów UE i instrumentem "nacisku". Oczywiście jeśli Trójmorze zrealizuje swoje cele - uważa prof. Robert Ciborowski z UwB.

Według Angeliki Jarosławskiej, koordynator programu Polska 3.0, koncepcja Trójmorza ma za zadanie łączyć, a nie dzielić Europę. - Inicjatywa nie ma charakteru antyniemieckiego. Nie będzie tworzyć struktur alternatywnych wobec już istniejących w Europie. Ma usprawnić wymianę handlową między krajami regionu. Jej celem jest doprowadzenie do takiego samego poziomu wzajemnych powiązań między państwami naszego regionu, jaki już lata temu osiągnęły kraje Zachodu - wskazuje Jarosławska.

Próba stworzenia Trójmorza to próba stworzenia alternatywnego rdzenia instytucjonalnego Unii Europejskiej, w centralnej i wschodniej części Europy, a to oczywiście osłabia, a nie wzmacnia, UE - nie ma wątpliwości dr Michał Cichoracki z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. - Dowodem na to jest wspieranie tej inicjatywy przez USA, dla których zjednoczona Unia Europejska jest raczej przeciwnikiem niż sojusznikiem - wyjaśnia dr Cichoracki.

Niektórzy naukowcy wskazują, że realizacja koncepcji Trójmorza może być szansą dla Polski na zostanie liderem regionu.

- Proces integracji gospodarczej może przynieść korzyści ekonomiczne wszystkim zaangażowanym krajom. Korzyści te nie rozkładają się jednak równomiernie. Najczęściej największe korzyści osiągają kraje silniejsze gospodarczo, o większym potencjale. Tak było z Niemcami i zjednoczeniem Europy. Polska wśród krajów Trójmorza zajmowałaby dominującą pozycję, którą mogłaby wykorzystać - zwraca uwagę prof. SGGW Jakub Kraciuk.

Do głębokiej współpracy droga daleka

Droga do stworzenia Trójmorza, z 12 krajami blisko współpracującymi z sobą na niwie gospodarczej, jest jednak kręta, według większości ekspertów. Zdaniem prof. Ciborowskiego chęć zbliżenia jest widoczna we wszystkich krajach Trójmorza, ale problemem może być jej indywidualne rozumienie. - Może się pojawić 12 różnych spojrzeń na dalszą współpracę. Wtedy byłby to koniec tej inicjatywy. Ale patrząc na cele oraz oczekiwania, są one w wielu miejscach zbieżne i to dobrze rokuje - podsumowuje naukowiec.

Prof. Podkaminer wskazuje, że kraje Trójmorza patrzą w różnych kierunkach. - Kraje bałtyckie orientują się na Skandynawię, Bałkany raczej na Niemcy. Czechy, Węgry i Słowacja kokietują Rosję, utrzymując przy tym bardzo dobre relacje z Niemcami. Czyli większość krajów Trójmorza nie ma interesu w alienowaniu się względem Niemiec i Rosji. Raczej nie uznają one hegemonii Polski, chyba że Polska przyjmie otwarcie prorosyjskie stanowisko i naprawi stosunki z Europą Zachodnią - tłumaczy prof. Podkaminer.

Zdaniem dr. Cichorackiego na aktualnym etapie rozwoju naszego regionu inicjatywa Trójmorza to wyraz myślenia życzeniowego. - Na razie nie mamy w regionie odpowiednich zasobów, aby ją zrealizować. Uratować może ją jedna rzecz: interwencja USA w postaci transferu najnowocześniejszych technologii, coś na kształt pomocy Japonii po II wojnie światowej - uważa naukowiec z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy.

Piotr Rosik

Gazeta Bankowa

Podziel się